poniedziałek, 1 października 2012

WAŻNE

ludzie posłuchaj co uczynię . w bieżący weekend . wataha popiołu przenosi się na innego bloga ! nie zapomnijcie ze możecie mieć te same lub inne wilki  . To wszystko  . Kto chce dalej uzstniczy kto nie tego nie bede prosic

wtorek, 25 września 2012

Od Swiftkill

Zabrali mnie na badania, znowu. Jednak tym razem się cieszyli, nie rozumiałam o co im chodzi. Kiedy nieśli mnie do klatki usłyszałam kilka wymian zdań. Byłam oszołomiona nie wiedziałam jak to możliwe. Byłam w ciąży z basiorem którego nie znałam. Byłam sama w klatce, z jakichś powodów Kasima przenieśli do innej. Na początku nie chciało mi się żyć ale potem zrozumiałam że muszę zacząć jeść, pić, żyć. Dlaczego? Nie mogłam pozwolić żeby jakieś bezbronne i niewinne wilki a raczej wilczątka straciły życie przeze mnie. Kiedy podali mi jedzenie próbowałam je zjeść ale przychodziło mi to z trudem. W końcu skończyłam. Kontem oka widziałam zdziwienie na twarzy Kasima. Nie miał pojęcia czemu to robię. Co mam mu powiedzieć? Jak to przyjmie? Jak to przyjmie cała wataha? Po kilku dniach myślałam że coś jest nie tak, powinnam już dawno urodzić ale zrozumiałam czemu to trwa tak długo. Szczenięta były zwykłymi wilkami a nie magicznymi dlatego rozwijają się tak długo. Nie zamieniłam słowa z Kasimem kiedy chciał zapytać się skąd taka zmiana w moim zachowaniu. W końcu się i tak dowie.

cd- Kasim

niedziela, 23 września 2012

Od Luny

-Space...- powiedziałam.-...j..ja muszę się przejść.- dokończyłam, po czym wyszłam z jaskini.
Szłam przez łąkę rozmyślając, idąc tak doszłam do lasu. Pod drzewem zobaczyłam Haven'a i Daliana stojących nad wilczycą, która zaatakowała mnie dziś rano. Podeszłam bliżej i zobaczyłam leżącą Silent. Leżała bez dechu.
-Co ja zrobiłam?!- pomyślałam.
-Luna biegnij po pomoc!- krzyknął Haven.
Szybko wzniosłam się w powietrze i poleciałam po Space'a. Wbiegłam do naszej jaskini.
-Space szybko!- krzyknęłam.
-Co się stało?!
-Chodź szybko, opowiem ci po drodze!
(dokończ Space)

Od Space'a

-Luna ale przez ten wywar mogę stracić wzrok ... wolę być bezpłodny niz ślepy .. wiesz >?

Zapadła cisza , ja sam nie wiedziałem co mam jej jeszcze powiedzieć . niedługo miały przybyć nowe dzieci do domu dziecka moze sie tam wybierzemy i zaadoptujemy jedno szczenię ? to wszytsko zalezy od Luny ...


CDN

Od Luny

Space włączył telewizor na kanał dziecięcy, lecz gdy zobaczył beztrosko biegające szczeniaki, od razu przełączył. Zobaczyłam, że łzy napływają mu do oczu.
-Wszystko będzie dobrze...- powiedziałam i przytuliłam go mocno.
Wtulając się w miękkie futro Space'a, przypomniałam sobie o wywarze.
-Space, przecież możemy mieć własne dzieci!- zerwałam się.
-A...ale Luna...
-Co? Nie chcesz mieć ze mną dzieci?
-Nie, tylko ja...
(dokończ Space)

sobota, 22 września 2012

LUDZIE !

ja wiem że nie macie czasu , ja też ale nasza aktywnośc jest równa zeru . weźmy się za siebie okk ??
prosze was piszcie opowiadania !

Od Silent

- Mam dość! - woła Lily wznosząc łapy ku niebu.
 - Znów spóźniają się z jedzeniem!
Jestem tu już bite trzy tygodnie. Ale mi się nie nudzi. Nie z moimi współklatkowiczami (słowo James'a)Ni stąd ni zowąd James wybucha śmiechem. Syriusz patrzy na niego jak na kosmitę.
- Co? - pyta głupkowato James nadal dusząc się ze śmiechu.
- Jesteś głupi. - stwierdza dobitnie Syriusz. Lily podnosi łapę i wszyscy milkniemy. Coś jakby stuka w ścianę. James tylko wzrusza ramionami.
- Lily, to nie jest żarcie. - mówi Syriusz.
- Więc co to jest? - Lily unosi brwi. Znów słuchać stukanie. Ciężarna wilczyca patrzy na mnie
.- Co? - pytam z wyrzutem.
- Nie wiem co to jest.
- Z kim ja mieszkam... - wzdycha Lily.I nagle ściana wybucha w powietrze. Spod kupy gruzu i pyłu nie można nic zobaczyć. Gdzieś blisko kaszle Syriusz i Lily jęcząc wygrzebuje się z gruzowiska. Otwieram oczy.
- Co u licha? - pyta James wybałuszając oczy. Z dziury w ścianie wychodzą... Dalian i Kris! Robię wielkie oczy, ale Lian łapie mnie za łapę, a Kris rozsadza drzwi.
- Czekaj! - wołam spoglądając na Syriusza, James'a i Lily, ale Lian wyciąga mnie z celi. Wokół nas znów panuje chaos. Wszędzie błuski, huki i krew. Może krwi. Biegnę z Dalianem co chwilę odwracając głowę. I nagle o coś się o pytam. O jakieś ciało. Ciało James'a, leżące na ciele Lily, zaraz obok ciała Syriusza. Zaczynam płakać. Łapię ciała i usiłuję wyciągnąć je z laboratorium.
- Nie ma czasu! - woła Lian.
- Zostaw mnie! - krzyczę cały czas płacząc. Lily, James, Syriusz... Wyciągam ich z laboratorium i kładę na trawie. Kładę się na piersi Syriusza i zanoszę szlochem.
- To twoi przyjaciele? - pyta Lian głaszcząc mnie po głowie. Nie odpowiadam. Gdy Lian wstaje wzywam Neona i wsadzam na niego ciała moich przyjaciół. Śmierć jest taka niecierpliwa.Lily, James, Syriusz...[...]

"Minął już tydzień." - myślę wygrzewając się w słabych promieniach wschodzącego słońca. Już trochę ochłonęłam po stracie Lily, James'a i Syriusza. Postanawiam wyruszyć na polowanie.Skradam się cichutko w lesie i znajduję utykającego dzika. Przyczajam się do skoku i nagle zauważam jakąś wilczycę błąkającą się po lesie. Po chwili ona też dostrzega dzika. Postanawiam szybko zaatakować i przegonić tamtą jeśli zajdzie potrzeba.Rzucam się na dzika w tym samym momencie, w którym wilczyca też skacze. Z nienawiścią walę ją po pysku, rozcinając jej skórę. Ona używa telekinezy i wali mną o drzewo.- Nie umie upolować zdrowego dzika, więc zabiera go innym. Już nieżywego. - mówię słabo, ale na tyle głośno żeby mnie usłyszała. Osuwam się na ziemię i cicho wołam Haven'a. Nie przyjdzie na czas. Muszę połączyć się z przyjaciółmi...Ale...Nie... Mogę...Dać...Się...Tak...Łatwo...
<Dalian, Haven - dokończcie>

Od Space'a

Gdy Luna powróciła z zakrawionym pyskiem myślałem że dostanę szału .
-Jak mogłaś się tak urządzić ! - krzyknąłem
- ja .. em .. to było tak że ...
- nigdy więcej nie pójdziesz sama na polowanie .. nie chce żeby ci się coś stało .. idź do pokoju , przygotuje okłady - stwierdziłem , samica potulnie poszła do pokoju a ja zagrzałem wody , przygotowałem szmatkę dodałem ziół i klęknąłem przy niej . obłożyłem jej pyszczek namoczoną szmatką .
-auuu ..-syknęła .
- to nie wygląda za dobrze .. biłaś się z tym dzikiem czy co ? -zaśmiałem się
-można tak powiedzieć - wyszczerzyła kły  -
-ehh .. - usiadłem na kanapie i włączyłem na kanał dziecięcy gdzie biegały młode .. pospiesznie przełączyłem kanał i poczułem ból w gardle ..
-space - luna przytuliła się do mnie .
- nie nic się nie stało ...

cd-luna

wtorek, 18 września 2012

Od Luny

Wstałam rano wypoczęta i zobaczyłam Space'a z moją księgą w łapie.
-Space zrobić ci kawę?- spytałam ziewając.
-Tak, z chęcią wypiję.-odparł.
Space miał wory pod oczami, widać było, że nie spał przynajmniej pół nocy.
-Proszę.- poweidziałam wręczając Space'owi kawę.
-Dz...dziękuję...- rzekł z klejącymi się oczami.
-Odpocznij, a ja pójdę na polowanie.- powiedziałam Space'owi.
-A, jak znowu złapią cię ludzie?
-Space nie jestem już dzieckiem.- odpwiedziałam z ironią.
-Yyy...już dobrze...- odrzekł z niepewnością.
Spokojnie szłam do lasu, gdy zobaczyłam wielkiego dzika, ze zranionym kopytem. Od razu rzuciłam się na ofiarę i zdeżyłam się z inną wilczycą.
-Zostaw, go on jest mój!- warknęła wilczyca.
-Śnisz, ja pierwsza go zobaczyłam!- krzyknęłam.
Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale wtedy wilczyca uderzyła mnie łapą w twarz tym samym rozcinając mi nos. Zdenerwowałam się, użyłam telekinezy i walnęłam nią o drzewo. Padła bez dechu. Moja twarz cała krwawiła, ale mimo to załatwiłam dzika i zaniosłam do jaskini.
(dokończ Space)

niedziela, 9 września 2012

Od Kasim'a

Swift mizerniała w oczach , czułem to co ona - cierpiałem..
Pewnej nocy usłyszałem rozmowę myśliwych dotyczącej uśpienia Kill , nie mogłem na to pozwolić więc gdy się oddalili zbliżyłem się do niej z mięsem w pysku ,
-swift musisz coś zjeść
-nie , nie jestem głodna ..
-musisz to zrobić .
-zrozum nie zjem tego . - odrzekła markotnie
-bo to przeżuje i siłą wepchnę ci to do pyska . ! jedź ! - zmuszałem ją , położyłem mięso obok jej łapy
-Kasim , nie -opierała się .
-posłuchaj ja .. nie chce cię stracić . zrób to dla mnie ... dla siebie . dla watahy ... błagam cię .. -spojrzałem na nią a ona na mnie , musnąłem ją w pyszczek ona schyliła łeb .

cd- Swift , dokończ ?

piątek, 7 września 2012

Od Izzy


Próbowałam jeszcze wiele razy nawiązać łączność z Kasimem. I nic. Zero reakcji. Winnie przynosiła mi herbatę i coś do jedzenia. I gdy przynosiła mi właśnie kolacje, dostałam wizji. Opadłam na fotel, który w ostatniej chwili podłożyła mi Winnie. Zamknęłam oczy i moja dusza zniknęła.
Gdy pojawiłam się w celi, zobaczyłam przygnębionego, poranionego Kasim'a, który leżał naprzeciwko mnie, odwrócony twarzą do ściany.
Po cichu podeszłam i dotknęłam go w ramię. Wyszeptałam jego imię. Wilk podskoczył jak oparzony.
-KTO TO DO JASNEJ CH...!- Urwał na mój widok.- Isabelle, co ty tu robisz?!
-Ciszej!- Syknęłam.- Jestem tu, żeby ci pomóc, ale się raczej nie przydam jeśli mnie zamkną. Słuchaj, musisz się uspokoić. Gdzie Swift?
-W klatce obok, przenieśli ją tam dzisiaj. Ten wilk...ten który wygrał ze mną...na arenie...on ją...on...
-Spokojnie, już dobrze. Wiem co się stało.
-Skąd?
-Byłam tu wczoraj. Chciałam porozmawiać, sprawdzić jak się macie. Ale znalazłam tylko puste klatki, więc zaczęłam was szukać.
-Jak? Mogli cię złapać.- Przerwał mi.
-Mogli, ale tylko wtedy, gdyby któryś z wilków zdradziłby moje położenie. Dla ludzi jestem nieuchwytna, bo jestem tu tylko duszą. Nie mogą mnie zabić, ale mogą zmusić mnie do teleportowania mojego ciała tutaj. A wtedy wróciłabym do niego, przez co byłabym tu uwięziona.- Wyjaśniłam.
-Rozumiem. Słuchaj Iz, musimy pogadać. Bo, ja nie jestem pewien, czy ty rozróżniasz miłość od przyjaźni.
-Ach, o to ci chodzi. Nie martw się. Wiem, że podoba ci się Swift.
-Naprawdę?- Spytał ożywiony.
-Tak, cieszę się, z tego. Ale Let ma problem. Pomogła mi tylko ze względu na ciebie.
-Po co ci była jej pomoc?
-Podróże duchowe zabierają bardzo dużo energii. Potrzebowałam miejsca gdzie mogłabym się schować i w spokoju podróżować. Musiało to być miejsce gdzie księżyc ma idealną pozycję. No i potrzebowałam osób, które pamiętałyby o jedzeniu dla mnie oraz o ziołach wspomagających. Winnie nie dałaby rady sama. Letthal zaniosła mnie do twojej jaskini, bo to było miejsce, którego potrzebowałam, i pomogła Winnie.
-Co z małą Cam?
-Cam zajmuje się Camile, wiesz ta którą znalazłam w lesie wraz z moją grupą.
-Skoro Mile zajmuje się Cam to mogę być spokojny.- Powiedział uśmiechając się krzywo. Po chwili usłyszeliśmy odgłosy kroków. Schowałam z tyłu klatki Kasim'a. Do klatki podeszła dwójka ludzi i...jedna wilczycza, która mówiła do nich, jakby była ich doradcą. Poprosiła ich o odejście, bo chciała porozmawiać z Kasim'em.
-Witaj, przykro mi z powodu twojej przyjaciółki.- Powiedziała delikatnie.
-Co ty możesz wiedzieć!- Wykrzyknął.
Gdy usłyszałam głos wilczycy, zamarłam. To dlatego jej wygląd był znajomy.
-Lussinda?- Spytałam wychodząc z cienia.- To ty?
Kasim spojrzał na mnie karcącym spojrzeniem. Wiem, że miał rację. Co by było gdybym się pomyliła?
-Isabelle? Czy to naprawdę ty?- Spytała moja siostra.
Zbliżyłyśmy się do krat, każda po swojej stronie, i podałyśmy sobie ręce.
-Tyle czasu...- Szeptałyśmy. Po dwóch minutach otrząsnęłam się i spytałam.- Co ty tu wyrabiasz? Czemu jesteś na wolności?
-Jaaa...W zamian za wolność, przekonuję inne wilki do współpracy, pokazuję myśliwym tereny zamieszkane przez wilki.- Odparła ze zwieszoną głową.
-Czyli to wszystko twoja wina!- Wybuchnął Kasim.
-Uspokój się.- Uciszyłam go, po czym zwróciłam się do Luss.- Dlaczego? Powiedz dlaczego.
Lussindzie pojawił się na twarzy wyraz obojętności. Rzekła:
-Czasy są jakie są. Trzeba sobie radzić. Traktują mnie tutaj świetnie. Czemu miałabym rezygnować?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odwróciła się.
-Nie martw się, nie powiem im o twojej wizycie u NIEGO. Ale nie przychodź już.- Rzuciła przez ramię i odeszła.

-Pójdę już.- Stwierdziłam, gdy Less zniknęła z pola wiedzenia. Już chciałam zniknąć, gdy Kasim złapał mnie za łapę.
-Poczekaj jeszcze chwilę.

Cd. Kasim

niedziela, 2 września 2012

Od Swiftkill

Na samą myśl o tym co się stało chciało mi się płakać. Odwróciłam się do niego plecami.

- To nie t t t.....

...to nie twoja wina, walka była nie wyrównana. Nie mówmy o tym.

Przez resztę dnia na niego nie spojrzałam. Widok jakiego kolwiek wilka bolał. Próbowałam zasnąć ale ilekroć zamykałam oczy widziałam tamtego wilka i ból przeszywający moje ciało. Nie spałam kilka dni, nie jadłam i i nie piłam. Byłam skłonna czuć tylko ból. Po dwóch dniach zabrali odemnie Kasima bo myśleli że to może być zaraźliwe. Wkońcu zabrali mnie z klatki i zanieśli na stół. Zanieśli bo ja nie byłam w stanie chodzić. Wstrzyknęli mi kilka zastrzyków wzmacniających i próbowali skłonić mnie do wypicia wody ale to było na nic. Moja ciało w żaden sposób nie reagowało. Zanieśli mnie spowrotem do klatki i położyli przodem do klatki naprzeciwko. Był w niej Kasim i jakieś trzy inne wilki. Widziałam zmartwienie na jego twarzy. Wiedziałam że wyglądam okropnie. Utkwił wzrok w moich oczach ale, ja odwróciła wzrok tak żeby go nie widzieć. Nie spałam kolejne kilka dni, mój stan się nie poprawił. Dalej nie jadłam i nie piłam. Wczoraj usłyszałam rozmowę ludzi, chyba wszyscy ją słyszeli, mają mnie uśpić jeśli mój stan się nie polepszy. Ta wiadomość nie byłaby taka zła bo przy najmniej bym nie cierpiała więcej.

Cd - Kasim

500 postów .

Dobiliśmy do pół tysiąca postów !
GRATULACJE !
z okazji tego wydarzenia zapowiadam wam że ... będzie nowośc .
Co takiego ? dowiecie się już niebawem . uważnie obserwujcie strony pod nagłówkiem moje wilczyska :>

Ps . Blog zostaje zawieszony od 3-4 września - zawieszam sie ja i szogun22 . posty wysyłajcie do bezimiennej lub Quzikovej .

Od Boom'a

 Lily powiedziała NIE. To słowo raniło, ale dopiero potem uznałem, że żartowała. Poszliśmy za chochlikami, które istnieją, nie są sztuczne...tylko żywe. Bałem się trochę bo nie wiedziałem co mnie czeka. Jednak wraz z Lily czułem się bezpieczniej. Weszliśmy do jakieś magicznej krainy, a raczej lasu.Wyglądal tak:

Wszędzie lataly wrózki, elfy,driady,pegazy,jednorożce...Było cudownie. Lily pokazała mi wszystko i zapoznała mnie z róznymi bajkowymi postaciami. Zmęczeni pod koniec dnia usiedliśmy pod drzewem, na wzgórzu pełnym pięknych kwiatków:


Zaczęliśmy rozmawiać o różnych rzeczach a na koniec sturlaliśmy się z górki tym samym wzniecając w niebo chmurę kurzu i płatków kwiatów. Wylądowaliśmy na dole, w wysokiej trawie pomieszanej ze świecącymi roślinkami. Wylądowaliśmy tak, że leżałem na Lilias a nasze pyszczki prawie że stykały się ze sobą.Roześmialiśmy się, a ja pocałowalem Lilias. Byliśmy złączeni w długim pocałunku w wysokiej trawie w krainie bajek...
(cd Lilias)

Od Silent-klatka

Biegnę za Dalianem i otwieram klatki. Na korytarzu panuje kompletny chaos. Wilki, psy i ludzie... Wszyscy wymieszani.Nagle czuję ból w lewej, tylnej nodze. Powieki robią mi się dziwnie ciężkie i nie mogę pognieść nóg. Padam na ziemię. Jakby przez mgłę słyszę słowa ludzi:- Zamkniemy ją w tej klatce z szyfrem, nigdy się tam nie dostaną.[...]Budzę się w jakiejś szarej, zimnej celi. Otwieram oczy i mrugam nimi by przyzwyczaić się do mroku. W kącie widzę trzy wilki: dwóch wilków i wilczycę.Dźwigam się na nogi i podchodzę bliżej. Po chwili cała trójka znajduje się w plamie światła.Pierwszy samiec jest ładny... Z życzliwym uśmiechem na pysku, przygląda mi się z... zachwytem.
 
Drugi samiec, dość podobny do tego drugiego, pokazuje mi swoje zęby w krzywym, chytrym uśmieszku. Nie wiem dlaczego, ale przypomina mi lisa.

Samica ma zakrwawione ucho i... lewą tylną łapę! Patrzy na mnie podejrzliwie, ale z uśmiechem.

Liso-wilk, zbliża się do mnie warcząc. Cofam się, ale strach obezwładnia mi ciało. Nie mam gdzie uciec. Wiem, że nie mam gdzie uciec.
- Syriusz, uspokój się. - mówi spokojnie drugi samiec.
- Nowa... - warczy ozięble wilk nazwany Syriuszem.
- I co z tego? - odpowiada mój wybawca z pogardą. Patrzę na niego krzywo i z przerażeniem myślę o Dalianie.
 - Wybacz, że się nie przedstawiłem, James.
- Silent. - mówię pochylając lekko głowę.
- To jest Syriusz, - mówi James, pokazując na liso-wilka. - A to Lily. - pokazuje samicę, a ona uśmiecha się krzywo.
- Gdzie my jesteśmy? - pytam rozglądając się po celi.
- W laboratorium. - odpowiada Lily. - Ludzie tu robią na nas różne eksperymenty i zakładają hodowlę
.- A my jesteśmy "wilki hodowlane" - wtrąca z pogardą Syriusz.
- Ale Dalian, Kasim, Swift... - mówię nie rozumiejąc.
- Twoi przyjaciele, - odpowiada James. - nigdy tu nie dotrą. To jest cela bez wyjścia. Zostaniemy tu aż do śmierci.
- Ale... - urywam bo James posyła mi smutne spojrzenie. Aż do śmierci...

C.D.N.<nie kończcie!>

Od Kasim'a

usłyszałem rozmowę ludzi :
- George a może zorganizujemy walkę między dwoma basiorami o tę wadere ?
-dobry pomysł  - pociągnęli mnie gdzieś na drugą arenę i kazali walczyć z silnym , wysokimm samcem o Swiftkill która leżała nieprzytomna niedaleko nas .
zacisnąłem zęby , basior rzucił się na mnie a co gorsza nie mogłem go zrzucić był za gruby ...wgryzł sie w moją szyje nie mogłem oddychać , to była nie równa walka .. czułem jak stoję na krawędzi życia a śmierci  zabrzmiał gong , basior wygrał wziął Swift za kark i pociągnął ją na środek areny . Samica nie wiedziała co się dzieje , dali jej tyle zastrzyków że basior bez trudu zrobił z nią to co chciał a potem zostawił i odszedł . Leżała niedaleko wzrok miała skierowany w góre była zapłakana , po chwili zobaczyłem jak wstaje i się rozgląda . nie mogłem ruszyć żadną częścią swojego ciała z trudem mrugałem .. miałem ochote zasnąć .. nagle poczulem że moje powieki się skleiły , coś mną potrząsało ....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~.~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudziłem się w jamie ale dalej w obozie myśliwych obok mnie siedziała Swiftkill .. pozwolili jej tak po prostu ze mną być ? wyglądała okropnie ; posklejane futro , brudne łapy ...
-Kasim ? - na jej pysku pojawił się krzywy uśmiech
-Swift co on ci zrobił - patrzyłem na nią .
- musiałam przebywać z nim w klatce przez 2 dni codziennie próbowałam go zabić za drugim się udało ..
-pozwolili ci ze mną siedzieć ?
-tak bo .. bo oni myślą że jestem w ciąży z tym - przełknęła śline .. przytuliłbym ją ale nie mogłem poruszyć nawet palcem .
-Swift tak mi przykro .. wiem że to moja wina nie pokonałem go .. to przeze mnie .
spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem .

cd-Swiftkill

Od Swift

Westchnęłam
- No cóż nie sądzę żeby udało nam się znowu stworzyć romantyczną scenę w ciemnej i ciasnej klatce więc z pocałunku nici
- Hmm... - zmienił temat - masz taką samą moc jak Luna
Roześmiałam się
- Jak już to ona ma taką samą jak ja ale, obydwa stwierdzenia są niepoprawne bo ona ma furie żywiołową
- Jak to?
- Kiedy jestem w stanie furii nie jestem wilkiem z płomieni, nie wale kulkami ognia i nic z tych rzeczy, mamy inne moce. Ja nie pamiętam niczego po furii a ona pamięta wszystko znakomicie. A poza tym nie jest czarnokrwista
- Czarnokrwista?
- To taki rodzaj krwi, wszystkie wilki które są czarnokrwiste posiadają furie taką jaką mam ja a nie żywiołową. Czarnokrwiści rodzą się tylko w jednej watasze bo zawsze trzymają się razem
- A ty? Należysz do czarnokrwistych a nie jesteś tam gdzie oni
- Ja popełniłam straszną zbrodnie i mnie wygnano. Jestem jedyną wygnaną czarnokrwistą w historii
- Jesteś legendą - roześmiałam się
Usłyszeliśmy jak otwierają się drzwi, do pomieszczenia wszedli ludzie i wyciągnęli nas z klatek. Wepchnęli mnie do jakiejś ciemnej klatki oddzielnie od Kasima. Nagle Ściana przede mną się podniosła a ja weszłam na jakąś arenę. Naprzeciwko mnie stał Kasim, daleko ode mnie ale naprzeciwko. Mieliśmy ze sobą walczyć. Nie ruszałam się.
- Walczcie!! - krzyczeli ale, żadne z nas ani drgnęło
Dostałam batem po plecach i upadłam, jęknełam cicho i się podniosłam. Kasim chciał do mnie podbiec ale trzymali go na łańcuchu tak jak mnie.
Cd. - Kasim

sobota, 1 września 2012

Od Iz

Uciekliśmy z klatek ludzi, ale zostawiliśmy tam Kasim'a i Swift. Kiedy dotarłam do swojej jamy, Winnie przwitała mnie radośnie. Za nią zobaczyłam smutną małą Cam.
-Gdzie jest tatus?- Spytała.Nie miałam serca jej tłumaczyć co się stało, więc powiedziałam tylko:
-Wróci za niedługo. Let już wróciła, Winnie, zaprowadzisz ją do niej?
-Dobrze.- Odpowiedziała niepewnie.Gdy tylko wyszły, zamknęłam oczy i spróbowałam nawiązać łączność telepatyczną z Kasimem, martwiłam się o niego. Cieszyłam się, że jest tam ze Swift, bo razem mają większe szanse na ucieczkę. Niestety, nic nie wyczułam. Żadnej myśli. "Pewnie są zmęczeni"pomyślałam. Ale po chwili, zaczęłam widzieć jasne nici, myśli, tyle, że niewiedziałam kogo. Po paru minutach wiedziałam, że to myśli ludzi, którzy byli przy ich klatce.Rozmawiali.
-Słuchaj, te wilki w ogóle nie śpią.-Masz rację, musimy im dać środki usypiające.
-Dobra myśl, zaraz po nie pójdę."A niech to!"pomyślałam. Skupiłam się jeszcze bardziej na ludziach, ale usłyszałam kroki, które szły w moją stronę. "Pewnie Winnie wróciła". Otworzyłam oczy. Przede mną stała Letthal.
-Let, to nie najlepszy moment...- Zaczęłam.
-Wiem, ale nie mogę zrozumieć czemu Kasim został ze Swift.
-Jak to nie? On patrzy na nią tak jak my na niego.On ją kocha.
-Skoro tak, to ja ją...
-Słuchaj, nie obchodzi mnie co zrobisz. Ja nie mam im nic za złe, jasne? Poza tym, oboje są w niebezpieczeństwie.
-Przecież mieli wrócić...- Zająknęła się.
-Nie dali sobie rady. Próbowałam nawiązać z nimi kontakt, ale udało mi się tylko podsłuchać myśli ludzi.- Przerwałam jej.
- Idź poinformować Damon'a. Ja będę dalej próbować się z nimi skontaktować.-Ale...-JUŻ!!!- Warknęłam. Let swoim zachowaniem doprowadzała mnie do szału.

cd. Let, Damon, ja albo, któryś z wilków, który jest na terenie watahy.

Od Space'a

- nie będę nic szykował - wycedziłem .
- co się z tobą dzieje ?
-jestem zmęczony tym wszystkim.. po prostu , zrozum mnie proszę .
- no dobrze to może jutro się za to zabierzemy .. - odpowiedziałą .
nie marzyłem o niczym innym jak o śnie  . uwaliłem się na łóżko i zasnąłem
śniły mi się małe dzieci biegające po mojej głowie .. dziwny sen bo niie było tam luny. widziałem też Atię .. nie wiedziałem o co w tym śnie chodzi . Gdy się obudziłem był środek nocy , luna spała , zacząłem czytać tę księge i skutki uboczne tego wywaru ..

cd- luna

Od Kasim'a

- z Iz i Let mnie nic nie łączy, pomogłem im po prostu i byłem miły.. a one potraktowały to jakbym się w nich zakochał ... no wiesz ja chce aby między nami była przyjaźń nic więcej .. mogą mieć jakieś sceny zazdrości ,ale nie są dziećmi , myślę że będe mógł im wytłumaczyć delikatnie .. są dorosłe znajdą sobie kogoś .

cd- Swift
sorki że tak krótko ale musisz odpowiedzieć

Od Luny

Gdy wróciliśmy na tereny watahy, przypomniałam sobie o muszli odpowiedzi od Posejdona. Razem za Space'm pobiegłam do mojej jaskini i wyciągnęłam muszlę z szafki nocnej. Wyszeptałam do niej pytanie:
"Czy da się pomóc Space'owi?"
Ku mojemu zdziwieniu nie usłyszałam odpowiedzi, tylko ujrzałam, że moja książka o wilkach się otworzyła. Podeszłam do ów książki i przeczytałam co było napisane na stronie, na której otworzyła się księga.
-Space, Space chodź tu!- krzyknęłam zafascynowana.
-Zobacz co jest tu napisane.-powiedziałam wskazując łapą na wątek z książki.
Było tam napisane: "Aby wilk odzyskał płeć należy sporządzić wywar zawierający:
krew ukochanej osoby i płatek diamentowego kwiatu."
(dokończ Space)

Od Swiftkill

Zarumieniłam się i uśmiechnełam. Zbliżyliśmy się do siebie już mieliśmy się pocałować ale wrócił mi zdrowy rozsądek. Odskoczyłam do tyłu
- Nie chcem mnieć wrogów mam ich dość, nie rób tego więcej - powiedziałam
- Nie rozumiem
- Wiem że Iz i Let są w tobie do szaleństwa zakochane, i próbują się pozabijać z twojego powodu a ja nie chcem żadnej wojny - odsunełam się - przepraszam ale, mam za sobą trudne doświadczenia życiowe. Miałam wielu wrogów szczególnie potym co zrobiłam, nie umiem jeszcze ci zaufać a tym bardziej nie moge pozwolić sobie na coś takiego.
Długo milczeliśmy, po pewnym czasie nie mogłam wytrzymać i zasnełam.Z ciemności wynurzyły się żółte oczy, były świecące. Przeraźliwy krzyk, mój krzyk. ,,Teraz wyrównamy rachunki" usłyszałam. Przeszywający ból, wszystko zaczyna się trząść.Otwieram oczy, Kasim trzyma mnie w ramionach, już dzień.Wyswobodziłam się z jego ścisku.
- Przepraszam wyglądałaś na przerażoną zaczełaś mówić niezrozumiałe słowa, nie wiedziałem co się z tobą dzieje
- Nie szkodzi nie mam Ci tego za złe - uśmiechnełam się - długo spałam?
- Tak.... Jeśli chodzi o Let i Iz to...
Cd- Kasim

Od Lily < Lilias >

-Lilias ? Czy zostaniesz moją... partnerką ? - powiedział w pewnym momęcie Boom. Wpatrzyłam się w naszyjnik który podczas wojny mi dał. Zastanawiałam się.
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo.
- Co ? - Boom wydawał się oszołomiony tą odpowiedzią, i oczywiście złapał haczyk.
- No wiesz.... Najpierw musisz się dowiedzieć o ryzyku jakie ponosisz biorąc mnie za partnerkę... Np. możesz uwierzyć w bajki... musiał byś mnie szukać bo mam często kłopoty, z resztą Dalian Ci to na pewno potwierdzi... - oczy mi się coraz bardziej śmiały - strasznie dużo zachodu... Jesteś tego pewny ?
- Każda bajka musi mieć straszne momenty by zakończyć się dobrze ... - i teraz dopiero do mnie dotarło że Boom znał mnie lepiej niż kto kolwiek... Tym jednym zdaniem mi to udowodnił. Oboje się zaczeliśmy śmiać, a ja przytuliłam się do niego i dałam mu całusa w policzek.
- Czy to znaczy tak ?
- A czy chochliki są wkurzające ? - odpowiedziałam pytaniem.
- Nie wiem ... - odpowiedział mój partner ( jak to dziwnie brzmi! ) .
- To ja ci powiem że tak, bo właśnie sie z nas śmieją i pokazują jakąś ścieżkę ! - i pognałam za tym co widziałam, a Boom za mną. Pod koniec wycieczki Boom też zauważył chochliki.
- Czyli one istnieją ... - zawołał zafascynowany Boom .
- A widzisz ? Mówiłam że jak będę twoją partnerką uwierzysz w bajki...- tryumfowałam i jednocześnie żałowałam że mama tego nie dożyła ...
C.D. Boom o ile wybaczy że tak długo się nie odzywałam ^^ ...

Od Kasim'a

-damy rade - stwierdziłem ,
cały dzień przegadaliśmy , mieliśmy  tysiąc wspólnych tematów tak dobrze dogadywałem się ze  Swift , pięknie się uśmiechała i miała piękny głos ... wywarła na mnie wrażenie .
 - wydaje mi się że zapadł zmrok - stwierdziłem .
-skąd to wiesz ? -spytała bo światło w klatce się nie zmieniało .
- kiedy księżyc pojawia się na niebie mam duży przypływ mocy i energi.- odpowiedziałem
- ta jasne .. - zaśmiała się
- na prawde , nie wierzysz ?
-wierze żartowałam znam dużo takich wilków.
-mówisz że masz znajomości , ale tylko jest jedna taka sztuka jak ja .. - uśmiechnąłem się uroczo .
- a w czym ty jesteś taki wyjątkowy ? hmm ?
- potrafie robić wiele rzeczy których nikt nie potrafi .
-np . ?
- na przykład emm umiem nieziemsko całować

cd- Swift

Od Space'a

- tak , ale to nie to samo .. - stwierdziłem  .
- to nic nie zmienia między nami - przytuliła mnie i wtedy weszła Swift i zaczęliśmy uciekać .
biegliśmy jak opętani i znaleźliśmy się na terenie watahy . poszliśmy do jamy Damon'a i Lily
-I jak ? gdzie reszta ?-zasypywał nas pytaniami Damon
-wszystko jest dobrze nie długo wrócą - odpowiedzieliśmy .
Damon długo wypytywał o szczegóły wyprawy , odpowiadaliśmy na jego pytania a potem poszliśmy do jamy przedyskutować adopcję ..ach chciałbym mieć własne dzieci nie adopcyjne .

CDN
cd- luna ?

Od Swiftkill

Usłyszeliśmy jak idą ludzie.
- o nie to oni - powiedziała Luna
Westchnęłam
- Biegnijcie do watahy, ja dam sobie rade. Wypuszcze wszystkie wilki. Powiedzcie Damonowi że wszystko jest w porządku.
- Swift nie zostawimy Cie - powiedziała Luna
- Posłuchaj to jest rozkaz - odczekałam chwilkę - teraz!Wybiegłam i rzuciłam się na ludzi...
- Swift! - usłyszałam za sobą głos Kasima, obróciłam głowę do tyłu
Zeskoczyłam z człowieka i zaczełam biec przed siebie, Kasim mnie dogonił
- Powienieneś uciec z nimi!
- Nie zostawie Cie tu samej
- Jest tu wiele wilków nie nażekałabym na samotność!Usłyszałam dwa strzały i zemdlałam. Obudziłam się w klatce, Kasim już nie spał.
- Nic z nich nie będzie są zbyt agresywni, suka o mało nie zabiła wilka, a on nie dopuszcza do siebie żadnej samicy.
- Możemy wziąść ich do testowania
- Dobry pomysła ale, dopiero kiedy zasną nie chcem ryzykować że odgryzą mi dłoń
Odwróciłam się do Kasima
- No to tej nocy nie śpimy
Cd - Kasim.

Od Luny

-Dlaczego ci to zrobili?- spytałam zalewając się łzami.
-J...ja nie wiem.
Poczułam ukucie w sercu, znowu ogarnęła mnie furia.
-Space odejdź ode mnie.
-Dlaczego?- spytał.
-Odejdź!- warknęłam.
-Jak oni śmieli!- myślałam.
-Luna co się z tobą dzieje?- spytał niepewnie Space.
-Nie zbliżaj się!
Musiałam wyładować na czymś złość, więc stworzyłam wielką kulę ognia i rzuciłam nią w grupkę ludzi, którzy nas szukali. Spłonęli w ogniu. Powoli z mojego ciała upływała furia, chyba odkryłam moc o której opowiadała mi mama. Gdy powróciłam do mojego normalnego stanu podeszłam do Space'a.
-Space przecierz możemy zaadaptować dzieci.
(dokończ Space)

Od Space'a

-Ja też luna , kocham cię ale przemyśl czy chcesz ze mną być - powiedziałem .
-ale dlaczego ? o co chodzi ? space co oni ci zrobili ?-wypytywała
-luna ja ... - zacząłem ciężko było mi skończyć .
- co się stało ? -pytała obejmując mnie .
-nie możesz mieć ze mną dzieci ..
-dlaczego ? nie chcesz zakładać ze mną rodziny , nie jesteś gotowy? - pytała
-nie .. to przez nich ..
-przez kogo ?
-przez ludzi luna jestem bezpłodny -odrzekłem spuszczjąc łeb


rekacja - LUNA cd

Od Luny

-Wytrzymaj, Mist już idę!- krzyknęłam.-Kasim, Swiftkill dacie radę?
-Tak, leć już!- odkrzyknęła Swift.
Biegłam, lecz w pewnej chwili złapał mnie myśliwy i gdzieś ciągnął. Nie płonęłam już więc nie mogłam go poparzyć. Nagle zobaczyłam Space'a biegnącego w moim kierunku, wgryzł się w rękę myśliwego tym samym uwalniając mnie. Od razu rzuciliśmy się do ucieczki. Zaszyliśmy się w ciemnym zaułku.
-Space tak bardzo za tobą tęskniłam.- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Ja za tobą też...- wyszeptał do mojego ucha i pocałował mnie.
-Space wiem, że to nieodpowiedni czas i miejsce, ale KOCHAM CIĘ i chcę spędzić z tobą resztę życia.
(dokończ Space)

Od Space'a

Wilki z którymi byłem  w klatce były bardzo miłe . Niestety to co dobre , kiedyś się kończy myśliwi wyciągnęli mnie z klatki i prowadzili do jakieś sali .. była tam . LUNA ! zerwałem się ze smyczy , gdzieś ją ciągnęli rzuciłem się na rękę myśliwego i zacząłem na niego warczeć , zabrałem ze sobą lunę , rzuciliśmy się do ucieczki .. schowaliśmy się w ciemnej uliczce .
-space ! żyjesz ! tak się ciesze - rzuciła się mi na szyje . - nic ci nie jest ?
-jest ale o tym później musimy ich uratować tylko jak? .
-na pewno musimy przeczakać aż przestaną nas szukać .. - stwierdziła Luna .
mocno ją do siebie przytuliłem i pocałowałem .. tak bardzo za nią tęskniłem niedługo zabierzemy się za ratowanie ale ta chwila niech będzie dla nas

cd-luna
nie ratuj ich od razu chce to jeszcze pociągnąć .

Od Mist

Kasim jest w innej klatce, chodźcie za mną. Luna wzięła rozbieg i wyjęła nieprzytomnego Kasima. Wilczyca z jego klatki uciekła i wybiegła do lasu.Użyłyśmy swoich mocy by obudzić Kasima i pobiegłyśmy szukać innych wilków. Otwierałyśmy po kolei klatki i wypuszczałysmy wilki kazałyśmy im uciekać.
-Luna uważaj!-krzyknęłam, gdy zauważyłam nadbiegającego myśliwego. Poparzył się i odskoczył od wilczycy.
-Dzięki-odpowiedziała.Nadciągnęła grupa myśliwych i rzucili się na nas. Spuścili ze smyczy swoje psy. Zaczęła się nierówna walka. Zabiłam kilka psów, gdy nagle jeden z nich zaciągnął mni prosto w sidła i zostałam uderzona kijem. Obudziłam się na metalowym stole przypięta do niego a ludzie przynieśli wielką strzykawkę i napełnili ją jakimś płynem.Podeszła do mnie mroczna kobieta i siedziała na jakimś zmutowanym zwierzątku. Wyglądała tak:
 
-Nie trzeba było z nami zadzierać-roześmiała się i próbowała wstrzyknąc we mnie płyn.
-Pomocy!!!!!-zawyłam.

(CD Luna)

Nowy wilk -Venus


Imię: Venus
II imię : Breezy
Wiek: 1 rok
Płeć: Piękna
Aura: Zielono-różowa
Moce i Zdolności : Jest wilkiem natury. Potrafi porozumiewać się z innymi zwierzętami oraz rozumie mowę roślin. Zna bardzo dużo lekarstw, dzięki temu jest doskonałą zielarką.
Charakter : Venus to miła wilczyca. Uwielbia opiekować się dziećmi. Raczej nie wszczyna walk. Ale jak jest wściekła, potraf pokazać kły.
Miejsce urodzenia : Wataha Natury, Virginia
Główny żywioł : Ziemia
Historia : Urodziła się w watasze natury, stąd jej zamiłowanie do roślin. Dzieciństwo uważa za udane. Sama wyruszyła na poszukiwanie miłości, przygód oraz nowej rodziny.
Przyjaciele( zakładka nie konieczna można uzupełniać ): Na razie nie zna nikogo...
Partner: Brak, poszukuje.
Rodzina: Mama Chanel, ojciec Mack i rodzeństwo: Twist - Siti.
Opiekun < jeden z bogów greckich > : Demeter
Rodzice :Chanel i Mack
Marzenia : Chciałaby być najlepszą Zielarko-Szamanką w watasze.
Waga i Wzrost : Wysoka, szczupła wilczyca.
Pozycja w stadzie *: Szamanka. Opiekuje się rannymi wilkami i leczy je. Jest też po części zielarką.
Właściciel< login z howrse > : Lea♥

Od Kasim'a

Niedługo po tym kiedy wyprowadzono Swift i Mist wprowadzono do mnie jakąś natrętną samice , sama wpychała mi język do pyska i kładła się na mnie .
-przestań ! - odpychałem ją .
-jesteś taki słodki kiedy się wściekasz  - śmiała się jak głupia .
 podeszłem do krat i próbowałem je rozchylić ale było to zbyt ciężkie . słyszałem krzyki wader które zlewały się w jeden przeraźliwy i długi ... najchętniej takie basiory bym zabił ...ciekawe gdzie ich przeniesiono . usłyszałem łkanie wadery podeszłem do niej .
- co się stało ? - zbliżyłem się .
-mama miała racje ...
-w czym ?
- że basiora trzeba zdobyć samodzielnie nie czekając na jego pierwszy krok ..
-hemmm ?-zdziwiłem się .a ona skoczyła na mnie i zaczęła całować .
delikatnie ją z siebie zrzuciłem .
- zrozum nie jestem dla ciebie a po za tym kocham kogoś innego ...
-wiedziałam - żachnęła się .
-niestety , wybacz - wzruszyłem ramionami ,teraz moje myśli skupiły się na Calisie .. moja mala .. co ona teraz robi >? czy jest bezpieczna ? jak bardzo za mną tęskni ? a potem pytanie a Swiftkill .. ona była inna , wyjątkowa , nie wiem co w niej widzę ale ... nie mogę przestać o niej myśleć .

CDN

Od Swiftkill

Co za bezczelność, pomyślałam
- Spokojnie nic nam nie zrobi - powiedziałam do Mist
- Tak to będzie przyjemność - powiedział bezczelnie
Obrzuciłam go wściekłym spojrzeniem. Na chwilę się zatrzymał ale po chwili zaczął podchodzić. Zanim się zorientowałam pociągną za łapę Mist. Rzuciłam się i stanęłam pomiędzy nimi.
- Zostaw ją w spokoju - zawarczałam
- Dobra ty będziesz pierwsza -odepchnęłam od siebie Mist ale po chwili on trzymał mnie w uścisku. Zakrył nas skrzydłami
- To nie scena dla dzieci - powiedział
- Racja - przytaknęłam
Krzyki, krew, ból w oczach a nawet łzy. to była jedna chwila i już po nim. Leżał skulony w kałuży krwi.
- Czy wy? - podeszła do mnie roztrzęśona Mist
- Nie
- Co mu zrobiłaś?Odwróciłam się do niej z powagą.
- Nie dla dzieci
Byłam brudna, cała we krwi tamtego wilka. Wiedziałam że ty przyjdą darł się jak pentany.
- Co ona mu zrobiła? - powiedział jakiś człowiek wyjmując wilka z klatki - ta czerwona idzie z nami, nie nadaje się
Zawarczałam, chcieli mnie wyciągnąć z klatki ale , się opierałam. Nagle uderzyli mnie czymś mocno w szyje. Przeszywający ból, zawyłam tak głośno że było mnie chyba słychać wszędzie. Dalej się opierałam. Wilki zaczęły warczeć.
Cd - Kasim lub Mist lub ja

piątek, 31 sierpnia 2012

Od Luny

Myślałam o Space'ie gdy usłyszałam strzały i wycie wilków. Kraty były gęsto ustawione więc nie mogłam wyjrzeć by zobaczyć co się dzieje. Po chwili do sali wbiegli Kasim i Swiftkill, chcieli wziąść klucze gdy człowiek strzeli do nich, najpierw upadła wilczyca, potem samiec. Dwóch mężczyzn wyniosło ich do jakiegoś zaciemnionego pomieszczenia. Poczułam jak rośnie we mnie złość. -Najpierw zabierają Space'a, teraz ich jak oni mogli?!- przez moją głowę przebiegały tysiące myśli.
Nagle mój smutek zamienił się w furię, dzięki temu odzyskałam siły. Zaczęłam płonąć żywym ogniem i to dosłownie.
-Położysz się, czy mam użyć siły?!- odezwał się basior.
-Masz czelność się do mnie odzywać?- spytałam patrząc na niego gniewnie.
On tylko odsunął się w kąt i patrzył na mnie z przerażeniem. Pierwszy raz tak się rozgniewałam. Wzięłam rozpęd i rozwaliłam klatkę. Rozglądałam się lecz nigdzie nie było Space'a, za to zobaczyłam Mist i Swiftkill, już chciałam do nich iść, gdy przyszedł człowiek z bronią. Strzelił do mnie lecz ja odbiłam pocisk do niego za pomocą telekinezy, który przebił mu gardło. Upadł na podłogę, był martwy. Zaraz zjawili się dwaj mężczyźni, jeden próbował mnie podnieść, ale poparzył się ogniem którym płonęłam. Drugi założył mi obrożę, która spaliła się wraz ze smyczą. Jednym ruchem załatwiłam pierwszego mężczyznę, a drugiemu wgryzłam się w gardło. Podeszłam do klatki gdzie były Mist i Swiftkill, otworzyłam ją i weszłam aby wyciągnąć je z tamtąd.
-O! Jeszcze jedna.- powiedział basior.-Może ty pierwsza maleńka?
-Nawet nie wasz się tkąć którejś z nas!
-Bo co mi zrobisz?!
-ZAMKNIJ SIĘ!- warknęłami przygwoździłam go do ziemi.-ZROZUMIANO?!
-T...tak- odparł potulnie jak szczenię.
-Dziewczyny chodźcie.- powiedziałam.
Moja furia nie ustawała, nie mogłam jej opanować.
-Czy, któraś z was wie gdzie trzymają Kasima?- spytałam.
(Swiftkill lub Mist albo Kasim dokończcie)

Od Mist

Obudziłam się w celi z opatrzoną łapą. Koło mnie leżały wilki, zaczęły się budzić. Najpierw wilczyca przeraziła się a później zaoytała kim jestem.
-Mist...nazywam się Mist-odpowiedzialam słabym głosem.
-Aaa..ja jestem Swift, a to Kasim.
-To wy? Szukałam was miałam zamiarwas dogonić ale ludzie złapali mnie prędzej. Czy Isabelle też z wami jest? I co z resztą?
-Nie wiem...my sami nic nie wiemy.
-To po co tu jesteśmy?-spytałam się.Odezwał się tym razem Kasim.
-Tych których nie zabiją dają do rozrodu, aby robić eksperymenty na szczeniakach...Zatkało mnie.
-Czyli my jesteśmy tu...
-Po to żeby się rozmnażać-dokończyła za mnie wilczyca.Usiadłam w kącie i zaczęłam płakać. Nie sądziłam, że w takim wieku będę już miała mieć szczenięta. Poczułam na ramieniu ciepły dotyk łapy Swiftkill.
-Wszystko będzie dobrze...-pocieszała mnie.Kasim zaczął nerwowo węszyć.
-Idą!-zawołał.-Schowajcie się w kąt klatki, ja postaram się go od was odciągnąć!Zrobiłyśmy to co nam kazał i patrzyłyśmy z przerażeniem na to co się działo. Następne pięć minut było minutami pełnymi grozy. Myśliwy otworzył drzwi do celi i powoli zaczął tam wsuwać kij z pętęlką na końcu, która miała zcisnąć się na naszej szyi i działać jak obroża i smycz. Wszedł do klaty wymachując czymś co miało pewnie odstraszyć Kasima. Wilk rzucił się na człowieka, a ten mocno uderzył go kijem. Kasim z głośnym hukiem opadł na podłogę, a Swiftkill rzuciła się mu na ratunek. Wtedy, mężczyzna zarzucił pętlę na szyi wilczycy i wyciągnął ją z klatki. Przyyszedł też drugi. Po mnie. Nie miałam siły by się bronić i ze skowytem wyszłam z klatki. Drzwi zartzasnęły się pozostawiając Kasima w środku. Do jego celi wrzucono jakąś wilczycę, a nas ze Swiftkill do jakiegoś basiora, który wyglądał tak:

Schowałyśmy się w kącie a on powoli podchodził do nas.
-No to kóra pierwsza?-oodezwał się budzącym przerażenie głosem.
(cd Swiftkill lub Kasim)

Od Swift

Wzięłam się w garść, to nie koniec świata.
- Już mi lepiej - trochę chwiejnym krokiem wstałam i zaczęłam chodzić od ściany do ściany, chciałam zobaczyć ile mamy miejsca. Klatka pomieściłaby tylko 4 dorosłe wilki. Nagle coś przejechało mi po łapie gwałtowne odskoczyłam.
- Swift o co chodzi? - zapytał Kasim
- Jaa.... nic
Podeszłam do tego miejsca, niczego tam nie było. Znowu to poczułam tylko że na grzbiecie. Nagle dostałam napadu furii (nie mocy tylko zwykłej, że byłam wściekła). Zaczęłam walić o kraty klatki.
- Trzeba stąd uciec nie wytrzymam, musimy znaleźć Lunę i Space'a. Reszta wilków pewnie też jest zamknięta w klatkach. Ludzie nie są od nas lepsi! Zabije wszystkich gdy tylko jakiegoś zobaczę - waliłam w kraty - będą błagać o litość.
- Swift uspokój się
- Jak możesz być spokojny?! Jesteśmy w klatce ciasnej klatce! Nie mogę oddychać! Musze wyjść! - poczuła dotyk na szyi wściekła rzuciłam się na Kasima... nie to nie był on.Ciężko dyszałam odsunęłam się, nie byliśmy sami. Tak wygląda wilk

Zaczął do mnie podchodzić spanikowana machnęłam łapą i uderzyłam go tak mocno że zemdlał.
- Swift, twoje oczy i te paski one, się świecą
- naprawdę?- zapytałam, pokiwał głową
To znaczy że jesteśmy w poważnym niebezpieczeństwie ale, oczy świecą się tylko kiedy w pobliżu jest moja siostra Blodspill. Rozejrzałam się. Może ją też złapali, pomyślałam, nie, jest ode mnie dwa razy większa nie mogli jej złapać. Podeszłam do Kasima.
- Możemy mieć nieprzyjemnych gości - powiedziałam i usiadłam

cd - Kasim

Od Kasim'a

- Najpierw znajdźmy naszych ! - zdąrzyłem powiedzieć ostatnie słowa gdy nagle BUM i swift leży u moich łap nie przytomna
-Swift co ci jest ? - klękam przy niej i zaczynam reanimację i obrywam moje ciało ląduje na ciele Swift .. obudziłem się w ciasnej jamie razem ze Swiftkill .
-boże wszystko w porządku - podchodzę do niej , samica lekko otowrzyła oczy .
- tak .. chyba .. jesteśmy w watadze ? czemu tu tak ciemno ? gdzie luna i space ? -pytała .
- nie jesteśmy w watadze , jesteśmy w jakiejś celi a Luna i Space .. nie wiem ..wszystkich pojmano ! wszystkich !
-j-j-j- jak ttto ? - zdziwiła się .
- nie udało się nam Swift ludzie są od nas lepsi ...
wadera zaczęła płakać .
-wszystko bedzie dobrze , obiecuję ci że z tego wyjdziemy .. tylko nie płacz Swift , proszę - próbowałem ją pocieszać spojrzała na mnie wielkimi zapłakanymi oczami.. - niedawno zorientowałem się że nie mamy swoich mocy ..
- musieli nam je zabrać kiedy byliśmy nieprzytomni - stwierdziła .. - boję się Kasim .. co oni nam zrobią ! co z nami będzie i gdzie ci których chcieliśmy ratować ? -pytała jakby sama siebie .

cd- swiftkill

ps. nie pisz że wyszliśmy  z celi to ma dalej trwać ^^

Od Swiftkill

- Może i tak ale, jest za późno żeby wracać - przytakną - dziwne nie ma żadnych wilkówNagle usłyszeliśmy jak tłucze się szyba i wycie wilków. Błyskawicznie obróciliśmy głowę w tamtą stronę. Rozległ się odgłos strzału. Przełknęłam ślinę.
- Dadzą sobie ra.. - nie dokończył bo usłyszał kolejny odgłos strzału
- Muszą uciekać, zabiją ich!Wybiegłam z pomieszczenia, Kasim zrobił to samo. Wokół było pełno krwi i ludzkich ciał. Żaden z wilków nie zginą ale, było widać że są poważnie ranni. Rzuciłam się na człowieka który właśnie celował w Iz. Próbował we mnie strzelić ale, wytrąciłam mu broń. Zabiłam go. Usłyszałam strzał, rozglądałam się bo słyszałam wycie. Podbiegła do mnie Iz.
- Coś Ci się stało? - zapytałam dopiero po chwili zobaczyłam że to ja krwawię
Iz patrzyła na mnie z wielkimi oczami, nie miałam czasu żeby zobaczyć gdzie mnie trafiło, byłam wściekła. Po raz pierwszy wpadłam w furie. Zaczęłam zabijać ale, ludzi było coraz więcej. Poczułam jak ktoś mnie łapie i wciąga do pomieszczenia. Furia ze mnie opadła. Zobaczyłam że Kasim krwawi z różnych mniejsc. Chciałam coś powiedzieć ale, był szybszy.
- Ja to jeszcze nic popacz na siebie - zaczął minie opatrywać przed czym zrobił nas niewidzialnymi.Zobaczyłam wybiegających ludzi z broniami chciałam pobiec ale Kasim mnie zatrzymał.
- Nie poradzą sobie!
- Przyszły posiłki wysłałem Iz żeby poleciała po wilki, teraz jest nas znacznie więcej, my musimy znaleźć naszych - po czym ponownie zaczął mnie opatrywać.Wyrwałam mu się.
- Idziemy, musimy ich znaleźć - na jego twarzy malowało się dziwienie i coś podobnego do radości.Przeszliśmy przez jakieś drzwi wokół nas były tysiące klatek z wilkami, przeraziłam się jak ludzie mogli coś takiego robić?
- Trzeba ich uwolnić - zaczęłam szukać kluczy - uwolnimy ich prawda, muszą być wolni, nie mogą siedzieć w tych klatkach?
cd - Kasim

Od Kasim'a

- Ja myśle że Letthal i Isabelle pójdą od tyłu . Dalian i Silent zabiją strażników i staną na czatach a ja i Swiftkill wejdziemy głównym wejściem  ...
-to nawet nie zły pomysł - stwierdziła Swift
-ja mam zawsze dobre pomysły . to ruszajcie ja ze swift idziemy ostatni - w końcu mogłem odpocząć od dziewczyn które ciągle się o mnie kłóciły . - właściwie to nie przedstawiłem się jestem Kasim .. - rzuciłem spoglądając na nią .
-Swiftkill - odpowiedziała z lekkim uśmiechem
przyjrzałem jej się dokładnie właściwie to była z niej bardzo ładna samica nigdy wcześniej nie patrzyłem na nią z tej strony .. zawsze musiałem użerać się z zazdrosną Let i  pokrzywdzoną Iz ..
- Dalian daje znak idziemy - Swift ruszyła ja za nią szybko znalazłem się u jej boku . ostrożnie weszliśmy do budynku .
-mogę ci mówić Swift ..?-spytałem
-tak , ale już cicho bo nas usłyszą - rzekła spokojnie .. rozglądaliśmy się na różne strony gdy nagle zderzyliśmy się pyszczkami w złym kierunku odwracając łby
-przepraszam -wyszeptałem i dalej  byliśmy w ciszy ... nagle jakieś ciche szmery a raczej kroki w naszą stronę !
-szybko - pociągnęłem ją - złap mnie za coś .
-po co ?
-złap ! - gdy to zrobiła staliśmy się niewidzialni .. przed nami szedł człowiek , masywny , z groźnym spojrzeniem ..
- musi być ich sporo  ..wydaje mi się że jest nas zbyt mało - powiedziałem do swift dalej szliśmy niewidzialni na wszelki wypadek ..

cd- swift
nie kończ tego tak od razu

Od Swift

Poszłam powiadomić wszystkich wybranych przez Damona o tym że niedługo wyruszamy. Podeszłam do Damona i Lily.
- Jeśli nie wrócimy w przeciągu doby lub dwóch wyślijcie posiłki
- Uważajcie na siebie - powiedziała Lily razem z DamonemPokiwałam głową poszłam do reszty wilków.
- Droga będzie długa ale zdążymy tam dobiec w około dwie godziny
Zaczęliśmy biec. po godzinie biegu wszyscy byli zmęczeni.
- Zatrzymajmy się! - zawołał ktoś z tyłu
- Nie ma mowy - powiedziałam chociaż ja sama byłam zmęczona szaleńczym biegiem - jeśli się teraz zatrzymamy może być już za późno kiedy dotrzemy.... dalej - powiedziałam i zaczęliśmy biec.Kiedy dobiegliśmy do obozowiska ludzi, usiadliśmy za drzewami żeby odpocząć a ja mówiłam im co zrobimy.

Cdn.

Od Space'a

Patrzyłem w niewiadomym kierunku ..
ciekawe co robi luna ...mam nadzieje że ten basior się do niej nie zbliżył byłem w klatce sam bo przecież nie mogę się rozmnażać . jakiś człowiek wszedł do mojej klatki założył mi obrożę i zaprowadził do jakiegoś strasznego miejsca.. kazał mi jeść jakieś świństwa wypluwałem to w końcu wziąłem się w garśc i zacząłem warczeć nagle jakiś czlowiek podszedł mnie od tyłu i coś mi wstrzyknął , straciłem przytomność a gdy się obudziłem byłem w jakiejś hali z innym basiorem.
-wstawaj ! - potrząsał mną . - nic ci nie da leżenie
zobaczyłem jakąś samice w ciemności

-Kim jesteście ?-zapytałem , byliśmy w jakiejś dziwnej klatce
-jesteśmy pozbawieni nadziei o założeniu rodziny -powiedziała wadera
-gdzie jesteśmy? gdzie reszta ?
-nadajemy się jedynie do testowania ich leków i wykonywania durnych sztuczek - mówił samiec .
-reszta jest zaraz obok ,każdy w innej klatce ..
- wyjdziemy stąd ?
-mamy nadzieje ..
-ale gdzie moja luna .. -myślałem..

cd- luna

Od Luny

 Gdy obudziłam się rano przed moją klatką stali ludzie i rozmawiali między sobą.
-Ta suka jest dla niego za ostra, nie da sobie z nią rady. Lepiej dać ją do naszego Czempiona.- powiedział jeden z ludzi.
-On ją wytresuje, będziemy mieć od niej nie jeden miot.- mówił z uśmiechem inny człowiek.
Po niedługim czasie wysoki mężczyzna zaprowadził mnie do największej klatki w sali. Siedział tam wielki basior, który wyglądał tak:
Człowiek rzucił mnie wprost na samca.
-Wiecie co macie robić.- powiedział i odszedł ze złowieszczym uśmieszkiem.
-Słuchaj, masz mieć ze mną dzieciaki, więc kładź się i rób co robię!- warknął.
-Pomarzyć to ty sobie możesz!
-Lepiej kładź się, bo nie będzie wesoło!- poweidział z uśmieszkiem.
-Co ty mi niby możesz zrobić?!- krzyczałam.
-Rób co mówię, a wszystko będzie dobrze.- mówił, bez przekonania.
-Nie! Nigdy!
On nic nie powiedział, tylko podszedł i ugryzł mnie w łapę. Zawyłam z bólu.
-Teraz będziesz posłuszna?!
-Nie! Wszystko jest lepsze od stosunku z tobą!-wykrzyczałam, po czym usiadłam w rogu klatki.
Zaczęłam płakać.
-Dlaczego, akurat ja musiałam tu trafić? Co się dzieje z Spacem?- nurtowały mnie myśli.
Potem jeszcze kilka razu zostałam pogryziona, za to że nie robiłam tego co kazał mi basior.
cd- Space dokończysz?

Szczenięta



Imię:Ivy <czyt. iłwi >
II imię:Carlo <czyt. karlo >
Wiek:szczeniak
Płeć:samiec , basior
Moce i Zdolności :ogień , ziemia , telekineza , zamienia się w kruka , witakineza , uzdrawianie , wyczyszczanie pamięci 
Charakter :KOCHA DOKUCZAĆ AQUASOVI . <---- bez tego nie może żyć , uwielbia dręczyć ulubieńca ojca , często za to obrywa ale się nie boi . zrobi wszystko aby doprowadzić do łez Aquasika .. czasem jest zazdrosny o to jak rodzice go rozpieszczają i strzela fochy . Cechuje go odwaga , szaleńczy cel dąrzenia do celu i luz ..
Rodzice:Sheena &Haven
Właściciel<login z howrse >:Kari .
Imię: Aquas
II imię: Nicolas (Nico)
Wiek: 2 miesiące
Płeć: samiec
Aura: szara (po ojcu)
Moc: panowanie nad żywiołami (po matce), uzdrowienie (po ojcu), niewidzialność
Cechy charakteru: spokojny, uważny, wrażliwy, trzyma się bardziej ojca niż matki
Miejsce urodzenia: tereny watahy
Główny żywioł: woda
Historia: po prostu urodził się w watasze
Przyjaciele: Haven, Sheena, Silent, Neon, Gryffin, Shayde, Dalian, Matt
Rodzina: Haven - ojciec, Sheena- matka, Silent, Shayde - ciocie, Dalian, Matt - wujkowie
Partner: za młody na te sprawy
Opiekun: Apollo
Rodzice: Sheena - matka, Haven - ojciec
Marzenia: zostać obrońcą stada, być kochanym
Pozycja w stadzie: przyszły obrońca stada/przyszły samiec Alfa lata
Właściciel: Lavi Ender
Imię: Rachel
II imię: Clarissa (Clary)
Wiek: 2 miesiące
Płeć: samica
Aura: biała
Moc: uwodzenie (po matce), telekineza (po ojcu), oddychanie pod wodą
Cechy charakteru: mądra, miła, zabawna, przyjacielska, pewna siebie, bystra, odważna, uparta i stanowcza (po cioci Silent)
Miejsce urodzenia: tereny watahy
Główny żywioł: woda
Historia: po prostu urodziła się w watasze
Przyjaciele: Haven, Sheena, Silent, Neon, Gryffin, Shayde, Dalian, Matt
Partner: za młoda na te sprawy
Rodzina: Haven - ojciec, Sheena - matka, Silent, Shayde - ciocie, Dalian, Matt - wujkowie
Opiekun: Posejdon
Rodzice: Haven - ojciec, Sheena - matka
Marzenia: zostać zwiadowcą, być kochaną, móc pływać
Pozycja w stadzie: przyszła Alfa lata/przyszła zwiadowczyni
Właściciel: Natikejs

Od Kris'a

-ach synku , synku .. musisz się postarać ..
-dobrze tato ..
nagle usłyszałem delikatny głosik Minn podeszłem bliżej pokoiku ale nie ukazywałem się postanowiłem podsłuchiwać ..
-Minn jak mogłaś ..
-ale to nie ja tatusiu . -tatusiu ? jestem tu ...ah Catch ..
-za karę Minn posprzątasz pokój swojego brata ! zrozumiano ?
-tak tato - postanowiłem wkroczyć
-chwileczkę ja jestem tu -Minn zatrzymała się
-tata ? - catch przybrał swoją postać i wyszczerzył kły .
-chciałeś wyzyskiwac siostrę ? jeżeli nie posprzątasz swojego pokoiku masz szlaban kolego .
-aaaale jestem mały !
- twoja siostra też .
-aale !
-nie dyskutuj ! - ze spuszczonym łbem,wyszedł i za plecami pokazał mi język .
-widziałem - poinformowałem go a on naburmuszony trzasnął drzwiami .
-Minn skarbie mama robi ciasteczka pomożesz jej ?
-tak tatusiu - odpowiedziałą ślicznym głosikiem i popędziła do kuchni .

cdn

Od Thor'a

Obudziłem się w kołysce z innymi szczeniaczkami. Najpierw ogarnęła mnie radość, że mam rodzeństwo ale zaraz potem zdenerwowała mnie ich obecność. Zacząłem podgryzać inne maluchy.
-Co sądzisz o Thorze?
-Jest trochę inny...nie spodziewalam się tego.
-Wyrośnie z tego?
-Mam nadzieję...Rodzice rozmawiali o mnie. Co było ze mną nie tak? W tym czasie obudził się Catch i zaczął mnie denerwować zmianami wyglądu. Zaproponował wspólną zabawę. Miałem zgadnąć w jakiego wilka się zmienił. Udało mi się kilka razy, ale następnego nie wiedziałem. Poczułem się wściekły i rzuciłem się na brata.
-Zlobileś tio specajnie!-krzyknąłem.
-Pśiesztań!Tata wbiegł do pokoju i rozdzielił nas. Obudziły się także moje siostryMyrtlene dyskutowała z Minn na temat tego co dzisiaj będą robić. Mniejsza z sióstr-Minn odpowiadala cichym nieco skrępowanym głosikiem i ciągle przytulała się do taty jakby czuła się tam bezpiecznie. Myrtlene za to prawie nie sepleniła i wymawiała ładnie słowa tylko czasem je przekręcając. Niewątpliwie była najbrdziej wygadaną wilczycą z całej czwórki. Gdy się bawiliśmy w watahę zawsze była przywódczynią. Catch był najbardziej wyluzowany i psotliwy ciągle robił komuś psikusy, albo chciał się bawić cały dzień. Minn, była najmniej śmiała, uwielbiała towarzystwo rodziców, mówiła zawstydzonym, lecz pięknym głosem.A ja...ja byłem z nich wszystkich najgorszy. Chciałem być miły i starałem się bawić, ale denerwowałem się z najmniejszej rzeczy. Szczególnie wściekał mnie Catch, który robił "psikusy" które miały na celu denerwowanie mnie jeszcze bardziej. Sam się o to prosił. Któregoś dnia nie wytrzymałem i ugryzłem go z całej siły w łapę, tak że ten później się do mnie wogóle nie odzywał, a zapłakana mama wzięła go do lekarza podczas gdy tata odbył zemną poważną rozmowę.
-Kochanie...co to miało znaczyć?
-Alie tatiusiu ja niad tim nie panjuje...-tłumaczyłem się zapłakanym głosikiem.
(cd Kris)

Od Ivy'iego

Mama pozwoliła na tylko jedną gałkę ! DLACZEGO ?
-mamo ja chce więcej ! - marudziłem
-nie Ivy jest zima , zimno nie powinniście jeść wogóle lodów ale tata was rozpieszcza - spojrzała na tatę ostrzegawczym spojrzeniem
-no co ? -pyta liżąc ogromnego 5 gałkowego loda .
-zbieramy się - mówi mama i ruszamy ku domu . Podeszłem bliżej do Aquasa i rzuciłem w niego śnieżką .
-tat..-napychałem mu śniegu do ust i rzuciłem w zaspę , zacząłem go nacierać .rozryczał się i uciekł do taty si,e poskarżyć ja rozluźniony ,spokojnie sobie szedłem wiedząc że on mi nic nie zrobi bo jestem mały .
-Ivy - słyszę srogi głos ojca ale on mnie nie rusza .
-bawiliśmy się tato - powiedziałem śmiejąc się złowieszczo do Aquasika.
-tato - ryczał ten mały debil ..
- Ivy nie możesz nacierać brata jego ubranka przemokły może się przeziębić - mówiła mama .
przewróciłem oczami i idę dalej turlam się po śniegu .
-IVY - mama biegnie w moją stronę , wzięła mnie na ręce i zaniosłą do domu pod pierzynę .
-chcę bajkę -krzyknąłem a tata przełączył na debilną bajkę Aquasa .
- nie chce tego to jest głupie ! jakieś kurczaki latają w tę i spowrotem i nawet nic nie mówią włącz na bohaterskiego wilka ! '
-nie ! chcę kurkę śmiurkę ! - mówi Aquas .
- on zawsze musi dostawać to co chce ja bohaterskiego nie oglądam już od kilku dni  !
- dobrze chłopcy dziś włączymy na bohaterskiego wilka jutro na ..
-NIEEEEEEEEEEEEE - wydziera się Aquas .
- co za idiota ! idę do swojego pokoju a ty się wypchaj pacanie ! - warczę i uciekam do siebie .
-Ivy zaczekaj skarbie - woła za mną mama .zamknąłem się w pokoju i położyłem na łóżku .
- idzcie do swojego AQUASIKA - mówię zdenerwowany

cdn

Od Haven'a

Eh, ci moi synowie... Dwa diabełki, nie synowie. Ivy ciągle dokucza Aq'uowi. Może go jeszcze tego oduczę :>
- Tato! - słyszę z pracowni głos Aquas'a.
- Tato! Ivy rozwalił komodę!
- Cicho siedź! - odpowiada mu rozeźlony brat. - Skarżypyta!
- Przestań! Tato! - woła Aq. Wbiegam do pracowni i widzę Ivy'ego siedzącego na szczątkach komody i szczerzącego zęby do młodszego brata.
- Ivy! - wołam ostrzegawczo. Mały basior patrzy na mnie z wyrzutem. - Co tak patrzysz? Chcesz brata zabić?
- Nie. - odpowiada naburmuszony Ivy.
- No, już, nic się nie stało. - mówię uspokajająco, ale Aq mi przerywa:
- Ale, tato, on rozwalił komodę! - mówi bojąc się, że o tym zapomniałem
- Darujemy mu to co? Ani słowa mamie! - mówię w myślach syna.
- Ale... - Aq nie chce kryć brata.
- Ta komoda i tak była już stara i brzydka. - odpowiadam z przepraszającym uśmiechem. - Chodźcie, weźmiemy mamę i Rachel i pójdziemy na lody.
- Taaak!!! - wołają jednocześnie Aq i Ivy. Pierwsi wydostają się z pokoju i niemal wpadają na Sheenę.
- Tata zabiera nas na lody! - chwali się Lvy.
- A ja z Rachel to co? - pyta roześmiana Sheena.
- Rachel też. - mówi Aq. - I ty, mamo, też.
- No, i to mi się podoba. - odpowiada Sheena uśmiechając się promiennie. - Chodźcie tutaj, muszę was ubrać. - Ivy przewracając oczami podchodzi do matki i daje sobie narzucić płaszcz na grzbiet. Rachel tylko przytula się do Sheeny, a ja ubieram Aq'ua. Gdy wszyscy są gotowi wychodzimy na lody.
- Tato? - pyta Aq.
- Mmm? - odpowiadam.
- Dlaczego się tak rozglądasz? - posyła mi pytające spojrzenie.
- Podziwiam widoki. - mówię z chytrym uśmieszkiem. Dzieciaki są jeszcze za małe, żeby dowiedzieć się o myśliwych. Lepiej jest gdy nie wiedzą.Sheena pozwoliła kupić chłopcom tylko jedną gałkę lodów, więc Ivy się obraża. Mała Rachel liże tylko loda Sheeny. Posyłam jej promienny uśmiech. Z tymi małymi diabełkami nie będziemy się nigdy nudzić :>

Od Space'a

Wprowadzono mnie do jakiejś klatki byłem osłabiony ,nie miałem siły nawet spojrzeć na wadery usiadłem w kącie klatki .moje oczy już prawie się zamknęły gdy usłyszałam krzyki luny .
-AAAAA ! zostaw mnie - wrzeszczała .
podeszłem do krat chciałem je rozerwać .
-Luna już idę ! - poczułem jak kraty lekko sie rozchyliły ..
-SPACE ! - usłyszałem kolejne krzyki  , udało mi się przecisnąć przez kraty i już byłem przy klatce luny .
-zostaw ją ! - skierowałem wzrok na samca ktory się do niej dobierał .
- bo co ? co mi zrobisz ? - podszedł do krat .
-bo wydrapie ci te piękne oczka rozumiesz ! jeśli zbliżysz się do niej na 100 metrów dostaniesz po pysku tak że się obliżesz . - chciałem tam wskoczyć , basior odsunął się od krat o 2 kroki . - zrozumiałeś ?
-emmm...
- nie zbliżaj się do niej bo moje kły wbiją się w twoje gardło ...- spojrzałem na niego okiem zabójcy i wtedy weszli oni - ludzie ..
-Spójrz no tylko ! WYLAZŁ - zaczęli mnie gonić , otoczyli mnie i zaciągnęli do sali . był tam wielki metalowy stół położyli mnie tam , przypieli ; łapy i głowę i nagle poczulem taki straszny ból przeszywający moje ciało od uszu do końca ogona .krzyczałem z bólu nigdy mi się to nie zdarzyło ..

Wydawało mi się że trwało to wieczność w końcu mnie wypuścili byłem tak słaby że nie miałem siły trzymać się na swoich lapach .upadłem czułem że cała magia ze mnie wyparowała ...tak jakbym był zwyczajną skórą z wilka niczym więcej .. Rano zorientowałem się że mnie wykastrowano/wysterilizowano ... byłem bezpłodny . w kącie jamy skuliłem się i słaby zamknąłem oczy .. straciłem męskosć i moją dume jak ja to powiem Lunie .. to wstyd !

cd-Luna dokończysz?

Od Luny

Razem ze Spacem jechaliśmy śmierdzącą ciężarówką z dwoma innymi samcami. Rozmawiałam ze Spacem gdy inny wilk odepchnął go i stanął przede mną.
-Hej, śliczna co tam?- spytał próbując mnie uwieść.Ja zignorowałam jego wypowiedź, podeszłam do Space'a i ponownie zaczęliśmy rozmowę. Po chwili znowu do mnie podszedł, stawał się coraz bardziej natrętny. Wreszcie zaczął mnie obmacywać.
-Zostaw mnie! Zabieraj te swoje łapy!- krzyknęłam.
-Spokojnie ja tylko chcę...- w tej chwili urwał i próbował się do mnie dobrać.Zdenerwowany Space rzucił się na niego.
-Przestańcie!- krzyczałam, ale walka nie ustawała.Wreszcie użyłam telekinezy, żeby odzielić ich od siebie. Space'a postawiłam na ziemię, a samcem rzuciłam o metalową ścianę wozu. Wtem ciężarówka zatrzymała się, do naszej przyczepy wszedli ludzie z obrożami w rękach. Każdemu wilkowi założyli cisnącą obrożę na szyję i zaczęli nas gdzieś prowadzić. Opierałam się, więc człowiek prowadzący mnie zdzielił mnie tęgim batem. Zapiszczałam z bólu. Mnie i Space'a prowadzono w dwóch różnych kierunkach. Jego do jakiejś hali treningowej, a mnie do ogromnej sali z klatkami. Wrzucono mnie do ogromnej klatki, byłam tam sama, narazie... Po upływie ok. godziny zobaczyłam jak wysoki człowiek prowadzi Space'a do tej samej sali, lecz nie do mnie tylko do klatki z dwiema innymi samicami. Do mojej klatki przyprowadzono młodego samca. Wyglądał tak:

Oddaliłam się od nieznanego wilka, jak najdalej mogłam. Mimo tego on i tak się do mnie odezwał:
-Teraz będziesz tylko moją partnerką do kopulacji.- mówił uradowany.
-Śnisz! Nie byłabym z tobą nawet jakbyś był ostatnim samcem na ziemi!Przez kilka godzin nawet na niego nie patrzyłam. Wreszcie przyszedł człowiek i kopnął mnie wprost na samca. Bardzo szybko się odsunęłam.
-Co jest z tą suką?!- wołali ludzie.Przez cały dzień nie dali nam nic do jedzenia, byłam bardzo osłabiona. Późnym wieczorem zabrali mnie do hali treningowej, kazali mi biegać i wykonywać idiotyczne sztuczki, gdy się pomyliłam dostawałam batem. Wreszcie cała obolała wróciłam do klatki, w której nadal był on...
(dokończ-Space?)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Od Damon'a

-Lily , ja ja muszę isć jestem ALFĄ ! muszę!
-nic nie musisz ! nigdzie nie idziesz - mówiła zrozpaczona
- nie mogę ich zostawić !
-ty idioto !masz dzieci chcesz żeby dorastały bez ojca ! ? ja to ja ale one ? czemu są winne - po policzku lily spływały łzy .
-lily nie płacz... -próbowałem ją uspokoić ..
-jak mam nie płakać !
-niech ci będzie, nie pójdę ... - uległem jej
-dobrze robisz -przytuliła mnie w tym czasie weszła Swift ..
-to jak?-spytała
-idziesz ty ,Isabelle, Kasim ,Dalian,Silen ,Let możecie też zabrać kogo uważacie ja niestety zostaje..
-dobrze-odparła i wyszła

cdn

Od Swiftkill

-Wracałam z narady i wtedy ich usłyszałam, poszłam za nimi. Wiem gdzie są, zatrzymali się niedaleko od przepaści. Chciałam zaatakować ale, oni już mnie zobaczyli. Udało mi się uciec..... Ludzie im coś wstrzyknęli, wyglądali jak trupy. Nie ruszyli się, nawet kiedy zaczęli strzelać i puścili psy - opowiadałam Damonowi co się stało, Lily siedziała obok niego i słuchała
- Musimy jak najszybciej zaatakować i zabrać Lunę i Space'a ale, Ty powinieneś zostać, nie wyglądasz najlepiej, a jeśli powtórzy się to co wtedy możemy Cię stracić - powiedziałam do Damona
Po chwili ciszy odezwał się prawie niesłyszalnym głosem.
- Nie ma mowy muszę tam być - pokręcił głową - bezemnie nie dacie sobie rady
- Damon, nie powinieneś iść, w twoim stanie to bardzo niebezpieczne.... nie chce Cię stracić - mówiła Lily a przy ostatnich słowach miała łzy w oczach
- Może zostawię was samych i prze dyskutujecie to - pokiwali głowąWyszłam i wróciłam poszłam na polowanie.
Cd. - Damon

Od Sheeny- szczęśliwa matka < 3

Urodziłam .. one były takie śliczne i ta córeczka ... przytuliłam ją do siebie mocno
-nie mogę uwierzyć w to że jestesmy rodzicami . - uśmiechnęłam się do haven'a
- ja też nie - przygląda się małym i mnie ..pewnie wyglądałam okropnie , roztrzepana , zapłakana ..ale miałam je .. moje małe pociechy ...

~~~~~~~ ~~~~~~~ ~~~~~~~~ ~~~~~~~~ ~~~~~~~~

Kilka dni później dzieciaki latały już po domu i dawały się we znaki ..
-mamusiu ? ćo ti lobiś ?- pytała mała .
- teraz ? obiad -odpowiedziałam
-a ćo to ?-pytała
-jedzenie - odpowiadałam spokojnie gdy nagle usłyszałam hałas w pokoju , poszłam tam
-jesteś głupi !- krzyczał Ily
-tatuś mówi że jestem bardzo inteligenty - odpowiadał Aq .
-ta inteligenty ja mam więcej mózgu z ogonie niż ty w głowie - kpił sobie
-jak możesz !? tatusiu ! tatusiu ! Ily mówi że nie mam mózgu ! tato !
-syneczku to nie prawda - haven podnósł go
-Ily tak nie można ! - skarcił go - choć mój mały pokaże ci jak pracuje
-chwila skoro zabierasz jednego bierz i drugiego , ubiorę ich i pójdziecie razem , jesteśmy rodziną !
ubrałam ich i ruszyli

cd-haven

Od Haven'a

Sheena znów dostała skurczy. Wysyłam myślowy impuls do szamanki i uzdrowicielki.
- Przyjdź do jaskini Alfy lata! Natychmiast! - obejmuję dygocącą Sheenę i szepczę jej do ucha:
- Wszystko będzie dobrze... Nie martw się o nic... - rozlega się pukanie do drzwi. Wstaję i otwieram je, a do pokoju wchodzą dwie wilczyce. Uzdrowicielka odpycha mnie na bok i mówi:
- Nie możesz tutaj zostać. Wyjdź. - patrzę na nią ze zdziwieniem, ale posłusznie wychodzę z izby. Siadam na posłaniu w pokoju Silent i zaczynam się nerwowo wiercić. "Będę miał dzieci..." - myślę gorączkowo.
- "Zostanę ojcem! Zostanę ojcem!" - ciepło wlewa się do mojego przerażonego serca. Myśl, że będę miał dzieci uspokaja mnie i czekam (już się nie trzęsąc) na to co zobaczę gdy wkroczę do mojej sypialni.[...]
- Haven? - słyszę słaby głos Sheeny. Zrywam się na równe nogi.
- Możesz wejść! - woła uzdrowicielka. Biorę głęboki wdech i wchodzę do sypialni. Widzę Sheenę przytulającą trzy puchate kuleczki. Dwie białe i jedną brązową. Podchodzę do Sheeny i całuję ją z entuzjazmem i od razu oglądam szczeniaki.Pierwszy, brązowy samiec, wygląda na kogoś kto może zostać łowcą lub wojownikiem. Przytulam go do siebie. W końcu to mój syn.Drugi, szaro biały samiec, jest znacznie mniejszy od starszego brata. Od razu czuję z nim jakąś głęboką więź. "Pewnie mógłby zostać obrońcą stada, tak jak ja." - myślę przytulając go.Trzecia, biała samiczka, jest najmniejsza z rodzeństwa. Od razu gdy ją biorę wyciąga łapki w stronę matki. Odkładam ją do Sheeny i ogarnia mnie obezwładniające poczucie szczęścia. To są moje szczeniaki. Moje własne szczeniaki.
<C.D. dla Sheeny>

Od Kasim'a

-co tu się dzieje ? -zapytałem Iz zaczęło mi co niecoś wyjaśniać .
- wierzysz jej ?- powiedziała let - to ja leżałam w kącie zmówiły się chciały mnie zabić !
-to nie prawda !-zaprzeczyła Iz
- dziewczyny nie wiem która mówi prawde ale zapomnijmy o tym jestem głodny a wy ?
-bardzo - powiedziała Iz i udaliśmy się do kuchni usiadłem i wziąłem do reki surowe mięso
-zaczekaj Kasim pokażę ci że można zjeśc lepiej - Let zaczęła coś mi przygotowywać i podała mi to smakowało wspaniale !
- ale to nie wszystko - uśmiechnęła się
-to jest pyszne ! jesteś wspaniałą kucharką Let !
-ach przestań - zarumieniła się
- Kasim ja też umiem gotować - mówiła Iz
-nie wapie - odpowiedziałem i wlepiłem oczy w Let która coś przygotowywała .
-ach daj mi to - podeszła do niej Isabelle nie wierzyłem własnym oczom wyrywały sobie surowe mięso co chwile podsuwały mi coraz więcej jedzenia .
-prawda że pyszne ? -pytały
-tak ..bardzo ..
- ale moje lepsze prawda ?
-emm nie mam zdania ..
- Kasim ja jestem lepsza!
- Nie ja !
-Ja !
-Zejdź mi z drogi , wariatko !
- On jest mój !
-Nie on jest mój !
-KASIM JEST....
 cdn

Od Iz

Letthal się nie odzywała. "To chyba dobrze, przynajmniej się z nią nie kłócę" pomyślałam. Nagle poczułam niewyobrażalny ból, który przeszywał mnie do szpiku kości. Chciałam krzyknąć, ale nie mogłam.Let spojrzała na mnie z wyższością i szepnęła:
-Och, głupia ty. Myślałaś, że sobie odpuszczę? On i tak będzie mój. Kiedy ty zginiesz, on pójdzie do mnie.Dusiłam się, ale nie mogłam umrzeć. Wiedziałam o tym. Musiałam żyć. Dla Flurry, dla Kasim'a, dla siebie.Po chwili przed nami zmaterializowała się WInnie.
-Zapomniałam ci powiedzieć, że umiem się teleportować.- Powiedziała z uśmiechem i odrzuciła Let na drugi koniec pokoju. Pomogła mi wstać.
-Dziękuje ci.- Powiedziałam. Do pokoju wbiegł zaniepokojony Kasim.
-Co tu się...Co Winnie tu robi i czemu Let jest nieprzytomna?-Flurry przyszła mi z pomocą, a co do drugiego pytania się mylisz.
- Stwierdziłam. Letthal chwiejnie wstawała.

cd. Kasim

Od Kasim'a

Mała Winnie zabandażowała łapę Isabelle po czym poszła do siebie . Iz objęła mnie łapą , przybliżyła pyszczek i już mieliśmy to zrobić kiedy wpadła Letthal
-więc to tak ! nie chcesz mnie przez tą su.kę ! - płakała .
- Let .. to nie tak .
-to tak Kasim ! `-krzyczała zapłakana .
- Let i tak wracam do jamy spokojnie - podeszłem do niej
-Kasim idziesz ? zaczekaj idę z tobą - powiedziała Iz ,let się nie sprzeciwiała ..
-Let w porządku   -milczała .
-chodźmy już - ruszyliśmy w trójke gdy w wejściu jamy zobaczyłem Cal podbiegłem do niej
-TATUS - rzuciła mi się na szyje .
-moja córeczka ..wstałaś ?
-tak .. usiądziesz koło mnie boję się demonów zła ..
- demony zła nie istnieją - powiedziałem i poszedłem z nią dziewczyny zostały we dwie .. znowu

CDN
cd- Let lub Iz

Od Iz

 -Flurry, nic ci nie jest?- Zapytałam swojej podopiecznej.
-Nie, ale za to tobie tak. Idź do salonu, ja pójdę po bandaż i się tobą zajmę.Kiedy usiadłam na kanapie, Kasim zapytał:
-Zmieniłaś jej imię?
-Sama je sobie zmieniła. Ja tylko poddałam jej pomysł. Wiesz, ja ... Dziękuje, że przyszedłeś. Wiem, że ta sytuacja z Let jest dla ciebie trudna, ale...Nie dokończyłam, bo on zbliżył się do mnie i pogłaskał mnie po twarzy.
-Daj spokój. Let jest bardzo miła, ale szybko robi się zazdrosna. Nie chcę, żeby coś takiego, co się dziś stało, powtarzało się częściej.Kiedy weszła Flurry, pocałował mnie w policzek, wziął moją ranną łapę i wyciągnął w jej stronę.

C.D.N.

Od Kasim'a

-Let zwariowałaś - odciągnąłem ją od Iz
-Kasim -zdziwiła się - co ty tu robisz ?
-zachowujesz się jak dziecko !
-Kasim.. ja przepraszam ..
- Letthal nie możesz tak postępować !przemyśl swoje zachowanie! nie chce cię widzieć przez kilka dni ! rozumiesz ?
-Kasim - płakała .
-proszę Let .. odejdź ..- z płaczem uciekła z jamy
-Iz nic ci nie jest ?
-nie .. mogłeś trochę delikatniej
-ona delikatniej nie zrozumie - odpowiedziałem i pomogłem jej wstać.
-winnie ! gdzie jesteś ?
-tu - powiedziała wychodząc z kryjówki .
-cóż Iz to ja już lec..-przerwała mi
-NIE ! zostań proszę ... - powiedziała uroczo .
- no ok ..usiąde w salonie - powiedziałem i tak zrobilem .

cd-Iz

Od Iz

Kiedy pokazałam Winnie gdzie jest jej łóżko i pomogłam jej rozpakować rzeczy (których nie było za wiele), zapytałam się jej:
-Opowiesz mi coś o sobie?
-Pewnie. To co chcesz wiedzieć?
-Wolę, żebyś ty zdecydowała co mi powiesz.
-Dobra.- Powiedziała uśmiechając. Widać było, że nie przepada za zasadami.- No to tak. Panuję nad śniegiem, wodą, naturą oraz ziemią. Posługuję się telekinezą, geokinezą, hydrokinezą i uzdrawianiem.
-Wiesz już co chcesz robić w życiu?
-Zastanawiam się.
-A gdzie się urodziłaś?
-W Mrocznym Lesie, tym na obrzeżach watahy.
-Masz drugie imię?
-Nie, już i tak wystarczy mi to, które mam. I tak mi się nie podoba.
-A jak chciałabyś mieć na imię?
-Podoba mi się Flurry. Ale czy to ma znaczenie?- Spytała.
-Tak, bo może wszyscy będą na ciebie mówić Winnie, ale ja będę cię nazywać Flurry. <czyt. Flari>
-Dziękuje, że zapytałaś mnie o zdanie, no i w ogóle za wszystko. Nie przepadałam za domem dziecka.
-Nie dziwię ci się...- Urwałam. W drzwiach, mojej jamy stała Let.
-Tyyy.- Zaczęła. A kiedy zobaczyła różę w moich włosach, zaczęła wrzeszczeć.- ON JEST MÓJ! NIE ODBIERZESZ MI GO!
-Let, uspokój się...
-O nie! Tym razem nikt ci nie pomoże!Letthal rzuciła się na mnie. Była ode mnie większa, ale to nie oznaczało, że silniejsza. Zrzuciłam ją z siebie, i zasłoniłam swoim ciałem Flurry.
-Schowaj się.- Szepnęłam, kiedy Let znowu się na mnie rzuciła. Udało mi się stworzyć ognistą tarczę, więc tylko mnie zadrapała.
-ZABIJĘ CIĘ! ROZUMIESZ?! ROZSZARPIĘ!Nagle do mojej jaskini wbiegł Kasim.

Cd. Kasim

Od Kasim'a

Wróciłem z Luizą do domu , właściwie to imię Luiza   nie przypadło mi do gustu opiekunki nie nazwały jej zbyt pięknie  dlatego mówiłem jej ,,Calisa <czyt.kalisa > " gdy dotarliśmy pod jamę Letthal czekała przed nią
-gdzie byłeś ?
- na naradzie - odpowiedziałem biorąc   Calise na łapy .
- z kim byłeś ?
-z Calisą .
-przestań wiem że rozmawiałeś z Isabelle !
-no i ? zabronisz mi tego  ! nie jesteśmy parą Let !
-zabiję ją ! ona cię podrywa !
-przestań ona nic nie robi a teraz daj mi spokój - odrzekłem i udałem się z Cal do jej pokoiku.
-teraz bajka - upomniała się
-tak wiem- i sięgnąłem po jedną z książek i zacząłem czytać .. Let patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem . taka jest prawda niech nie zachowuje się jak dziecko bo nie będzie dla nas szansy .

cdn
cd- kto chce

Od Iz

Razem z Damonem szybko pobiegliśmy na naradę. Wiele nie ustaliliśmy, większość z nas wciąż była w kiepskiej formie, ale musieliśmy zacząć działać. Po naradzie wracałam powoli do swojej jamy, kiedy spotkałam Kasima z Luizą i jeszcze jakąś małą wilczycą.
-Cześć, co u was?
-Hej, jakoś leci. Luizę już znasz, a to Winnie.
-Adoptowałeś ją?- Spytałam przyglądając się Winnie.
-Nie, znalazłem ją płaczącą, kiedy wracałem z narady.
-Aha. Miło mi cię poznać Winnie.
-Mnie ciebie też.- Powiedziała cicho.
-Hej, a może pójdziesz ze mną do mojej jamy, co? Będzie fajnie.
-Naprawdę weźmiesz mnie ze sobą?
-Pewnie. Idź po swoje rzeczy, ja tu na ciebie poczekam.
-Ja jej pomogę.- Zdeklarowała Luiza.Zostałam sama z Kasimem.
-Lubisz róże?- Spytał nagle.
-Tak, to piękne kwiaty. Czemu pytasz?Zamiast odpowiedzieć, wyczarował mi różę i wpiął mi ją we włosy.-Tak ci ładniej.- Stwierdził, a potem jakby nigdy nic dodał.
- Dziewczyny już idą. Odprowadzić was?
-Z wielką chęcią.- Odparłam.Kasim rozśmieszył nas paroma żartami, a kiedy byliśmy już pod moją jamą przytulił mnie na pożegnanie i poszedł z Luizą do siebie.
-O, nie. Nie chcę wojny z Let.- Powiedziałam cicho i wpuściłam Winnie do środka.

C.D. Let albo Kasim albo ja

Od Sheen'y

Usiadłam na krzesełku i zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak przytyłam !? dużo nie jem .. chociaż ostatnio jem coraz to więcej ..
-Haven ?
-tak kochanie ?
-czy nie uważasz ze jestem za gruba - spojrzałam na niego .
- nie .. nie .. - obejrzał mnie od góry do dołu - chociaż ostatnio trochę przytyłaś .
on też to zauważył ~! jestem gruba jak świnia ! Poczułam że zaczynam płakać .
-Sheena ale ty mi się bedziesz zawsze podobała , zawsze będe cię kochał ..! - powiedział przytulając mnie .
-a...a..ale ja wiem że jestem .. g..g.gruba - zanosiłam się ..
-Sheena kotku nie jesteś ! - mówił troskliwie
-jes.. AŁŁŁŁŁŁŁ - poczułam taki ból że gdyby nie haven który stal za mną spadłabym z krzesełka .
-co się dzieje ?
-pewnie się przejadłam ..
- nie .. nic nie jadłaś .
-jadłam kawałek uda ..
-podejrzane .. musimy iść z tym do lekarza - odrzekł i tak zrobił gdy wróciliśmy do domu Haven omal nie nosił mnie na rękach , głaskał mój brzuch ,całował go  , przytulał , rozmawiał ...tak .. jestem w ciąży ! będe miała córeczkę ! i może synów .. ah za kilka dni urodzę .. tylko czemu akurat w zime ! ?

cd-haven

Od Haven'a- o mój boże !

 Razem z Sheeną pędzimy na zebranie. Myśliwi zabrali Space'a i Lunę, więc odjechali. Na razie mamy spokój.Docieramy w samą porę. Sheena dyszy ciężko trzymając się za brzuch.
- Wszystko w porządku? - pytam zaniepokojony.
- T... Tak... Tak... - odpowiada słabo Sheena. Przytulam ją, ciesząc się, że nic jej nie jest. W milczeniu słuchamy Daliana i Damona, a potem (tym razem bez pośpiechu) wracamy do jaskini.Sheena pojękując cicho kładzie się na posłaniu i prosi mnie o wodę. Zaniepokojony jej zachowaniem przynoszę jej wodę i siadam obok. Wilczyca znów łapie się za brzuch.
- Sheena? - pytam zdziwiony. - Co się dzieje?
- Nie wiem. - odpowiada Sheena równie przestraszona jak ja. - Nie wiem...
- Wszystko będzie dobrze... - pocieszam ją. - Śpij... Śpij... Wszystko będzie dobrze... - wilczyca zasypia. Ja kładę się koło niej i w końcu także zapadam w sen.Następnego dnia Sheena ma dobry humor i gdy tylko się budzę już krząta się po kuch ni przygotowując śniadanie.
- Haven! - woła dźwięcznym głosem. Zwlekam się z posłania i idę do kuchni. Sheena daje mi buziaka na powitanie i podaje mi jedzenie. Wszystko jest dobrze.
<dokończ Sheena>

Od Iz

 Kasim poszedł zrobić nam coś do zjedzenia. Wiedziałam, że Let będzie zła z tego powodu, ale co ja mogłam zrobić? Tak jak przewidziałam, zaczęła mi tłumaczyć
.-Tak, jakbyś nie wiedziała, Kasim jest mój.
-Och, wiem o tym, ale on chyba nie.
-Co proszę?!
-Oj, uspokój się, bo ciśnienie ci skacze. Życzę wam szczęścia, naprawdę, ale pytałam się Kasim'a w lesie. Powiedział, że nie ma dziewczyny.
-Ty już się lepiej zamknij!- Warknęła na mnie.
-Słuchaj, Kasim jest słodki, to prawda, ale ja mu się pewnie nie podobam. Ale skoro moja obecność ci przeszkadza, to mogę już iść.Właśnie wstawałam i prawie wychodziłam, gdy nagle przyszedł Kasim. Szedł szybko, nie zauważył mnie i wpadł na mnie. Przewróciliśmy się na ziemię.
-Och, bardzo cię przepraszam.- Powiedział podając mi rękę.
-Dobra, nic mi nie jest.
-Wychodzisz już?- Powiedział trochę zawiedziony. Zerknęłam na Let.
-Tak. Muszę doprowadzić się do porządku i pogadać z Damonem.
-No, skoro tak. Do zobaczenia.
-Pa.- Szepnęłam i odwróciłam się w stronę Letthal.- Do zobaczenia Let.Poszłam w stronę mieszkania Damona.
-Witaj Lily, Damon się obudził?
-Witaj. Tak obudził się, ale nie wygląda za dobrze.- Powiedziała zatroskana.- Nie męcz go za bardzo.
-Postaram się- Odparłam wchodząc do salonu. "Z Damonem jest faktycznie źle" pomyślałam na widok trupio-białej twarzy samca.
-Isabelle, miło cię widzieć.- Powiedział.
-Ciebie też.
-Jaki jest raport z wyprawy? I gdzie Kasim?
-Musiał zostać z Let. -Ucięłam, po czym wytłumaczyłam Damonowi co zrobiliśmy w lesie.
-Hm, dobra robota, ale oni wrócą.
-Wiem o tym. Według mnie, powinniśmy codziennie wysyłać trzyosobowe oddziały, składające się z przynajmniej jednej osoby władającej żywiołami i niewidzialnością.-Dobry pomysł...
-Iz! Damon!- Usłyszałam krzyk, który przerwał Damon'owi. Zobaczyliśmy jak przybiega do nas zdenerwowana Swiftkill.
-Co się stało?- Spytałam.
-Luna i Space są porwani przez ludzi.\
-Co?!- Wykrzyknęłam razem z Damonem i Lily, która właśnie weszła do pokoju.

Cd. (ktoś z naszej czwórki)

Od Silent-myśliwi

 Jestem Alfą, a myśliwi napadli na watahę. Muszę coś zrobić. Tylko nie wiem co!Wbiegam zdezorientowana do jaskini i wpadam na Daliana. Ten z ponurą miną mówi:
- Musimy coś zrobić. Musimy iść po Space'a i Lunę. - kiwam głową i odpowiadam:
- Wiem. - spoglądam na niego z rozpaczą.
- Zwołajmy naradę. - proponuje Lian. Całuje mnie lekko w usta i odchodzi. Ja za nim.Dalian idzie ze mną do jakiejś jaskini i mówi:
- Musisz powiedzieć gdzie mamy się spotkać i o której. - patrzę na niego zdziwiona.
- Dlaczego ja? - pytam.
- Bo ciebie wszyscy słuchają. - odpowiada Lian. Biorę głęboki wdech i podchodzę do dziwnej poskręcanej tuby i mówię:
- Wszystkie wilki mają się zebrać przed jaskinią Alfy za godzinę. Wszystkie wilki. Bez wyjątku. Musimy ustalić strategię. - Dalian kiwa głową, a ja milknę. Mój partner podchodzi do mnie i całuje mnie delikatnie.Wracamy do jaskini i omawiamy wstępną strategię. Po godzinie idziemy na miejsce zebrania, a Dalian wchodzi na podium.
- Jak wiecie na watahę napadli myśliwi. - mówi. - Musimy uwolnić Space'a i Lunę. Musimy obronić się przed myśliwymi. Czy ktoś ma jakiś pomysł jak to zrobić? - pyta, a Damon podnosi łapę. Lian udziela mu głosu.

<C.D. dla Damona i Daliana>

OGŁOSZENIE !

Nabór opiekunów do domu dziecka . chętne wilki niech zgłoszą się do Alfy
chętni do adopcji również mają zgłosić się od alfy

                                                Alfy zimy - Damon & Lily

Wz .

- wataha zaćmienia

Od Space'a

- musicie ruszać i użyć swych wyjątkowych mocy .. oni są blisko - mówiła Ametsa
- mój syn .. Damon zaznał obrażeń ...- dokończyła Chanel
-..poprzez wysłanie oddziałów , jesteście w niebezpieczeństwie - kontynuowała Am .
-ruszajcie nie ma czasu - Chanel wysłałą nas na tereny watahy , mocno ścisnąłem łapę Luny wokół była cisza i nagle .... strzały , ból i zamazany obraz , pamiętam krzyki Luny i nic więcej ...

Obudziłem się w jakiejś przyczepie z luną leżała na mnie  .
-ccco się dzieje ? - pytałem sam siebie bo luna była nieprzytomna .
-jedziemy do obozu - podsunął jeden z wilków który siedział obok .
-jakiego obozu ! - wykrzyknąłem przerażony .
-obozu rozrodczego - powiedział spokojnie .
- jjak to ? luna .. luna obódź się - potrząsałem ją
-co ? ccczy to już wiosna ? - spojrzała na mnie
-Chanel i Ametsa miały racje wiozą nas TAM - mówiłem przerażony


cd- Luna

Szczeniaki Kris'a i Kyaar

1.
Imię:Catch < czyt. kacz >
II imię:Nicko < czyt. niko >
Wiek:szczenię 
Płeć:samiec ,  basior 
Moce i Zdolności :hipnotyzowanie <po mamie >,teleportacja < po tacie > , ma wyjątkową moc zmieniania swojego wyglądu , moc 4-żywiołów 
Charakter :Catch to psotnik , ciągle coś odwala , specjalnie zmienia swój wygląd aby rodzice nie mogli go poznać najczęściej przybiera postać wilka przedstawionego wyżej , lubi drażnić swoje rodzeństwo , jest beztroski niezależnie od tego czy rozmawia z Alfą czy nie jest bardzo wyluzowany .Często wymyka się z jamy aby polować , ganiać zające i jelenie ,czasem kończy się to dla niego nie przyjemnie ...Cechuje go również odwaga i śmiałość 
Rodzice:Kyaarika & Kris
Właściciel<login z howrse >:Kari .
2.

Imię:Minn
II imię:Calista <czyt. kalisa >
Wiek:szczenię 
Płeć:samica , wadera
Moce i Zdolności :przepowiadanie przyszłości<po mamie >,telekineza< po tacie > , ma moce 4-żywiołów ,umie rozmawiać z duchami , demonami , nimfami  , aniołami 
Charakter : Minn to spokojna i ckliwa wadera . Jest bardzo sentymentalna , czuła i otwarta na nowe znajomości . Zawsze łagodna i delikatna ,czasem rodzice mówią że to anioł bo nie hałasuje jednak gdy wychodzi z jamy na spacer ujawnia się jej talent do śpiewu staje się wtedy odważna , szalona , szybka , niepowstrzymana itd.
Rodzice:Kyaarika & Kris
Właściciel<login z howrse >:Kari .
3.
 Imię: Myrtlene<czytaj Majrtlin>
II imię : Zafrina
Wiek: Szczenię
Płeć: Samica
Aura: Rożowy
Moce i Zdolności : Rozmawianie z duchami<po mamie> Przewidywanie katastrof<po tacie> Tworzenie eliksirów miłosnych, rzucanie czaru zauroczenia na inne wilki.
Charakter : Miła, urocza, przyjacielska, kochana, śliczna, przywódcza, odważna, wygadana, kobieca.
Miejsce urodzenia : Wataha Popiołu
Główny żywioł : Powietrze
Historia : Urodziła się tutaj.
Przyjaciele : Rodzeństwo
Partner: Zbyt młoda
Rodzina : Ojciec Kris, Matka Kyaarika, rodzeństwo
Opiekun < jeden z bogów greckich > : Afrodyta
Rodzice : Kris, Kyaar
Marzenia : W przyszłości mieć partnera i być na wyższej pozycji w stadzie.
Pozycja w stadzie *: Zbyta młoda
Właściciel< login z howrse > :00Maro00
4.
Imię: Thor
II imię :Capricorn<czytaj Kaprikorn>
Wiek: Szczenię
Płeć: Samiec
Aura: Czerwona
Moce i Zdolności : Władanie nad mrokiem, Wytwarzanie wokół siebie aury śmierci, Nie odziedziczył mocy po rodzicach
Charakter : Odważny, mroczny, zamknięty w sobie, bywa agresywny, zbuntowany, nie panuje nad sobą.
Miejsce urodzenia : Wataha Popiołu
Główny żywioł : Ogień
Historia : Urodził się tutaj.
Przyjaciele : Nie traktuje rodzeństwa jako przyjaciół.
Partner: Zbyt młody
Rodzina : Matka Kyaarika, Ojciec Kris, rodzeństwo
Opiekun < jeden z bogów greckich > : Hades
Rodzice : Kyaar, Kris
Marzenia : Być niezależnym, panować nad wszystkimi mocami mroku.
Pozycja w stadzie *: Zbyt młody
Właściciel< login z howrse > : 00Maro00

Od Kyaar

 Kris podszedł do mnie i zaczął gadać że zachowałam się jak dziecko, a ja tylko chciałam się przewietrzyć, nie mogę przecież cały czas leżeć w łóżku. Jak miałam niby wiedzieć, że za moment się zacznie. Kris był zdenerwowany i nie dał mi dojść do słowa, więc krzyknęłam, że to już. Pośpiesznie poszedł po swój poradnik i zaczął wertować kartki. Doszedł do właściwego rozdziału i czytał instrukcje na głos, ciągle coś przynosił. Ja robiłam to co czytał. Poczułam ból i nagle pojawiły się...raz, dwa, trzy...cztery szczeniaki! Kris podniósł głowę znad książki i nawet się nie zorientował.
-Więc teraz, weź głęboki wdech i...-zobaczyl wilczątka.Ucałował mnie w czoło i przytulił małe, zaniósł je do wielkiej kołyski. Wszystkie były silne i zdrowe, tylko jeden...był trochę inny.Zmęczona zasnęłam, a Kris poszedł do pokoju szczeniaczków.
(CD Kris)

środa, 29 sierpnia 2012

Od Luny

Zobaczyłam jak Space kroczy w stronę jasnego światła.
-Space zaczekaj!- krzyknęłam.Po chwili trzymając się za łapy weszliśmy w łunę jasnego światła. Naszym oczom ukazały się Chanel i Ametsa. Popatrzyłam zdziwiona na Space'a, wydawało mi się że to tylko sen.
-Wataha Popiołu, a także wszystkie wilki i watahy świata są zagrożone.- zaczęła Chanel.
-Dlaczego?- spytałam.
-Ludzie chcą wyłapać wilki z całego świata. Wader, użyć do rozrodu, wyłonić najsilniejszych samców i także użyć ich do rozrodu, a szczenięta zabić lub sprzedać.- mówiła smutna Ametsa.
- Ale dla nich największą wartość mają wilki wyjątkowe. To znaczy takie, które posiadają skrzydła itp.- dokończyła Chanel.Poczułam się zagrożona, mocniej ścisnęłam łapę Space'a.
-Powinniście wracać.- podsumowała krótko i zwięźle Ametsa.
(dokończ Space)

Od Kris'a

-KYAAR !-gdy ją zobaczyłem prędko położyłem ją na łóżku -jak mogłaś !? naraziłaś nasze dzieci !
-Kris ja ..
-nie rozumiem jak można byc tak nierozważnym!
-Kris ty mi nie poz..
-zachowałaś się jak dziecko ! i to bardzo małe dziecko !
-Kris ja ..
-pomyślałaś o mnie i o mlodych ?
-ale Kris ja ..
-NIE , nie pomyślałaś ja pytam DLACZEGO ?!
-KRIS JA RODZĘ -wykrzyczała i zaczęła skręcać się z bólu
-o boże , o boże idę po poradnik-tak zrobiłem znosiłem różne rzeczy a gdy skończyłem zaczytany zapomniałem o Kyaar
-Kris chodź błagam ! -krzyczała , spełniłem wszystko i czekałem aż się urodzą

cd-kyaar

Od Damon'a

Miałem taki piękny sen .. moje dzieci dorosly założyły rodziny a ja szłem łąkami .. tylko gdzie jest Lily ? w samotnej jamie siedziała staruszka trzymała zdjęcie i płakała .
 podeszłem do niej to było moje zdjęcie ? Lily !
-Lily to ja żyje ! - przytuliłem ją ale moje łapy przeniknęły jej ciało .więc jestem duchem . umarłem !? NIE nie mogę tego zrobić ,próbowałem odzyskać nad sobą kontrolę , otworzyć oczy i skończyć ten straszny sen ale nie moglem moje oczy były jakby sklejone..pomocy ! czułem że jestem cały mokry i gorący , usłyszałem jakieś halasy , płacz , moje uszy !
-boże ratuj mnie -wymamrotałem i nagle poczułem chłodny dotyk trzęsącej się łapy
-Damon -slyszałem zapłakany głos powoli byłem już na naszym świecie ..

cd-lily