piątek, 31 sierpnia 2012

Od Luny

Myślałam o Space'ie gdy usłyszałam strzały i wycie wilków. Kraty były gęsto ustawione więc nie mogłam wyjrzeć by zobaczyć co się dzieje. Po chwili do sali wbiegli Kasim i Swiftkill, chcieli wziąść klucze gdy człowiek strzeli do nich, najpierw upadła wilczyca, potem samiec. Dwóch mężczyzn wyniosło ich do jakiegoś zaciemnionego pomieszczenia. Poczułam jak rośnie we mnie złość. -Najpierw zabierają Space'a, teraz ich jak oni mogli?!- przez moją głowę przebiegały tysiące myśli.
Nagle mój smutek zamienił się w furię, dzięki temu odzyskałam siły. Zaczęłam płonąć żywym ogniem i to dosłownie.
-Położysz się, czy mam użyć siły?!- odezwał się basior.
-Masz czelność się do mnie odzywać?- spytałam patrząc na niego gniewnie.
On tylko odsunął się w kąt i patrzył na mnie z przerażeniem. Pierwszy raz tak się rozgniewałam. Wzięłam rozpęd i rozwaliłam klatkę. Rozglądałam się lecz nigdzie nie było Space'a, za to zobaczyłam Mist i Swiftkill, już chciałam do nich iść, gdy przyszedł człowiek z bronią. Strzelił do mnie lecz ja odbiłam pocisk do niego za pomocą telekinezy, który przebił mu gardło. Upadł na podłogę, był martwy. Zaraz zjawili się dwaj mężczyźni, jeden próbował mnie podnieść, ale poparzył się ogniem którym płonęłam. Drugi założył mi obrożę, która spaliła się wraz ze smyczą. Jednym ruchem załatwiłam pierwszego mężczyznę, a drugiemu wgryzłam się w gardło. Podeszłam do klatki gdzie były Mist i Swiftkill, otworzyłam ją i weszłam aby wyciągnąć je z tamtąd.
-O! Jeszcze jedna.- powiedział basior.-Może ty pierwsza maleńka?
-Nawet nie wasz się tkąć którejś z nas!
-Bo co mi zrobisz?!
-ZAMKNIJ SIĘ!- warknęłami przygwoździłam go do ziemi.-ZROZUMIANO?!
-T...tak- odparł potulnie jak szczenię.
-Dziewczyny chodźcie.- powiedziałam.
Moja furia nie ustawała, nie mogłam jej opanować.
-Czy, któraś z was wie gdzie trzymają Kasima?- spytałam.
(Swiftkill lub Mist albo Kasim dokończcie)

Od Mist

Obudziłam się w celi z opatrzoną łapą. Koło mnie leżały wilki, zaczęły się budzić. Najpierw wilczyca przeraziła się a później zaoytała kim jestem.
-Mist...nazywam się Mist-odpowiedzialam słabym głosem.
-Aaa..ja jestem Swift, a to Kasim.
-To wy? Szukałam was miałam zamiarwas dogonić ale ludzie złapali mnie prędzej. Czy Isabelle też z wami jest? I co z resztą?
-Nie wiem...my sami nic nie wiemy.
-To po co tu jesteśmy?-spytałam się.Odezwał się tym razem Kasim.
-Tych których nie zabiją dają do rozrodu, aby robić eksperymenty na szczeniakach...Zatkało mnie.
-Czyli my jesteśmy tu...
-Po to żeby się rozmnażać-dokończyła za mnie wilczyca.Usiadłam w kącie i zaczęłam płakać. Nie sądziłam, że w takim wieku będę już miała mieć szczenięta. Poczułam na ramieniu ciepły dotyk łapy Swiftkill.
-Wszystko będzie dobrze...-pocieszała mnie.Kasim zaczął nerwowo węszyć.
-Idą!-zawołał.-Schowajcie się w kąt klatki, ja postaram się go od was odciągnąć!Zrobiłyśmy to co nam kazał i patrzyłyśmy z przerażeniem na to co się działo. Następne pięć minut było minutami pełnymi grozy. Myśliwy otworzył drzwi do celi i powoli zaczął tam wsuwać kij z pętęlką na końcu, która miała zcisnąć się na naszej szyi i działać jak obroża i smycz. Wszedł do klaty wymachując czymś co miało pewnie odstraszyć Kasima. Wilk rzucił się na człowieka, a ten mocno uderzył go kijem. Kasim z głośnym hukiem opadł na podłogę, a Swiftkill rzuciła się mu na ratunek. Wtedy, mężczyzna zarzucił pętlę na szyi wilczycy i wyciągnął ją z klatki. Przyyszedł też drugi. Po mnie. Nie miałam siły by się bronić i ze skowytem wyszłam z klatki. Drzwi zartzasnęły się pozostawiając Kasima w środku. Do jego celi wrzucono jakąś wilczycę, a nas ze Swiftkill do jakiegoś basiora, który wyglądał tak:

Schowałyśmy się w kącie a on powoli podchodził do nas.
-No to kóra pierwsza?-oodezwał się budzącym przerażenie głosem.
(cd Swiftkill lub Kasim)

Od Swift

Wzięłam się w garść, to nie koniec świata.
- Już mi lepiej - trochę chwiejnym krokiem wstałam i zaczęłam chodzić od ściany do ściany, chciałam zobaczyć ile mamy miejsca. Klatka pomieściłaby tylko 4 dorosłe wilki. Nagle coś przejechało mi po łapie gwałtowne odskoczyłam.
- Swift o co chodzi? - zapytał Kasim
- Jaa.... nic
Podeszłam do tego miejsca, niczego tam nie było. Znowu to poczułam tylko że na grzbiecie. Nagle dostałam napadu furii (nie mocy tylko zwykłej, że byłam wściekła). Zaczęłam walić o kraty klatki.
- Trzeba stąd uciec nie wytrzymam, musimy znaleźć Lunę i Space'a. Reszta wilków pewnie też jest zamknięta w klatkach. Ludzie nie są od nas lepsi! Zabije wszystkich gdy tylko jakiegoś zobaczę - waliłam w kraty - będą błagać o litość.
- Swift uspokój się
- Jak możesz być spokojny?! Jesteśmy w klatce ciasnej klatce! Nie mogę oddychać! Musze wyjść! - poczuła dotyk na szyi wściekła rzuciłam się na Kasima... nie to nie był on.Ciężko dyszałam odsunęłam się, nie byliśmy sami. Tak wygląda wilk

Zaczął do mnie podchodzić spanikowana machnęłam łapą i uderzyłam go tak mocno że zemdlał.
- Swift, twoje oczy i te paski one, się świecą
- naprawdę?- zapytałam, pokiwał głową
To znaczy że jesteśmy w poważnym niebezpieczeństwie ale, oczy świecą się tylko kiedy w pobliżu jest moja siostra Blodspill. Rozejrzałam się. Może ją też złapali, pomyślałam, nie, jest ode mnie dwa razy większa nie mogli jej złapać. Podeszłam do Kasima.
- Możemy mieć nieprzyjemnych gości - powiedziałam i usiadłam

cd - Kasim

Od Kasim'a

- Najpierw znajdźmy naszych ! - zdąrzyłem powiedzieć ostatnie słowa gdy nagle BUM i swift leży u moich łap nie przytomna
-Swift co ci jest ? - klękam przy niej i zaczynam reanimację i obrywam moje ciało ląduje na ciele Swift .. obudziłem się w ciasnej jamie razem ze Swiftkill .
-boże wszystko w porządku - podchodzę do niej , samica lekko otowrzyła oczy .
- tak .. chyba .. jesteśmy w watadze ? czemu tu tak ciemno ? gdzie luna i space ? -pytała .
- nie jesteśmy w watadze , jesteśmy w jakiejś celi a Luna i Space .. nie wiem ..wszystkich pojmano ! wszystkich !
-j-j-j- jak ttto ? - zdziwiła się .
- nie udało się nam Swift ludzie są od nas lepsi ...
wadera zaczęła płakać .
-wszystko bedzie dobrze , obiecuję ci że z tego wyjdziemy .. tylko nie płacz Swift , proszę - próbowałem ją pocieszać spojrzała na mnie wielkimi zapłakanymi oczami.. - niedawno zorientowałem się że nie mamy swoich mocy ..
- musieli nam je zabrać kiedy byliśmy nieprzytomni - stwierdziła .. - boję się Kasim .. co oni nam zrobią ! co z nami będzie i gdzie ci których chcieliśmy ratować ? -pytała jakby sama siebie .

cd- swiftkill

ps. nie pisz że wyszliśmy  z celi to ma dalej trwać ^^

Od Swiftkill

- Może i tak ale, jest za późno żeby wracać - przytakną - dziwne nie ma żadnych wilkówNagle usłyszeliśmy jak tłucze się szyba i wycie wilków. Błyskawicznie obróciliśmy głowę w tamtą stronę. Rozległ się odgłos strzału. Przełknęłam ślinę.
- Dadzą sobie ra.. - nie dokończył bo usłyszał kolejny odgłos strzału
- Muszą uciekać, zabiją ich!Wybiegłam z pomieszczenia, Kasim zrobił to samo. Wokół było pełno krwi i ludzkich ciał. Żaden z wilków nie zginą ale, było widać że są poważnie ranni. Rzuciłam się na człowieka który właśnie celował w Iz. Próbował we mnie strzelić ale, wytrąciłam mu broń. Zabiłam go. Usłyszałam strzał, rozglądałam się bo słyszałam wycie. Podbiegła do mnie Iz.
- Coś Ci się stało? - zapytałam dopiero po chwili zobaczyłam że to ja krwawię
Iz patrzyła na mnie z wielkimi oczami, nie miałam czasu żeby zobaczyć gdzie mnie trafiło, byłam wściekła. Po raz pierwszy wpadłam w furie. Zaczęłam zabijać ale, ludzi było coraz więcej. Poczułam jak ktoś mnie łapie i wciąga do pomieszczenia. Furia ze mnie opadła. Zobaczyłam że Kasim krwawi z różnych mniejsc. Chciałam coś powiedzieć ale, był szybszy.
- Ja to jeszcze nic popacz na siebie - zaczął minie opatrywać przed czym zrobił nas niewidzialnymi.Zobaczyłam wybiegających ludzi z broniami chciałam pobiec ale Kasim mnie zatrzymał.
- Nie poradzą sobie!
- Przyszły posiłki wysłałem Iz żeby poleciała po wilki, teraz jest nas znacznie więcej, my musimy znaleźć naszych - po czym ponownie zaczął mnie opatrywać.Wyrwałam mu się.
- Idziemy, musimy ich znaleźć - na jego twarzy malowało się dziwienie i coś podobnego do radości.Przeszliśmy przez jakieś drzwi wokół nas były tysiące klatek z wilkami, przeraziłam się jak ludzie mogli coś takiego robić?
- Trzeba ich uwolnić - zaczęłam szukać kluczy - uwolnimy ich prawda, muszą być wolni, nie mogą siedzieć w tych klatkach?
cd - Kasim

Od Kasim'a

- Ja myśle że Letthal i Isabelle pójdą od tyłu . Dalian i Silent zabiją strażników i staną na czatach a ja i Swiftkill wejdziemy głównym wejściem  ...
-to nawet nie zły pomysł - stwierdziła Swift
-ja mam zawsze dobre pomysły . to ruszajcie ja ze swift idziemy ostatni - w końcu mogłem odpocząć od dziewczyn które ciągle się o mnie kłóciły . - właściwie to nie przedstawiłem się jestem Kasim .. - rzuciłem spoglądając na nią .
-Swiftkill - odpowiedziała z lekkim uśmiechem
przyjrzałem jej się dokładnie właściwie to była z niej bardzo ładna samica nigdy wcześniej nie patrzyłem na nią z tej strony .. zawsze musiałem użerać się z zazdrosną Let i  pokrzywdzoną Iz ..
- Dalian daje znak idziemy - Swift ruszyła ja za nią szybko znalazłem się u jej boku . ostrożnie weszliśmy do budynku .
-mogę ci mówić Swift ..?-spytałem
-tak , ale już cicho bo nas usłyszą - rzekła spokojnie .. rozglądaliśmy się na różne strony gdy nagle zderzyliśmy się pyszczkami w złym kierunku odwracając łby
-przepraszam -wyszeptałem i dalej  byliśmy w ciszy ... nagle jakieś ciche szmery a raczej kroki w naszą stronę !
-szybko - pociągnęłem ją - złap mnie za coś .
-po co ?
-złap ! - gdy to zrobiła staliśmy się niewidzialni .. przed nami szedł człowiek , masywny , z groźnym spojrzeniem ..
- musi być ich sporo  ..wydaje mi się że jest nas zbyt mało - powiedziałem do swift dalej szliśmy niewidzialni na wszelki wypadek ..

cd- swift
nie kończ tego tak od razu

Od Swift

Poszłam powiadomić wszystkich wybranych przez Damona o tym że niedługo wyruszamy. Podeszłam do Damona i Lily.
- Jeśli nie wrócimy w przeciągu doby lub dwóch wyślijcie posiłki
- Uważajcie na siebie - powiedziała Lily razem z DamonemPokiwałam głową poszłam do reszty wilków.
- Droga będzie długa ale zdążymy tam dobiec w około dwie godziny
Zaczęliśmy biec. po godzinie biegu wszyscy byli zmęczeni.
- Zatrzymajmy się! - zawołał ktoś z tyłu
- Nie ma mowy - powiedziałam chociaż ja sama byłam zmęczona szaleńczym biegiem - jeśli się teraz zatrzymamy może być już za późno kiedy dotrzemy.... dalej - powiedziałam i zaczęliśmy biec.Kiedy dobiegliśmy do obozowiska ludzi, usiadliśmy za drzewami żeby odpocząć a ja mówiłam im co zrobimy.

Cdn.

Od Space'a

Patrzyłem w niewiadomym kierunku ..
ciekawe co robi luna ...mam nadzieje że ten basior się do niej nie zbliżył byłem w klatce sam bo przecież nie mogę się rozmnażać . jakiś człowiek wszedł do mojej klatki założył mi obrożę i zaprowadził do jakiegoś strasznego miejsca.. kazał mi jeść jakieś świństwa wypluwałem to w końcu wziąłem się w garśc i zacząłem warczeć nagle jakiś czlowiek podszedł mnie od tyłu i coś mi wstrzyknął , straciłem przytomność a gdy się obudziłem byłem w jakiejś hali z innym basiorem.
-wstawaj ! - potrząsał mną . - nic ci nie da leżenie
zobaczyłem jakąś samice w ciemności

-Kim jesteście ?-zapytałem , byliśmy w jakiejś dziwnej klatce
-jesteśmy pozbawieni nadziei o założeniu rodziny -powiedziała wadera
-gdzie jesteśmy? gdzie reszta ?
-nadajemy się jedynie do testowania ich leków i wykonywania durnych sztuczek - mówił samiec .
-reszta jest zaraz obok ,każdy w innej klatce ..
- wyjdziemy stąd ?
-mamy nadzieje ..
-ale gdzie moja luna .. -myślałem..

cd- luna

Od Luny

 Gdy obudziłam się rano przed moją klatką stali ludzie i rozmawiali między sobą.
-Ta suka jest dla niego za ostra, nie da sobie z nią rady. Lepiej dać ją do naszego Czempiona.- powiedział jeden z ludzi.
-On ją wytresuje, będziemy mieć od niej nie jeden miot.- mówił z uśmiechem inny człowiek.
Po niedługim czasie wysoki mężczyzna zaprowadził mnie do największej klatki w sali. Siedział tam wielki basior, który wyglądał tak:
Człowiek rzucił mnie wprost na samca.
-Wiecie co macie robić.- powiedział i odszedł ze złowieszczym uśmieszkiem.
-Słuchaj, masz mieć ze mną dzieciaki, więc kładź się i rób co robię!- warknął.
-Pomarzyć to ty sobie możesz!
-Lepiej kładź się, bo nie będzie wesoło!- poweidział z uśmieszkiem.
-Co ty mi niby możesz zrobić?!- krzyczałam.
-Rób co mówię, a wszystko będzie dobrze.- mówił, bez przekonania.
-Nie! Nigdy!
On nic nie powiedział, tylko podszedł i ugryzł mnie w łapę. Zawyłam z bólu.
-Teraz będziesz posłuszna?!
-Nie! Wszystko jest lepsze od stosunku z tobą!-wykrzyczałam, po czym usiadłam w rogu klatki.
Zaczęłam płakać.
-Dlaczego, akurat ja musiałam tu trafić? Co się dzieje z Spacem?- nurtowały mnie myśli.
Potem jeszcze kilka razu zostałam pogryziona, za to że nie robiłam tego co kazał mi basior.
cd- Space dokończysz?

Szczenięta



Imię:Ivy <czyt. iłwi >
II imię:Carlo <czyt. karlo >
Wiek:szczeniak
Płeć:samiec , basior
Moce i Zdolności :ogień , ziemia , telekineza , zamienia się w kruka , witakineza , uzdrawianie , wyczyszczanie pamięci 
Charakter :KOCHA DOKUCZAĆ AQUASOVI . <---- bez tego nie może żyć , uwielbia dręczyć ulubieńca ojca , często za to obrywa ale się nie boi . zrobi wszystko aby doprowadzić do łez Aquasika .. czasem jest zazdrosny o to jak rodzice go rozpieszczają i strzela fochy . Cechuje go odwaga , szaleńczy cel dąrzenia do celu i luz ..
Rodzice:Sheena &Haven
Właściciel<login z howrse >:Kari .
Imię: Aquas
II imię: Nicolas (Nico)
Wiek: 2 miesiące
Płeć: samiec
Aura: szara (po ojcu)
Moc: panowanie nad żywiołami (po matce), uzdrowienie (po ojcu), niewidzialność
Cechy charakteru: spokojny, uważny, wrażliwy, trzyma się bardziej ojca niż matki
Miejsce urodzenia: tereny watahy
Główny żywioł: woda
Historia: po prostu urodził się w watasze
Przyjaciele: Haven, Sheena, Silent, Neon, Gryffin, Shayde, Dalian, Matt
Rodzina: Haven - ojciec, Sheena- matka, Silent, Shayde - ciocie, Dalian, Matt - wujkowie
Partner: za młody na te sprawy
Opiekun: Apollo
Rodzice: Sheena - matka, Haven - ojciec
Marzenia: zostać obrońcą stada, być kochanym
Pozycja w stadzie: przyszły obrońca stada/przyszły samiec Alfa lata
Właściciel: Lavi Ender
Imię: Rachel
II imię: Clarissa (Clary)
Wiek: 2 miesiące
Płeć: samica
Aura: biała
Moc: uwodzenie (po matce), telekineza (po ojcu), oddychanie pod wodą
Cechy charakteru: mądra, miła, zabawna, przyjacielska, pewna siebie, bystra, odważna, uparta i stanowcza (po cioci Silent)
Miejsce urodzenia: tereny watahy
Główny żywioł: woda
Historia: po prostu urodziła się w watasze
Przyjaciele: Haven, Sheena, Silent, Neon, Gryffin, Shayde, Dalian, Matt
Partner: za młoda na te sprawy
Rodzina: Haven - ojciec, Sheena - matka, Silent, Shayde - ciocie, Dalian, Matt - wujkowie
Opiekun: Posejdon
Rodzice: Haven - ojciec, Sheena - matka
Marzenia: zostać zwiadowcą, być kochaną, móc pływać
Pozycja w stadzie: przyszła Alfa lata/przyszła zwiadowczyni
Właściciel: Natikejs

Od Kris'a

-ach synku , synku .. musisz się postarać ..
-dobrze tato ..
nagle usłyszałem delikatny głosik Minn podeszłem bliżej pokoiku ale nie ukazywałem się postanowiłem podsłuchiwać ..
-Minn jak mogłaś ..
-ale to nie ja tatusiu . -tatusiu ? jestem tu ...ah Catch ..
-za karę Minn posprzątasz pokój swojego brata ! zrozumiano ?
-tak tato - postanowiłem wkroczyć
-chwileczkę ja jestem tu -Minn zatrzymała się
-tata ? - catch przybrał swoją postać i wyszczerzył kły .
-chciałeś wyzyskiwac siostrę ? jeżeli nie posprzątasz swojego pokoiku masz szlaban kolego .
-aaaale jestem mały !
- twoja siostra też .
-aale !
-nie dyskutuj ! - ze spuszczonym łbem,wyszedł i za plecami pokazał mi język .
-widziałem - poinformowałem go a on naburmuszony trzasnął drzwiami .
-Minn skarbie mama robi ciasteczka pomożesz jej ?
-tak tatusiu - odpowiedziałą ślicznym głosikiem i popędziła do kuchni .

cdn

Od Thor'a

Obudziłem się w kołysce z innymi szczeniaczkami. Najpierw ogarnęła mnie radość, że mam rodzeństwo ale zaraz potem zdenerwowała mnie ich obecność. Zacząłem podgryzać inne maluchy.
-Co sądzisz o Thorze?
-Jest trochę inny...nie spodziewalam się tego.
-Wyrośnie z tego?
-Mam nadzieję...Rodzice rozmawiali o mnie. Co było ze mną nie tak? W tym czasie obudził się Catch i zaczął mnie denerwować zmianami wyglądu. Zaproponował wspólną zabawę. Miałem zgadnąć w jakiego wilka się zmienił. Udało mi się kilka razy, ale następnego nie wiedziałem. Poczułem się wściekły i rzuciłem się na brata.
-Zlobileś tio specajnie!-krzyknąłem.
-Pśiesztań!Tata wbiegł do pokoju i rozdzielił nas. Obudziły się także moje siostryMyrtlene dyskutowała z Minn na temat tego co dzisiaj będą robić. Mniejsza z sióstr-Minn odpowiadala cichym nieco skrępowanym głosikiem i ciągle przytulała się do taty jakby czuła się tam bezpiecznie. Myrtlene za to prawie nie sepleniła i wymawiała ładnie słowa tylko czasem je przekręcając. Niewątpliwie była najbrdziej wygadaną wilczycą z całej czwórki. Gdy się bawiliśmy w watahę zawsze była przywódczynią. Catch był najbardziej wyluzowany i psotliwy ciągle robił komuś psikusy, albo chciał się bawić cały dzień. Minn, była najmniej śmiała, uwielbiała towarzystwo rodziców, mówiła zawstydzonym, lecz pięknym głosem.A ja...ja byłem z nich wszystkich najgorszy. Chciałem być miły i starałem się bawić, ale denerwowałem się z najmniejszej rzeczy. Szczególnie wściekał mnie Catch, który robił "psikusy" które miały na celu denerwowanie mnie jeszcze bardziej. Sam się o to prosił. Któregoś dnia nie wytrzymałem i ugryzłem go z całej siły w łapę, tak że ten później się do mnie wogóle nie odzywał, a zapłakana mama wzięła go do lekarza podczas gdy tata odbył zemną poważną rozmowę.
-Kochanie...co to miało znaczyć?
-Alie tatiusiu ja niad tim nie panjuje...-tłumaczyłem się zapłakanym głosikiem.
(cd Kris)

Od Ivy'iego

Mama pozwoliła na tylko jedną gałkę ! DLACZEGO ?
-mamo ja chce więcej ! - marudziłem
-nie Ivy jest zima , zimno nie powinniście jeść wogóle lodów ale tata was rozpieszcza - spojrzała na tatę ostrzegawczym spojrzeniem
-no co ? -pyta liżąc ogromnego 5 gałkowego loda .
-zbieramy się - mówi mama i ruszamy ku domu . Podeszłem bliżej do Aquasa i rzuciłem w niego śnieżką .
-tat..-napychałem mu śniegu do ust i rzuciłem w zaspę , zacząłem go nacierać .rozryczał się i uciekł do taty si,e poskarżyć ja rozluźniony ,spokojnie sobie szedłem wiedząc że on mi nic nie zrobi bo jestem mały .
-Ivy - słyszę srogi głos ojca ale on mnie nie rusza .
-bawiliśmy się tato - powiedziałem śmiejąc się złowieszczo do Aquasika.
-tato - ryczał ten mały debil ..
- Ivy nie możesz nacierać brata jego ubranka przemokły może się przeziębić - mówiła mama .
przewróciłem oczami i idę dalej turlam się po śniegu .
-IVY - mama biegnie w moją stronę , wzięła mnie na ręce i zaniosłą do domu pod pierzynę .
-chcę bajkę -krzyknąłem a tata przełączył na debilną bajkę Aquasa .
- nie chce tego to jest głupie ! jakieś kurczaki latają w tę i spowrotem i nawet nic nie mówią włącz na bohaterskiego wilka ! '
-nie ! chcę kurkę śmiurkę ! - mówi Aquas .
- on zawsze musi dostawać to co chce ja bohaterskiego nie oglądam już od kilku dni  !
- dobrze chłopcy dziś włączymy na bohaterskiego wilka jutro na ..
-NIEEEEEEEEEEEEE - wydziera się Aquas .
- co za idiota ! idę do swojego pokoju a ty się wypchaj pacanie ! - warczę i uciekam do siebie .
-Ivy zaczekaj skarbie - woła za mną mama .zamknąłem się w pokoju i położyłem na łóżku .
- idzcie do swojego AQUASIKA - mówię zdenerwowany

cdn

Od Haven'a

Eh, ci moi synowie... Dwa diabełki, nie synowie. Ivy ciągle dokucza Aq'uowi. Może go jeszcze tego oduczę :>
- Tato! - słyszę z pracowni głos Aquas'a.
- Tato! Ivy rozwalił komodę!
- Cicho siedź! - odpowiada mu rozeźlony brat. - Skarżypyta!
- Przestań! Tato! - woła Aq. Wbiegam do pracowni i widzę Ivy'ego siedzącego na szczątkach komody i szczerzącego zęby do młodszego brata.
- Ivy! - wołam ostrzegawczo. Mały basior patrzy na mnie z wyrzutem. - Co tak patrzysz? Chcesz brata zabić?
- Nie. - odpowiada naburmuszony Ivy.
- No, już, nic się nie stało. - mówię uspokajająco, ale Aq mi przerywa:
- Ale, tato, on rozwalił komodę! - mówi bojąc się, że o tym zapomniałem
- Darujemy mu to co? Ani słowa mamie! - mówię w myślach syna.
- Ale... - Aq nie chce kryć brata.
- Ta komoda i tak była już stara i brzydka. - odpowiadam z przepraszającym uśmiechem. - Chodźcie, weźmiemy mamę i Rachel i pójdziemy na lody.
- Taaak!!! - wołają jednocześnie Aq i Ivy. Pierwsi wydostają się z pokoju i niemal wpadają na Sheenę.
- Tata zabiera nas na lody! - chwali się Lvy.
- A ja z Rachel to co? - pyta roześmiana Sheena.
- Rachel też. - mówi Aq. - I ty, mamo, też.
- No, i to mi się podoba. - odpowiada Sheena uśmiechając się promiennie. - Chodźcie tutaj, muszę was ubrać. - Ivy przewracając oczami podchodzi do matki i daje sobie narzucić płaszcz na grzbiet. Rachel tylko przytula się do Sheeny, a ja ubieram Aq'ua. Gdy wszyscy są gotowi wychodzimy na lody.
- Tato? - pyta Aq.
- Mmm? - odpowiadam.
- Dlaczego się tak rozglądasz? - posyła mi pytające spojrzenie.
- Podziwiam widoki. - mówię z chytrym uśmieszkiem. Dzieciaki są jeszcze za małe, żeby dowiedzieć się o myśliwych. Lepiej jest gdy nie wiedzą.Sheena pozwoliła kupić chłopcom tylko jedną gałkę lodów, więc Ivy się obraża. Mała Rachel liże tylko loda Sheeny. Posyłam jej promienny uśmiech. Z tymi małymi diabełkami nie będziemy się nigdy nudzić :>

Od Space'a

Wprowadzono mnie do jakiejś klatki byłem osłabiony ,nie miałem siły nawet spojrzeć na wadery usiadłem w kącie klatki .moje oczy już prawie się zamknęły gdy usłyszałam krzyki luny .
-AAAAA ! zostaw mnie - wrzeszczała .
podeszłem do krat chciałem je rozerwać .
-Luna już idę ! - poczułem jak kraty lekko sie rozchyliły ..
-SPACE ! - usłyszałem kolejne krzyki  , udało mi się przecisnąć przez kraty i już byłem przy klatce luny .
-zostaw ją ! - skierowałem wzrok na samca ktory się do niej dobierał .
- bo co ? co mi zrobisz ? - podszedł do krat .
-bo wydrapie ci te piękne oczka rozumiesz ! jeśli zbliżysz się do niej na 100 metrów dostaniesz po pysku tak że się obliżesz . - chciałem tam wskoczyć , basior odsunął się od krat o 2 kroki . - zrozumiałeś ?
-emmm...
- nie zbliżaj się do niej bo moje kły wbiją się w twoje gardło ...- spojrzałem na niego okiem zabójcy i wtedy weszli oni - ludzie ..
-Spójrz no tylko ! WYLAZŁ - zaczęli mnie gonić , otoczyli mnie i zaciągnęli do sali . był tam wielki metalowy stół położyli mnie tam , przypieli ; łapy i głowę i nagle poczulem taki straszny ból przeszywający moje ciało od uszu do końca ogona .krzyczałem z bólu nigdy mi się to nie zdarzyło ..

Wydawało mi się że trwało to wieczność w końcu mnie wypuścili byłem tak słaby że nie miałem siły trzymać się na swoich lapach .upadłem czułem że cała magia ze mnie wyparowała ...tak jakbym był zwyczajną skórą z wilka niczym więcej .. Rano zorientowałem się że mnie wykastrowano/wysterilizowano ... byłem bezpłodny . w kącie jamy skuliłem się i słaby zamknąłem oczy .. straciłem męskosć i moją dume jak ja to powiem Lunie .. to wstyd !

cd-Luna dokończysz?

Od Luny

Razem ze Spacem jechaliśmy śmierdzącą ciężarówką z dwoma innymi samcami. Rozmawiałam ze Spacem gdy inny wilk odepchnął go i stanął przede mną.
-Hej, śliczna co tam?- spytał próbując mnie uwieść.Ja zignorowałam jego wypowiedź, podeszłam do Space'a i ponownie zaczęliśmy rozmowę. Po chwili znowu do mnie podszedł, stawał się coraz bardziej natrętny. Wreszcie zaczął mnie obmacywać.
-Zostaw mnie! Zabieraj te swoje łapy!- krzyknęłam.
-Spokojnie ja tylko chcę...- w tej chwili urwał i próbował się do mnie dobrać.Zdenerwowany Space rzucił się na niego.
-Przestańcie!- krzyczałam, ale walka nie ustawała.Wreszcie użyłam telekinezy, żeby odzielić ich od siebie. Space'a postawiłam na ziemię, a samcem rzuciłam o metalową ścianę wozu. Wtem ciężarówka zatrzymała się, do naszej przyczepy wszedli ludzie z obrożami w rękach. Każdemu wilkowi założyli cisnącą obrożę na szyję i zaczęli nas gdzieś prowadzić. Opierałam się, więc człowiek prowadzący mnie zdzielił mnie tęgim batem. Zapiszczałam z bólu. Mnie i Space'a prowadzono w dwóch różnych kierunkach. Jego do jakiejś hali treningowej, a mnie do ogromnej sali z klatkami. Wrzucono mnie do ogromnej klatki, byłam tam sama, narazie... Po upływie ok. godziny zobaczyłam jak wysoki człowiek prowadzi Space'a do tej samej sali, lecz nie do mnie tylko do klatki z dwiema innymi samicami. Do mojej klatki przyprowadzono młodego samca. Wyglądał tak:

Oddaliłam się od nieznanego wilka, jak najdalej mogłam. Mimo tego on i tak się do mnie odezwał:
-Teraz będziesz tylko moją partnerką do kopulacji.- mówił uradowany.
-Śnisz! Nie byłabym z tobą nawet jakbyś był ostatnim samcem na ziemi!Przez kilka godzin nawet na niego nie patrzyłam. Wreszcie przyszedł człowiek i kopnął mnie wprost na samca. Bardzo szybko się odsunęłam.
-Co jest z tą suką?!- wołali ludzie.Przez cały dzień nie dali nam nic do jedzenia, byłam bardzo osłabiona. Późnym wieczorem zabrali mnie do hali treningowej, kazali mi biegać i wykonywać idiotyczne sztuczki, gdy się pomyliłam dostawałam batem. Wreszcie cała obolała wróciłam do klatki, w której nadal był on...
(dokończ-Space?)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Od Damon'a

-Lily , ja ja muszę isć jestem ALFĄ ! muszę!
-nic nie musisz ! nigdzie nie idziesz - mówiła zrozpaczona
- nie mogę ich zostawić !
-ty idioto !masz dzieci chcesz żeby dorastały bez ojca ! ? ja to ja ale one ? czemu są winne - po policzku lily spływały łzy .
-lily nie płacz... -próbowałem ją uspokoić ..
-jak mam nie płakać !
-niech ci będzie, nie pójdę ... - uległem jej
-dobrze robisz -przytuliła mnie w tym czasie weszła Swift ..
-to jak?-spytała
-idziesz ty ,Isabelle, Kasim ,Dalian,Silen ,Let możecie też zabrać kogo uważacie ja niestety zostaje..
-dobrze-odparła i wyszła

cdn

Od Swiftkill

-Wracałam z narady i wtedy ich usłyszałam, poszłam za nimi. Wiem gdzie są, zatrzymali się niedaleko od przepaści. Chciałam zaatakować ale, oni już mnie zobaczyli. Udało mi się uciec..... Ludzie im coś wstrzyknęli, wyglądali jak trupy. Nie ruszyli się, nawet kiedy zaczęli strzelać i puścili psy - opowiadałam Damonowi co się stało, Lily siedziała obok niego i słuchała
- Musimy jak najszybciej zaatakować i zabrać Lunę i Space'a ale, Ty powinieneś zostać, nie wyglądasz najlepiej, a jeśli powtórzy się to co wtedy możemy Cię stracić - powiedziałam do Damona
Po chwili ciszy odezwał się prawie niesłyszalnym głosem.
- Nie ma mowy muszę tam być - pokręcił głową - bezemnie nie dacie sobie rady
- Damon, nie powinieneś iść, w twoim stanie to bardzo niebezpieczne.... nie chce Cię stracić - mówiła Lily a przy ostatnich słowach miała łzy w oczach
- Może zostawię was samych i prze dyskutujecie to - pokiwali głowąWyszłam i wróciłam poszłam na polowanie.
Cd. - Damon

Od Sheeny- szczęśliwa matka < 3

Urodziłam .. one były takie śliczne i ta córeczka ... przytuliłam ją do siebie mocno
-nie mogę uwierzyć w to że jestesmy rodzicami . - uśmiechnęłam się do haven'a
- ja też nie - przygląda się małym i mnie ..pewnie wyglądałam okropnie , roztrzepana , zapłakana ..ale miałam je .. moje małe pociechy ...

~~~~~~~ ~~~~~~~ ~~~~~~~~ ~~~~~~~~ ~~~~~~~~

Kilka dni później dzieciaki latały już po domu i dawały się we znaki ..
-mamusiu ? ćo ti lobiś ?- pytała mała .
- teraz ? obiad -odpowiedziałam
-a ćo to ?-pytała
-jedzenie - odpowiadałam spokojnie gdy nagle usłyszałam hałas w pokoju , poszłam tam
-jesteś głupi !- krzyczał Ily
-tatuś mówi że jestem bardzo inteligenty - odpowiadał Aq .
-ta inteligenty ja mam więcej mózgu z ogonie niż ty w głowie - kpił sobie
-jak możesz !? tatusiu ! tatusiu ! Ily mówi że nie mam mózgu ! tato !
-syneczku to nie prawda - haven podnósł go
-Ily tak nie można ! - skarcił go - choć mój mały pokaże ci jak pracuje
-chwila skoro zabierasz jednego bierz i drugiego , ubiorę ich i pójdziecie razem , jesteśmy rodziną !
ubrałam ich i ruszyli

cd-haven

Od Haven'a

Sheena znów dostała skurczy. Wysyłam myślowy impuls do szamanki i uzdrowicielki.
- Przyjdź do jaskini Alfy lata! Natychmiast! - obejmuję dygocącą Sheenę i szepczę jej do ucha:
- Wszystko będzie dobrze... Nie martw się o nic... - rozlega się pukanie do drzwi. Wstaję i otwieram je, a do pokoju wchodzą dwie wilczyce. Uzdrowicielka odpycha mnie na bok i mówi:
- Nie możesz tutaj zostać. Wyjdź. - patrzę na nią ze zdziwieniem, ale posłusznie wychodzę z izby. Siadam na posłaniu w pokoju Silent i zaczynam się nerwowo wiercić. "Będę miał dzieci..." - myślę gorączkowo.
- "Zostanę ojcem! Zostanę ojcem!" - ciepło wlewa się do mojego przerażonego serca. Myśl, że będę miał dzieci uspokaja mnie i czekam (już się nie trzęsąc) na to co zobaczę gdy wkroczę do mojej sypialni.[...]
- Haven? - słyszę słaby głos Sheeny. Zrywam się na równe nogi.
- Możesz wejść! - woła uzdrowicielka. Biorę głęboki wdech i wchodzę do sypialni. Widzę Sheenę przytulającą trzy puchate kuleczki. Dwie białe i jedną brązową. Podchodzę do Sheeny i całuję ją z entuzjazmem i od razu oglądam szczeniaki.Pierwszy, brązowy samiec, wygląda na kogoś kto może zostać łowcą lub wojownikiem. Przytulam go do siebie. W końcu to mój syn.Drugi, szaro biały samiec, jest znacznie mniejszy od starszego brata. Od razu czuję z nim jakąś głęboką więź. "Pewnie mógłby zostać obrońcą stada, tak jak ja." - myślę przytulając go.Trzecia, biała samiczka, jest najmniejsza z rodzeństwa. Od razu gdy ją biorę wyciąga łapki w stronę matki. Odkładam ją do Sheeny i ogarnia mnie obezwładniające poczucie szczęścia. To są moje szczeniaki. Moje własne szczeniaki.
<C.D. dla Sheeny>

Od Kasim'a

-co tu się dzieje ? -zapytałem Iz zaczęło mi co niecoś wyjaśniać .
- wierzysz jej ?- powiedziała let - to ja leżałam w kącie zmówiły się chciały mnie zabić !
-to nie prawda !-zaprzeczyła Iz
- dziewczyny nie wiem która mówi prawde ale zapomnijmy o tym jestem głodny a wy ?
-bardzo - powiedziała Iz i udaliśmy się do kuchni usiadłem i wziąłem do reki surowe mięso
-zaczekaj Kasim pokażę ci że można zjeśc lepiej - Let zaczęła coś mi przygotowywać i podała mi to smakowało wspaniale !
- ale to nie wszystko - uśmiechnęła się
-to jest pyszne ! jesteś wspaniałą kucharką Let !
-ach przestań - zarumieniła się
- Kasim ja też umiem gotować - mówiła Iz
-nie wapie - odpowiedziałem i wlepiłem oczy w Let która coś przygotowywała .
-ach daj mi to - podeszła do niej Isabelle nie wierzyłem własnym oczom wyrywały sobie surowe mięso co chwile podsuwały mi coraz więcej jedzenia .
-prawda że pyszne ? -pytały
-tak ..bardzo ..
- ale moje lepsze prawda ?
-emm nie mam zdania ..
- Kasim ja jestem lepsza!
- Nie ja !
-Ja !
-Zejdź mi z drogi , wariatko !
- On jest mój !
-Nie on jest mój !
-KASIM JEST....
 cdn

Od Iz

Letthal się nie odzywała. "To chyba dobrze, przynajmniej się z nią nie kłócę" pomyślałam. Nagle poczułam niewyobrażalny ból, który przeszywał mnie do szpiku kości. Chciałam krzyknąć, ale nie mogłam.Let spojrzała na mnie z wyższością i szepnęła:
-Och, głupia ty. Myślałaś, że sobie odpuszczę? On i tak będzie mój. Kiedy ty zginiesz, on pójdzie do mnie.Dusiłam się, ale nie mogłam umrzeć. Wiedziałam o tym. Musiałam żyć. Dla Flurry, dla Kasim'a, dla siebie.Po chwili przed nami zmaterializowała się WInnie.
-Zapomniałam ci powiedzieć, że umiem się teleportować.- Powiedziała z uśmiechem i odrzuciła Let na drugi koniec pokoju. Pomogła mi wstać.
-Dziękuje ci.- Powiedziałam. Do pokoju wbiegł zaniepokojony Kasim.
-Co tu się...Co Winnie tu robi i czemu Let jest nieprzytomna?-Flurry przyszła mi z pomocą, a co do drugiego pytania się mylisz.
- Stwierdziłam. Letthal chwiejnie wstawała.

cd. Kasim

Od Kasim'a

Mała Winnie zabandażowała łapę Isabelle po czym poszła do siebie . Iz objęła mnie łapą , przybliżyła pyszczek i już mieliśmy to zrobić kiedy wpadła Letthal
-więc to tak ! nie chcesz mnie przez tą su.kę ! - płakała .
- Let .. to nie tak .
-to tak Kasim ! `-krzyczała zapłakana .
- Let i tak wracam do jamy spokojnie - podeszłem do niej
-Kasim idziesz ? zaczekaj idę z tobą - powiedziała Iz ,let się nie sprzeciwiała ..
-Let w porządku   -milczała .
-chodźmy już - ruszyliśmy w trójke gdy w wejściu jamy zobaczyłem Cal podbiegłem do niej
-TATUS - rzuciła mi się na szyje .
-moja córeczka ..wstałaś ?
-tak .. usiądziesz koło mnie boję się demonów zła ..
- demony zła nie istnieją - powiedziałem i poszedłem z nią dziewczyny zostały we dwie .. znowu

CDN
cd- Let lub Iz

Od Iz

 -Flurry, nic ci nie jest?- Zapytałam swojej podopiecznej.
-Nie, ale za to tobie tak. Idź do salonu, ja pójdę po bandaż i się tobą zajmę.Kiedy usiadłam na kanapie, Kasim zapytał:
-Zmieniłaś jej imię?
-Sama je sobie zmieniła. Ja tylko poddałam jej pomysł. Wiesz, ja ... Dziękuje, że przyszedłeś. Wiem, że ta sytuacja z Let jest dla ciebie trudna, ale...Nie dokończyłam, bo on zbliżył się do mnie i pogłaskał mnie po twarzy.
-Daj spokój. Let jest bardzo miła, ale szybko robi się zazdrosna. Nie chcę, żeby coś takiego, co się dziś stało, powtarzało się częściej.Kiedy weszła Flurry, pocałował mnie w policzek, wziął moją ranną łapę i wyciągnął w jej stronę.

C.D.N.

Od Kasim'a

-Let zwariowałaś - odciągnąłem ją od Iz
-Kasim -zdziwiła się - co ty tu robisz ?
-zachowujesz się jak dziecko !
-Kasim.. ja przepraszam ..
- Letthal nie możesz tak postępować !przemyśl swoje zachowanie! nie chce cię widzieć przez kilka dni ! rozumiesz ?
-Kasim - płakała .
-proszę Let .. odejdź ..- z płaczem uciekła z jamy
-Iz nic ci nie jest ?
-nie .. mogłeś trochę delikatniej
-ona delikatniej nie zrozumie - odpowiedziałem i pomogłem jej wstać.
-winnie ! gdzie jesteś ?
-tu - powiedziała wychodząc z kryjówki .
-cóż Iz to ja już lec..-przerwała mi
-NIE ! zostań proszę ... - powiedziała uroczo .
- no ok ..usiąde w salonie - powiedziałem i tak zrobilem .

cd-Iz

Od Iz

Kiedy pokazałam Winnie gdzie jest jej łóżko i pomogłam jej rozpakować rzeczy (których nie było za wiele), zapytałam się jej:
-Opowiesz mi coś o sobie?
-Pewnie. To co chcesz wiedzieć?
-Wolę, żebyś ty zdecydowała co mi powiesz.
-Dobra.- Powiedziała uśmiechając. Widać było, że nie przepada za zasadami.- No to tak. Panuję nad śniegiem, wodą, naturą oraz ziemią. Posługuję się telekinezą, geokinezą, hydrokinezą i uzdrawianiem.
-Wiesz już co chcesz robić w życiu?
-Zastanawiam się.
-A gdzie się urodziłaś?
-W Mrocznym Lesie, tym na obrzeżach watahy.
-Masz drugie imię?
-Nie, już i tak wystarczy mi to, które mam. I tak mi się nie podoba.
-A jak chciałabyś mieć na imię?
-Podoba mi się Flurry. Ale czy to ma znaczenie?- Spytała.
-Tak, bo może wszyscy będą na ciebie mówić Winnie, ale ja będę cię nazywać Flurry. <czyt. Flari>
-Dziękuje, że zapytałaś mnie o zdanie, no i w ogóle za wszystko. Nie przepadałam za domem dziecka.
-Nie dziwię ci się...- Urwałam. W drzwiach, mojej jamy stała Let.
-Tyyy.- Zaczęła. A kiedy zobaczyła różę w moich włosach, zaczęła wrzeszczeć.- ON JEST MÓJ! NIE ODBIERZESZ MI GO!
-Let, uspokój się...
-O nie! Tym razem nikt ci nie pomoże!Letthal rzuciła się na mnie. Była ode mnie większa, ale to nie oznaczało, że silniejsza. Zrzuciłam ją z siebie, i zasłoniłam swoim ciałem Flurry.
-Schowaj się.- Szepnęłam, kiedy Let znowu się na mnie rzuciła. Udało mi się stworzyć ognistą tarczę, więc tylko mnie zadrapała.
-ZABIJĘ CIĘ! ROZUMIESZ?! ROZSZARPIĘ!Nagle do mojej jaskini wbiegł Kasim.

Cd. Kasim

Od Kasim'a

Wróciłem z Luizą do domu , właściwie to imię Luiza   nie przypadło mi do gustu opiekunki nie nazwały jej zbyt pięknie  dlatego mówiłem jej ,,Calisa <czyt.kalisa > " gdy dotarliśmy pod jamę Letthal czekała przed nią
-gdzie byłeś ?
- na naradzie - odpowiedziałem biorąc   Calise na łapy .
- z kim byłeś ?
-z Calisą .
-przestań wiem że rozmawiałeś z Isabelle !
-no i ? zabronisz mi tego  ! nie jesteśmy parą Let !
-zabiję ją ! ona cię podrywa !
-przestań ona nic nie robi a teraz daj mi spokój - odrzekłem i udałem się z Cal do jej pokoiku.
-teraz bajka - upomniała się
-tak wiem- i sięgnąłem po jedną z książek i zacząłem czytać .. Let patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem . taka jest prawda niech nie zachowuje się jak dziecko bo nie będzie dla nas szansy .

cdn
cd- kto chce

Od Iz

Razem z Damonem szybko pobiegliśmy na naradę. Wiele nie ustaliliśmy, większość z nas wciąż była w kiepskiej formie, ale musieliśmy zacząć działać. Po naradzie wracałam powoli do swojej jamy, kiedy spotkałam Kasima z Luizą i jeszcze jakąś małą wilczycą.
-Cześć, co u was?
-Hej, jakoś leci. Luizę już znasz, a to Winnie.
-Adoptowałeś ją?- Spytałam przyglądając się Winnie.
-Nie, znalazłem ją płaczącą, kiedy wracałem z narady.
-Aha. Miło mi cię poznać Winnie.
-Mnie ciebie też.- Powiedziała cicho.
-Hej, a może pójdziesz ze mną do mojej jamy, co? Będzie fajnie.
-Naprawdę weźmiesz mnie ze sobą?
-Pewnie. Idź po swoje rzeczy, ja tu na ciebie poczekam.
-Ja jej pomogę.- Zdeklarowała Luiza.Zostałam sama z Kasimem.
-Lubisz róże?- Spytał nagle.
-Tak, to piękne kwiaty. Czemu pytasz?Zamiast odpowiedzieć, wyczarował mi różę i wpiął mi ją we włosy.-Tak ci ładniej.- Stwierdził, a potem jakby nigdy nic dodał.
- Dziewczyny już idą. Odprowadzić was?
-Z wielką chęcią.- Odparłam.Kasim rozśmieszył nas paroma żartami, a kiedy byliśmy już pod moją jamą przytulił mnie na pożegnanie i poszedł z Luizą do siebie.
-O, nie. Nie chcę wojny z Let.- Powiedziałam cicho i wpuściłam Winnie do środka.

C.D. Let albo Kasim albo ja

Od Sheen'y

Usiadłam na krzesełku i zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak przytyłam !? dużo nie jem .. chociaż ostatnio jem coraz to więcej ..
-Haven ?
-tak kochanie ?
-czy nie uważasz ze jestem za gruba - spojrzałam na niego .
- nie .. nie .. - obejrzał mnie od góry do dołu - chociaż ostatnio trochę przytyłaś .
on też to zauważył ~! jestem gruba jak świnia ! Poczułam że zaczynam płakać .
-Sheena ale ty mi się bedziesz zawsze podobała , zawsze będe cię kochał ..! - powiedział przytulając mnie .
-a...a..ale ja wiem że jestem .. g..g.gruba - zanosiłam się ..
-Sheena kotku nie jesteś ! - mówił troskliwie
-jes.. AŁŁŁŁŁŁŁ - poczułam taki ból że gdyby nie haven który stal za mną spadłabym z krzesełka .
-co się dzieje ?
-pewnie się przejadłam ..
- nie .. nic nie jadłaś .
-jadłam kawałek uda ..
-podejrzane .. musimy iść z tym do lekarza - odrzekł i tak zrobił gdy wróciliśmy do domu Haven omal nie nosił mnie na rękach , głaskał mój brzuch ,całował go  , przytulał , rozmawiał ...tak .. jestem w ciąży ! będe miała córeczkę ! i może synów .. ah za kilka dni urodzę .. tylko czemu akurat w zime ! ?

cd-haven

Od Haven'a- o mój boże !

 Razem z Sheeną pędzimy na zebranie. Myśliwi zabrali Space'a i Lunę, więc odjechali. Na razie mamy spokój.Docieramy w samą porę. Sheena dyszy ciężko trzymając się za brzuch.
- Wszystko w porządku? - pytam zaniepokojony.
- T... Tak... Tak... - odpowiada słabo Sheena. Przytulam ją, ciesząc się, że nic jej nie jest. W milczeniu słuchamy Daliana i Damona, a potem (tym razem bez pośpiechu) wracamy do jaskini.Sheena pojękując cicho kładzie się na posłaniu i prosi mnie o wodę. Zaniepokojony jej zachowaniem przynoszę jej wodę i siadam obok. Wilczyca znów łapie się za brzuch.
- Sheena? - pytam zdziwiony. - Co się dzieje?
- Nie wiem. - odpowiada Sheena równie przestraszona jak ja. - Nie wiem...
- Wszystko będzie dobrze... - pocieszam ją. - Śpij... Śpij... Wszystko będzie dobrze... - wilczyca zasypia. Ja kładę się koło niej i w końcu także zapadam w sen.Następnego dnia Sheena ma dobry humor i gdy tylko się budzę już krząta się po kuch ni przygotowując śniadanie.
- Haven! - woła dźwięcznym głosem. Zwlekam się z posłania i idę do kuchni. Sheena daje mi buziaka na powitanie i podaje mi jedzenie. Wszystko jest dobrze.
<dokończ Sheena>

Od Iz

 Kasim poszedł zrobić nam coś do zjedzenia. Wiedziałam, że Let będzie zła z tego powodu, ale co ja mogłam zrobić? Tak jak przewidziałam, zaczęła mi tłumaczyć
.-Tak, jakbyś nie wiedziała, Kasim jest mój.
-Och, wiem o tym, ale on chyba nie.
-Co proszę?!
-Oj, uspokój się, bo ciśnienie ci skacze. Życzę wam szczęścia, naprawdę, ale pytałam się Kasim'a w lesie. Powiedział, że nie ma dziewczyny.
-Ty już się lepiej zamknij!- Warknęła na mnie.
-Słuchaj, Kasim jest słodki, to prawda, ale ja mu się pewnie nie podobam. Ale skoro moja obecność ci przeszkadza, to mogę już iść.Właśnie wstawałam i prawie wychodziłam, gdy nagle przyszedł Kasim. Szedł szybko, nie zauważył mnie i wpadł na mnie. Przewróciliśmy się na ziemię.
-Och, bardzo cię przepraszam.- Powiedział podając mi rękę.
-Dobra, nic mi nie jest.
-Wychodzisz już?- Powiedział trochę zawiedziony. Zerknęłam na Let.
-Tak. Muszę doprowadzić się do porządku i pogadać z Damonem.
-No, skoro tak. Do zobaczenia.
-Pa.- Szepnęłam i odwróciłam się w stronę Letthal.- Do zobaczenia Let.Poszłam w stronę mieszkania Damona.
-Witaj Lily, Damon się obudził?
-Witaj. Tak obudził się, ale nie wygląda za dobrze.- Powiedziała zatroskana.- Nie męcz go za bardzo.
-Postaram się- Odparłam wchodząc do salonu. "Z Damonem jest faktycznie źle" pomyślałam na widok trupio-białej twarzy samca.
-Isabelle, miło cię widzieć.- Powiedział.
-Ciebie też.
-Jaki jest raport z wyprawy? I gdzie Kasim?
-Musiał zostać z Let. -Ucięłam, po czym wytłumaczyłam Damonowi co zrobiliśmy w lesie.
-Hm, dobra robota, ale oni wrócą.
-Wiem o tym. Według mnie, powinniśmy codziennie wysyłać trzyosobowe oddziały, składające się z przynajmniej jednej osoby władającej żywiołami i niewidzialnością.-Dobry pomysł...
-Iz! Damon!- Usłyszałam krzyk, który przerwał Damon'owi. Zobaczyliśmy jak przybiega do nas zdenerwowana Swiftkill.
-Co się stało?- Spytałam.
-Luna i Space są porwani przez ludzi.\
-Co?!- Wykrzyknęłam razem z Damonem i Lily, która właśnie weszła do pokoju.

Cd. (ktoś z naszej czwórki)

Od Silent-myśliwi

 Jestem Alfą, a myśliwi napadli na watahę. Muszę coś zrobić. Tylko nie wiem co!Wbiegam zdezorientowana do jaskini i wpadam na Daliana. Ten z ponurą miną mówi:
- Musimy coś zrobić. Musimy iść po Space'a i Lunę. - kiwam głową i odpowiadam:
- Wiem. - spoglądam na niego z rozpaczą.
- Zwołajmy naradę. - proponuje Lian. Całuje mnie lekko w usta i odchodzi. Ja za nim.Dalian idzie ze mną do jakiejś jaskini i mówi:
- Musisz powiedzieć gdzie mamy się spotkać i o której. - patrzę na niego zdziwiona.
- Dlaczego ja? - pytam.
- Bo ciebie wszyscy słuchają. - odpowiada Lian. Biorę głęboki wdech i podchodzę do dziwnej poskręcanej tuby i mówię:
- Wszystkie wilki mają się zebrać przed jaskinią Alfy za godzinę. Wszystkie wilki. Bez wyjątku. Musimy ustalić strategię. - Dalian kiwa głową, a ja milknę. Mój partner podchodzi do mnie i całuje mnie delikatnie.Wracamy do jaskini i omawiamy wstępną strategię. Po godzinie idziemy na miejsce zebrania, a Dalian wchodzi na podium.
- Jak wiecie na watahę napadli myśliwi. - mówi. - Musimy uwolnić Space'a i Lunę. Musimy obronić się przed myśliwymi. Czy ktoś ma jakiś pomysł jak to zrobić? - pyta, a Damon podnosi łapę. Lian udziela mu głosu.

<C.D. dla Damona i Daliana>

OGŁOSZENIE !

Nabór opiekunów do domu dziecka . chętne wilki niech zgłoszą się do Alfy
chętni do adopcji również mają zgłosić się od alfy

                                                Alfy zimy - Damon & Lily

Wz .

- wataha zaćmienia

Od Space'a

- musicie ruszać i użyć swych wyjątkowych mocy .. oni są blisko - mówiła Ametsa
- mój syn .. Damon zaznał obrażeń ...- dokończyła Chanel
-..poprzez wysłanie oddziałów , jesteście w niebezpieczeństwie - kontynuowała Am .
-ruszajcie nie ma czasu - Chanel wysłałą nas na tereny watahy , mocno ścisnąłem łapę Luny wokół była cisza i nagle .... strzały , ból i zamazany obraz , pamiętam krzyki Luny i nic więcej ...

Obudziłem się w jakiejś przyczepie z luną leżała na mnie  .
-ccco się dzieje ? - pytałem sam siebie bo luna była nieprzytomna .
-jedziemy do obozu - podsunął jeden z wilków który siedział obok .
-jakiego obozu ! - wykrzyknąłem przerażony .
-obozu rozrodczego - powiedział spokojnie .
- jjak to ? luna .. luna obódź się - potrząsałem ją
-co ? ccczy to już wiosna ? - spojrzała na mnie
-Chanel i Ametsa miały racje wiozą nas TAM - mówiłem przerażony


cd- Luna

Szczeniaki Kris'a i Kyaar

1.
Imię:Catch < czyt. kacz >
II imię:Nicko < czyt. niko >
Wiek:szczenię 
Płeć:samiec ,  basior 
Moce i Zdolności :hipnotyzowanie <po mamie >,teleportacja < po tacie > , ma wyjątkową moc zmieniania swojego wyglądu , moc 4-żywiołów 
Charakter :Catch to psotnik , ciągle coś odwala , specjalnie zmienia swój wygląd aby rodzice nie mogli go poznać najczęściej przybiera postać wilka przedstawionego wyżej , lubi drażnić swoje rodzeństwo , jest beztroski niezależnie od tego czy rozmawia z Alfą czy nie jest bardzo wyluzowany .Często wymyka się z jamy aby polować , ganiać zające i jelenie ,czasem kończy się to dla niego nie przyjemnie ...Cechuje go również odwaga i śmiałość 
Rodzice:Kyaarika & Kris
Właściciel<login z howrse >:Kari .
2.

Imię:Minn
II imię:Calista <czyt. kalisa >
Wiek:szczenię 
Płeć:samica , wadera
Moce i Zdolności :przepowiadanie przyszłości<po mamie >,telekineza< po tacie > , ma moce 4-żywiołów ,umie rozmawiać z duchami , demonami , nimfami  , aniołami 
Charakter : Minn to spokojna i ckliwa wadera . Jest bardzo sentymentalna , czuła i otwarta na nowe znajomości . Zawsze łagodna i delikatna ,czasem rodzice mówią że to anioł bo nie hałasuje jednak gdy wychodzi z jamy na spacer ujawnia się jej talent do śpiewu staje się wtedy odważna , szalona , szybka , niepowstrzymana itd.
Rodzice:Kyaarika & Kris
Właściciel<login z howrse >:Kari .
3.
 Imię: Myrtlene<czytaj Majrtlin>
II imię : Zafrina
Wiek: Szczenię
Płeć: Samica
Aura: Rożowy
Moce i Zdolności : Rozmawianie z duchami<po mamie> Przewidywanie katastrof<po tacie> Tworzenie eliksirów miłosnych, rzucanie czaru zauroczenia na inne wilki.
Charakter : Miła, urocza, przyjacielska, kochana, śliczna, przywódcza, odważna, wygadana, kobieca.
Miejsce urodzenia : Wataha Popiołu
Główny żywioł : Powietrze
Historia : Urodziła się tutaj.
Przyjaciele : Rodzeństwo
Partner: Zbyt młoda
Rodzina : Ojciec Kris, Matka Kyaarika, rodzeństwo
Opiekun < jeden z bogów greckich > : Afrodyta
Rodzice : Kris, Kyaar
Marzenia : W przyszłości mieć partnera i być na wyższej pozycji w stadzie.
Pozycja w stadzie *: Zbyta młoda
Właściciel< login z howrse > :00Maro00
4.
Imię: Thor
II imię :Capricorn<czytaj Kaprikorn>
Wiek: Szczenię
Płeć: Samiec
Aura: Czerwona
Moce i Zdolności : Władanie nad mrokiem, Wytwarzanie wokół siebie aury śmierci, Nie odziedziczył mocy po rodzicach
Charakter : Odważny, mroczny, zamknięty w sobie, bywa agresywny, zbuntowany, nie panuje nad sobą.
Miejsce urodzenia : Wataha Popiołu
Główny żywioł : Ogień
Historia : Urodził się tutaj.
Przyjaciele : Nie traktuje rodzeństwa jako przyjaciół.
Partner: Zbyt młody
Rodzina : Matka Kyaarika, Ojciec Kris, rodzeństwo
Opiekun < jeden z bogów greckich > : Hades
Rodzice : Kyaar, Kris
Marzenia : Być niezależnym, panować nad wszystkimi mocami mroku.
Pozycja w stadzie *: Zbyt młody
Właściciel< login z howrse > : 00Maro00

Od Kyaar

 Kris podszedł do mnie i zaczął gadać że zachowałam się jak dziecko, a ja tylko chciałam się przewietrzyć, nie mogę przecież cały czas leżeć w łóżku. Jak miałam niby wiedzieć, że za moment się zacznie. Kris był zdenerwowany i nie dał mi dojść do słowa, więc krzyknęłam, że to już. Pośpiesznie poszedł po swój poradnik i zaczął wertować kartki. Doszedł do właściwego rozdziału i czytał instrukcje na głos, ciągle coś przynosił. Ja robiłam to co czytał. Poczułam ból i nagle pojawiły się...raz, dwa, trzy...cztery szczeniaki! Kris podniósł głowę znad książki i nawet się nie zorientował.
-Więc teraz, weź głęboki wdech i...-zobaczyl wilczątka.Ucałował mnie w czoło i przytulił małe, zaniósł je do wielkiej kołyski. Wszystkie były silne i zdrowe, tylko jeden...był trochę inny.Zmęczona zasnęłam, a Kris poszedł do pokoju szczeniaczków.
(CD Kris)

środa, 29 sierpnia 2012

Od Luny

Zobaczyłam jak Space kroczy w stronę jasnego światła.
-Space zaczekaj!- krzyknęłam.Po chwili trzymając się za łapy weszliśmy w łunę jasnego światła. Naszym oczom ukazały się Chanel i Ametsa. Popatrzyłam zdziwiona na Space'a, wydawało mi się że to tylko sen.
-Wataha Popiołu, a także wszystkie wilki i watahy świata są zagrożone.- zaczęła Chanel.
-Dlaczego?- spytałam.
-Ludzie chcą wyłapać wilki z całego świata. Wader, użyć do rozrodu, wyłonić najsilniejszych samców i także użyć ich do rozrodu, a szczenięta zabić lub sprzedać.- mówiła smutna Ametsa.
- Ale dla nich największą wartość mają wilki wyjątkowe. To znaczy takie, które posiadają skrzydła itp.- dokończyła Chanel.Poczułam się zagrożona, mocniej ścisnęłam łapę Space'a.
-Powinniście wracać.- podsumowała krótko i zwięźle Ametsa.
(dokończ Space)

Od Kris'a

-KYAAR !-gdy ją zobaczyłem prędko położyłem ją na łóżku -jak mogłaś !? naraziłaś nasze dzieci !
-Kris ja ..
-nie rozumiem jak można byc tak nierozważnym!
-Kris ty mi nie poz..
-zachowałaś się jak dziecko ! i to bardzo małe dziecko !
-Kris ja ..
-pomyślałaś o mnie i o mlodych ?
-ale Kris ja ..
-NIE , nie pomyślałaś ja pytam DLACZEGO ?!
-KRIS JA RODZĘ -wykrzyczała i zaczęła skręcać się z bólu
-o boże , o boże idę po poradnik-tak zrobiłem znosiłem różne rzeczy a gdy skończyłem zaczytany zapomniałem o Kyaar
-Kris chodź błagam ! -krzyczała , spełniłem wszystko i czekałem aż się urodzą

cd-kyaar

Od Damon'a

Miałem taki piękny sen .. moje dzieci dorosly założyły rodziny a ja szłem łąkami .. tylko gdzie jest Lily ? w samotnej jamie siedziała staruszka trzymała zdjęcie i płakała .
 podeszłem do niej to było moje zdjęcie ? Lily !
-Lily to ja żyje ! - przytuliłem ją ale moje łapy przeniknęły jej ciało .więc jestem duchem . umarłem !? NIE nie mogę tego zrobić ,próbowałem odzyskać nad sobą kontrolę , otworzyć oczy i skończyć ten straszny sen ale nie moglem moje oczy były jakby sklejone..pomocy ! czułem że jestem cały mokry i gorący , usłyszałem jakieś halasy , płacz , moje uszy !
-boże ratuj mnie -wymamrotałem i nagle poczułem chłodny dotyk trzęsącej się łapy
-Damon -slyszałem zapłakany głos powoli byłem już na naszym świecie ..

cd-lily

Od Lily

-O mój Boże!!!Damon!!!-Zaczęłam go klepać po pysku.On nie reagował-Damon nie chcę Cię stracić!!!Kocham Cię!Nie umieraj!-krzyczałam na ostatku chwili robiąc co w mojej mocy że sama ledwo nie zemdlałam.Usłyszała mnie pomoc.Stałam i patrzyłam jak ratują Damona.Dzieci były przerażone pytały się mnie co się stało, ale nie byłam w stanie odpowiedzieć.Nagle ratownicy zaprzestali ratowanie.
-Przeżyje?-powiedziałam gdy tylko się obrócili w moją stronę.
-Nie wiadomo.Teraz jedyną nadzieją jest on sam.Czy spróbuje zwalczyć to coś by się obudzić czy się podda.Jego ciało zainfekował wirus.To jak zareaguje jego organizm...nie mamy już na to wpływu.Zrobiliśmy co mogliśmy.Możesz jedynie pomóc mówiąc do niego co 5 minut i robiąc mu zimny i gorący okład- na zmianę między uszami- słuchałam w zamarciu, ale z wielką koncentracją.Czekałam cały dzień.Miałam zamiar czuwać całą noc.

<cdn-Damon?>

Od Kyaar

Obudziłam się z długiego snu, gdy Kris podłożył mi pod nos jedzenie, zjadłam wszystko i wciąz byłam głodan więc doniósł mi coś.
-Mamy jeszcze coś?-zapytalam sie.
-Nie...-wymamrotal.Nagle zobaczylam pokoik dla maluchow-byl piekny!Mialam ochote usciskac Krisa, ale on nie pozwolil mi wstac.Wszystko bylo piekne i te male mebelki...Pomimo protestow wyczołgałam się z łóżka i obejrzałam dokładnie wszystko. Kris wyszedł na polowanie i ułożyl mnie do łóżka. Nie chciałam leżeć więc gdt tylko zamknął drzwi wstałam i wyszłam na świerze powietrze. Poszłam do naszego ogródka, gdy poczułam skórcz i upadłam.
(CD Kris)

Od Damon'a

Po tym jak straciłem przytomność obudziłem w jakiejś jamie siedziała nade mną zapłakana Lily .
-Damon  ! żyjesz - uśmiechnęła się przez łzy.
- Lily ..?gdzie dzieci ?- zapytałem wpół przytomny .
- zostały w jamie z opiekunką - odpowiedziała i pogłaskała mnie po łbie  - tak się martwiłam , na szczęście jesteś cały !
-tak jestem . wszyscy wrócili ?
-tak chyba tak .. - odpowiedziała spokojnie
- Lily ja wiem że ostatnio między nami nie było dobrze ale to przez śmierć mojej matki ..
-rozumiem cię Damon ...- przerwałem jej
- ale pamiętaj że zawsze będę cię kochał - ciebie i tylko ciebie tak samo jak moje kochane dzieciaki ..
- musisz odpoczywać , straciłeś trochę krwi więc jesteś osłabiony  ..
- wiesz może się zdrzemnę - stwierdziłem i zasnąłem śniło mi się że umieram a moje dzieci płaczą i że Lily upadła i... nagle ktoś mnie obudził  .
-Damon ?strasznie się wierciłeś nie wspominając o krzyczeniu - mówiła lily troskliwie zaglądając w moje oczy
-a..ale już mi lepiej gdzie dzieci ? - wstałem z łóżka ale upadłem i mocno uderzyłem łbem o posadzkę .
-tatuś ! tatusiu ! -usłyszałem ostatnie słowa i poczułem że już nic nie szłysze ..

cd-lily

Od Mist

Gdy usłyszałam o tym, że nadchodzą myśliwi popędziłam się dowiedzieć co się dokładnie dzieje. Okazało się, że oddziały już ruszyły, ale przy odrobinie szczęścia uda mi się jakiś dogonić. Wybrałam północ, bo podobno była tam tylko Iz i nowy wilk Kasim. Po 3 godzinach męczącej wędrówki wyskoczyłam zza krzaków, a dwa wilki rzuciły się na mnie. Zaraz...to nie były wilki tylko psy myśliwych. Próbowałam je z siebie zrzucić, ale nie mogłam nic poradzić. Jeden z nich dorwał mi się do gardła, ale zręcznie uchroniłam życie robiąc unik. Niestety psy nie dawały za wygraną i gryzły mnie coraz bardziej, w końcu jeden z nich chwycił mnie za łapę i szarpnął nią z niewiarygodną siłą, czułam jak kły wbijają mi się w łapę, a następnie niewyobrażalny ból. Nagle usłyszałam głosy...myśliwi, wołali psy. Wszystkie posłusznie pobiegły do lasu, ale jeden z nich zatrzymal sie na chwilę i przejechał mi pazurami po boku. Z trudem powstrzymałam krzyk. Czym prędzej wstałam i pobiegłam w las...szłam godzinę i doszłam do jakieś polany, straciłam dużo krwi a łapa była w kiepskim stanie. Wiedziałam że muszę odpocząć, ale szłam dalej, gdy nie poczułam mocnego zawrotu głowy. Bezsilna upadłam, a wokół mnie pojawiała się coraz większa kałuża krwi, wypływająca z łapy, modliłam się, aby ktoś mnie znalazł i pomógł...>
(CD-Kto chce)

Od Kasim'a

powoli szliśmy do watahy gdy nagle dojrzałem LET ?!
- Kasim ja nie chciałam cię .. kim ona jest ? - stanęła jak wryta
-Isabelle ,pomagam jej iść -powiedziałem spokojnie .
-aha ..
-ty nie powinnaś odpoczywać ? - spytałem
-powinienam ale ty tak szybko uciekłeś .. slabo mi - powiedziała i upadła ,wziąłem ją pod drugie ramie powędrowałem do swojej jamy . ulożyłem je w pokoju gościnnym na osobnych łóżkach i poszedłem coś ugotować przedtem opatrzając ich rany .

cd- jedna z samic , tylko się nie pozabijajcie xd

Od Iz

-Najpierw sprawdzimy ilu ich jest. To bardzo ważne. Potem skumulujemy nasze moce i stworzymy coś w rodzaju bomby żywiołów. Potem ja wyskoczę z krzaków i odwrócę ich uwagę, a ty w tym czasie podrzucisz im bombę. Kiedy wyślę ci telepatycznie pozwolenie powiesz te słowa:
φωτιά, νερό, γη, αέρα, να μας βοηθήσει!
Kiedy usłyszysz wybuch, zaczniesz uciekać, jakieś pięć kilometrów. Po dziesięciu minutach wrócisz tu, będę tu na ciebie czekać i razem wrócimy do stada.
-To trochę niebezpieczne...
-Masz lepszy pomysł?- Przerwałam mu.
-Nie.- Odparł zmieszany. Widziałam w jego oczach, że przed przyjściem tu, zdenerwował się, ale nie miałam czasu dociekać czemu.
-Świetnie. Teraz podaj mi łapy i zamknij oczy. Pomyśl o czymś przyjemnym.Zrobił jak mu kazałam. Po chwili stworzyliśmy kulę światła.-Super. Weź ją. Teraz się rozdzielimy, ty idź na wschód, ja pójdę na zachód. Resztę planu znasz. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.- Powtórzył.
***
Biegłam trochę, gdy usłyszałam strzały. Schowałam się za drzewem. Zauważyłam pięciu myśliwych. Wysłałam tą wiadomość do Kasima."Tu jest siedmiu" odpowiedział."Zaraz odwrócę ich uwagę" powiedziałam "Teraz!".Wyskoczyłam z krzaków. Spanikowani ludzie strzelili we mnie, ale uniknęłam kuli. Usłyszałam zaklęcie, które wykrzyknął Kasim.Ludzie padali na ziemię jak muchy. Uśmiechnęłam się. Nagle coś mocno ugodziło mnie w skrzydło, odwróciłam się. Przede mną klęczał umierający człowiek ze strzelbą. "Nawet gdy umierają są okrutni" pomyślałam.
-No nic.- Stwierdziłam cicho, składając zranione skrzydło.- Mam nadzieję, że Kasimowi nic nie jest.
-Nie, wszystko w porządku.- Usłyszałam za plecami.
-Ty idioto! Miałeś uciec!
-I cię zostawić? Nie ma mowy.- Stwierdził otaczając mnie ramieniem i pomagając mi iść
.-Dzięki, to miłe z twojej strony. Ale powinniśmy się jakoś inaczej złapać, bo jak zobaczy nas twoja dziewczyna to się wkurzy.
-Dziewczyna? Ach mówisz o Let? Nie jest moją dziewczyną.
-Ach, przepraszam.- Zarumieniłam się.
-Nie ma za co.- Uśmiechnął się.
cd. Kasim

Od Kasim'a - trudne pytanie

-moja pozycja ? jestem samcem beta .,
-a jak to się stało że nim jesteś - zapytała uroczo
-wiesz znam Lily a Atia zrezygnowała z tej pozycji i tak jakoś wyszło ...a twoja pozycja ?
-jestem tylko opiekunem rannych wilków . nie to co ty - spuściła łeb
- hierarchia nic nie znaczy . - odpowiedziałem z  lekkim uśmiechem.
-ulubiona zabawka z dzieciństwa ?
-nie miałem zabawek , dzieciństwa też nie - odpowiedziałem bez emocji .
-ahh - zamilkła - a twoja matka ?
- co moja matka ?-udałem głupiego
- jest tu z tobą , czy gdzieś została ?
-moja matka ... - próbowałem być spokojny ale wstałem i wyszedłem
-dokąd idziesz Kasim ! - krzyczała za mną ale ja uciekałem dalej i dalej przed siebie nie patrząc na drogę ..nie mogłem o niej rozmawiać
gdy biegłem wpadłem na wilki niosiące rannego Damon'a.
-uważaj trochę - oburzyła się Rukia .
-dokąd idziecie ?
-niesiemy ranne ciało .. zaraz masz może moce niewidzialności i 4 żywiołów ...-spojrzałem w niebo była noc
-4 żywioly tak niewidzialność też , mogę czerpać ją z księżyca - powiedziałem .
-ruszaj na północ i to szybko ! - wydali polecenie a ja popędziłem . Gdy dotarłem ujrzałem wadere .
-witaj - powiedziała nieco zdenerwowana - jestem Iz, Isabelle chodź za mną - powiedziała i ruszyła w gąszcz , poszedłem za nią .
-chwila .. nie przedstawiłem się jestem Kasim - dodałem dotrzymując jej kroku .
-dobrze posłuchaj mnie kasim mamy coś ważnego do załatwienia myśliwi zagrażają watadze musisz się skupić - powiedziała wlepiając we mnie oczy .
- to jaki jest plan ?

cd- Iz

Od Letthal

-Ja?-posmutniałam.-Nie, nie miałam. Właściwie...Żyłam od zawsze sama...Ale co było, to było.-spróbowałam się uśmiechnąć.-Ile masz lat?-uśmiechnęłam się.

-Trzy lata.-powiedział.-Jak masz na drugie imię?

-Violence.-powiedziałam.-Jaka jest Twoja pozycja w stadzie?

cd- Kasim

Od Kasim'a

- wiesz właściwie od nie dawna .. -odpowiedziałem . -to jakaś gra w 20 pytań / -zaśmiałem się
- to nie głupi pomysł . 20 pytań ja już jedno zadałam teraz ty  mi - odpowiedziała zafascynowana .
-hmmm .. czy masz na imię Letthal ? - zapytałem leekko się uśmiechając '
-co to za pytanie ?oczywiście że tak  ! - zaczęła jakby się zastanawiać .
- miałeś kiedyś dziewczynę ? - w jej oczach pojawił się blask
-oo.. osobiste pytanie .. i to nie jedną - ukazałem jej swoje zęby szczerząc się jak idiota .
- a ty Letthal ?
-co ja ?
-miałaś kiedyś chłopaka ? hmmm .?

odpowiedź- Letthal

Od Let

-Potrzebuję.-odpowiedziałam cicho.-Towarzystwa...

-Czyli chcesz, żebym z Tobą został?- spytał, chyba lekko zdziwiony.Pokiwałam głową.

-No...No ok.-odrzekł i usiadł koło mnie.

-Długo jesteś już w tej watasze? - spytałam.

cd - Kasim

Od Damon'a

Ruszyliśmy dalej , nagle usłyszeliśmy strzały , zlęknieni zrobiliśmy krok do tyłu
-trzymajcie się mnie - powiedziałem spokojnie i ruszylem do przodu i nagle poczułem ból w prawym skrzydle było przebite na wylot , zerknąłem w krzaki a tam myśliwy , wszyscy spanikowali i zaczęli uciekać , spojrzałem w jego oczy były bezlitosne i pragnące krwi , zamknąłem oczy telekineza uniosłem go w góre  i zabrałem mu broń i zniszczyłem ją nagle usłyszałem krzyki za moim łbem :
-Damon ! UWAZAJ za tobą - gdy się obejrzałem obraz stał się czarny ..pamiętam tylko krzyki moich towarzyszy ..


CDN'

cd- kto chce

Od Kasim'a

- o samotności akurat wiem wiele - odpowiedziałem nieco przygnębiony od razu przypomniałem sobie o matce , o nich wszystkich ..
-emm  , ja przepraszam nie chciałam poruszyć ...-przerwałem jej
-jeśli chodzi o watahe to mogę zaprowadzić cię do samicy alfa bo samiec wyruszył na kontrolę terenów ... - odpowiedziałem ze szkarłatnym uśmiechem .
- byłoby mi milo - odpowiedziała , wziąłem ją na plecy i ruszyłem pod jamę alf . Lily z niecierpliwością czekała na Damon'a .
-ekhm .. - samica spojrzała na mnie
-ach .. to ty Kasim - powiedziała spokojnym tonem .
-tak więc mam nową członkinię - uśmiechnąłem się i położyłem Letthal obok niej . - nie może stać ma złapaną łape , znalazłem ją w lesie ....
-tak . dobrze zaprowadź ją do jamy - widać było zmartwienie w oczach Lily .
- ejj , nie martw się Damon da sobie radę - uśmiechnąłem się do niej i biorąc Let na plecy poszukałem dla niej jamy . wybrała sobie dużą jaskinię niedaleko mojej . poszedłem do lasu i zrobiłem jej posłanie z liści . u łożyłem ją na nim .
-wydaje mi się że to wszystko - odwróciłem sie na pięcie ale ona mnie zatrzymała .
-emm .. Kasim nie mógłbys zostac bo ja z tą nogą ..
-jasne .. ok czegoś potrzebujesz ?

cd-Letthal

Nowy wilk - Camile


Imię: Camile ( w skrócie Cam, Mile)
II imię : Elexin
Wiek: nieznane (nieśmiertelna)
Płeć: samica
Aura: bordowa
Moce i Zdolności : tworzenie tarczy, niewidzialność, telepatia, telekineza, niewiarygodna szybkość, potrafi rozmawiać z ludźmi, umie latać
Charakter : przyjacielska, miła, może być nieprzyjemna z powodu długiej samotności
Miejsce urodzenia : las duchów
Główny żywioł : ogień
Historia : odkąd pamięta, była sama, ale jej to nie przeszkadzało. Pewnego dnia, została zaatakowana przez ludzi. Cudem udało jej się uciec. Znalazła ją Iz z drużyną, która wyruszyła na zwiady. Uzdrowicielka doprowadziła ją do porządku i zaproponowała pozostanie w watasze.
Przyjaciele: Isabella (była pierwszą osobą, która się nią zainteresowała)
Partner: szuka
Rodzina: nie zna, wychowywała się sama w lesie
Opiekun < jeden z bogów greckich > : Selene
Rodzice : nie zna
Marzenia : znalezienie rodziny,
Pozycja w stadzie *: obrońca szczeniąt i par alfa, wojowniczka
Właściciel< login z howrse > : ewcia00

bordowa aura jest dla wilków, które od małego były same, same sobie radziły. Może być również dla agresywnych i nieprzyjemnych wilków.

Witamy w watadze !

Od Iz

Wraz z Damonem i paroma innymi wilkami ruszyliśmy na północ. Długo to trwało, ale po godzinie znaleźliśmy kolejne ciało.
-Czekajcie!- Zawołał Damon i wszyscy okrążyliśmy ciało.- Jeszcze nie do końca wystygło. Myśliwi muszą być blisko.
-Masz rację.- Odpowiedzieliśmy chórem.Nagle usłyszeliśmy szelest, odgłos słabych kroków, jakby ta osoba nie miała siły iść. Po chwili zza krzaków, na ziemię upadła wilczyca
 
Podbiegłam do niej pierwsza.
-Ej, co ci jest?- Spytałam.
- Jak ci na imię?
-Cam. Camile. Oni mnie ścigali. Ludzie.- Powiedziała słabym głosem. W tym czasie reszta już do nas doszła, Haven wziął ją na grzbiet, a Damon wysłał wiadomość do uzdrowicielki.
-Musimy się rozdzielić.- Stwierdził Damon.- Ja, Iz, Rukia i Kris pójdziemy dalej, a ty Haven, razem z Dalianem i tą wilczycą wrócisz do watahy.
-Zgoda.- Wykrzyknęliśmy. Ruszyłam z moją grupą w las.

C.D.N. (jak ktoś chce to może dokończyć)

Od Letthal

Zarumieniłam się.

-Zauważyłam matkę z młodym. Już od kilku dni nic nie jadłam, więc była to dla mnie świetna okazja. Nie wiedziałam, że gdzieś czai się samiec.Spróbowałam wstać. Chwiałam się, a po sekundzie upadłam na trawę.

-Auć!- krzyknęłam.

-Musisz uważać.-odrzekł Kasim.-Twoja łapa jest poważnie złamana. Przez kilka dni będziesz musiała leżeć.

-Jak to, leżeć kilka dni?!- wykrzyknęłam oburzona.- Stracę te kilka dni, a szukam watahy która mnie przyjmie. Cały czas jestem sama, muszę to w końcu zmienić. Wiesz, jak to jest żyć samotnie?

cd- Kasim

wtorek, 28 sierpnia 2012

Od Kasim'a

Gdy przechadzałem się po lesie usłyszałem ciche jęki . nadstawiłem uszu i podążałem w ich kierunku . Gdy wyjrzałem zza krzaków ujrzałem czarną waderę skręcającą się z bólu .
-co ci się stało - spytałem podchodząc do niej .
- długa historia , nie czuje lap ..,- pojękiwała .
- daleko masz jamę? -zapytałem biorąc ją na plecy
-na dzikiej polanie , a co ?
- nic , moja jama jest bliżej opatrzę cię u siebie - stwierdziłem i biegiem ruszyłem do jamy , w kilka sekund byliśmy na miejscu ułożyłem ją na posłaniu i poszedłem po apteczkę . usztywniłem jej łape , opatrzyłem i zabandarzowałem .
- masz złamaną łape a rany wyglądają mi na potyczkę z jeleniem - samica zarumieniła się
- pojawił się z nikąd - tłumaczyła się - zachichotałem .
- jak cię zwą ?
- Letthal .
- miło mi , jestem Kasim - pocałowałem ją w łape .

cd - Letthal

Od Damon'a

Po śmierci mojej matki nic nie było takie samo sama Lily mówiła że się zmieniłem byłem bardzo przygnębiony nie było we mnie życia .. razem zajmowaliśmy się dziećmi które rosły jak na drożdżach gdy nagle pewnego dnia przychodzi do mnie Isabelle z wiadomością o zabitych wilkach .
- zaczekajcie na mnie pod jamą - odrzekłem ona kiwnęła łbem i poszła z oddziałami pod jamę .
-Lily , wiesz obowiązki wzywają - powiedziałem spokojnie
-dokąd się wybierasz ? -zapytała zmartwiona
- muszę rozwiązać problem , niedaleko są myśliwi nie chce żeby coś nam zagrażało - po czym całując ją namiętnie wyszedłem z jamy .
-zbierzcie resztę i powiem wam co dalej . - wydałem rozkaz a oni popędzili po resztę wojowników , łowców , dowódców ... gdy wrócili oczekiwali moich dalszych słów .
-hmmm jest was sporo - powiedziałem - lewa strona  idzie na wschód - wskazałem na wilki znajdujące się po mojej lewej stronie kilka z nich < ok . 7 > pobiegło we wskazanym kierunku .- ci z prawej na zachód - wykonali polecenie i zostało 10 pozostałych - wy na północ , wy na połódnie gdy coś zauważycie dajcie mi oraz innym znać telepatycznie .- kiwnęli a ja poszłem w głąb watahy .


CDN

cd. kto chce ?
w jakim jesteście oddziale ? co zauważyliście ?

Od Iz

Po śmierci obu alf, razem z pozostałymi tropicielami i obrońcami stwierdziliśmy, że trzeba wzmocnić czujność. Tak więc wybrałam się na zwiady.Kiedy dotarłam do granicy naszych terenów, wyczułam zapach zgnilizny, więc poszłam sprawdzić co to. Zaledwie dziesięć metrów od naszej granicy, znalazłam dwa zdechłe wilki, obdarte ze skóry. Zdusiłam krzyk, który cisnął mi się na usta.
-To straszne.- Wyszeptałam. Po chwili usłyszałam strzały. "Ludzie" pomyślałam.Poleciałam do Damona, którego znalazłam w jego jaskini. Zrelacjonowałam mu wszystko, co widziałam i czego się dowiedziałam, dzięki wniknięciu do umysłów tamtych ludzi.
-Myśliwi rozbili obóz pięć kilometrów od granicy naszego terenu. Musimy wzmocnić obronę.- Powiedziałam na zakończenie.

(Niech ktoś dokończy, proszę)

Od Atii

Gdy Matt wrócił do domu postanowiłam że coś mu powiem ...
-wiesz synu ja .. już nie jestem taka jak dawniej . chociaż mam dobrą opiekę to ja ... nie daje rady
-CO TY OPOWIADASZ - wyskoczył Matt .
- muszę odejść szukać szczęścia zajmij się sobą i Shayde ...
-mamo co ty mówisz ...
- Zeus zabierze mnie na Olimp obiecał mi że będę tam z mamą ...
-ale...
- bez żadnych ale ja tak chce ja tak zrobię - powiedziałam , wstałam z fotela i klaszcząc w dlonie zniknęłam byłam na Olimpie i zobaczyłam moją matkę , rzuciłam się jej na szyje  i płakałam ze szczęścia że ją widzę ... już nigdy nie wrócę chce tu zostać do końca życia !

Od Shayde

Matt zrobił bardzo dobrze zabierając swoją matkę do nas, ona teraz potrzebowała kogoś bliskiego u boku.Kiedy Matt'a nie było ja starałam się rozmawiać z Atią, żeby nie czuła się samotna, cały czas miała jakieś towarzystwo. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie..

Od Kris'a -,, przykładowy ojciec"

Gdy Kyaar zasnęła sięgnąłem po nasz komputer i zacząłem czytać w poradniku jak być ,,przykładowym ojcem "  postanowiłem zamówić sobie tą książkę . dotarła szybko bo za godzinę wystarczyło podpisać i jest MOJA ! Usiadłem w fotelu i poszukałem rozdziału ,, Ciąża " błyskawicznie przeżuciłem kartki i zacząłem czytać .

1.Przede wszystkim należy zadbać o komfort odpoczynku samicy . v
spojrzałem na jej posłanie wszystko chyba było w porządku miała miękkie poduchy , czystą pościel , ciepłą pierzynę ... zrobiłem znaczek przy tym punkcie i czytałem dalej .

2. Należy zadbać o to aby wadera nie była głodna . v

Kyaarika nie narzekała na głód więc od razu postawiłem znaczek .

3. Trzeba przygotować pokój i akcesoria dla maluchów . x  v

To najważniejsze a o tym zapomniałem ! Od razu pobiegłem do lasu był wolny pokój w naszej jamie brakowało tylko mebli .. zacząłem : piłować , malować , przybijać  a potem przywlokłem wielką kołyskę , szafki , przewijak , wanienkę itd. do jamy i umeblowałem . wystrugałem jakąś pozytywkę zrobiłem kupę miśków kupiłem butelki , smoczki , CIUSZKI i przeszedłem do punktu 4 zaraz po postawieniu znaczka

4.Trzeba zadbać o to aby samicy nie było nudno , niczego jej nie brakowało o ciszę w jamie aby mogła wypocząć . v

Cóż to chyba wszystko zapomniałem o całym bożym świecie a zaczytany  czytałem teraz ,, Co w trakcie porodu ? "

CDN

Od Kyaar

-Moze ciasteczko?-zapytal sie Kris po nafaszerowaniu mnie zupa.
-Nie-odpowiedzialam spokojnym tonem.
-A kurczaka?
-NIE-powiedzialam stanowczo.
-No to chociaz udko dzika?
-NIE!-krzyknelam
-To chociaz...
-NIE!!!!!!!!!!-Wydarlam sie na cale gardlo, a Kris przerazony zniknal za drzwiami, zaraz potem zjawil sie z galaretka.Zniechecona opadlam na lozko.
-Otworz buzie powiedzial Kris i wepchnal mi do niej galaretke.
-Wystarczy-wymamrotalam, a zaraz potem wbrew protestom Krisa wstalam i pobieglam do lazienki i zwymiotowalam.Kris przybiegl do mnie i zaniosl mnie do lozka.Przyniosl udo dzika.
-Nie...-wyszeptalam, a on wpakowal mi wszystko do buzi i mowil:
-Zwymiotowalas polowa jedzenia, teraz nie macie co jesc.Wyszedl na chwile i wrocil z zupa. Spojrzalam na niego wscieklym wzrokiem.
-To dla mnie!-bronil sie i zaczal jesc.Spojrzalam na niego i zasnelam.
(CD Kris)

Nowy wilk - Kasim


Imię:Kasim
II imię :Cristyn<czyt . kriszczin >
Wiek:3 lata 
Płeć:basior , samiec 
Aura:brązowa
Moce i Zdolności :natura , pan i strażnik nocy , czerpie moce z księżyca i gwiazd , elektryczność , ogień , woda , ziemia , powietrze ,telekineza , geokineza , hydrokineza , biokineza , chronokineza , mrok i cień ,porozumiewa się z duchami i zmarłymi , przewiduje przyszłość , podróżuje w czasie ,siła fizyczna , wysoki poziom zwinności i szybkości ,teleportacja < gdy się teleportuje zostaje po tym popiół > 
Charakter :Kasim jest to odważny basior który niczego się nie boi, jeżeli na czymś mu zależy odda za to życie , jest wierny i trochę roztrzepany, można powiedzieć że szalony . Szybkość i zwinność sprzyja  temu że nigdy nie wraca z polowania z pustymi łapami . Jak kocha to namiętnie i do szaleństwa .Nie lubi nie wdzięcznych wilków irytuje go to w razie potrzeby jest bardzo agresywny i waleczny .
Miejsce urodzenia :Wataha Słońca, jama Alf 
Główny żywioł :ziemia
Historia :Pewnej wiosennej nocy w watadze słońca na świat przyszły 4 szczenięta : Kasim , Caroline , Max i Piyuko . W dniu narodzin matka troskliwie tuliła je do siebie a ojciec alfa patrzył na nie srogim okiem kolejne darmozjady do wykarmienia nie byly mu na rękę szczególnie że był to już 3 miot z jego 6 partnerki . Pozostawiał więc on Betsy całe dnie samotnie w jamie , wadera była wykończona ale ukrywała to przed srogim obliczem Kros'a < tak miał na imię ojciec Kasima > codziennie musiała karmić , przewijać , usypiać , uczyć , bawić się ze szczeniętami do tego obowiązki samicy alfa gotowanie , sprzątanie , polowanie , papierkowa robota w dodatku musiała usługiwać mężowi i posłusznie czekać na niego w sypialni . Codziennie była coraz słabsza , mniej spała i nie wiele jadła .  Jakiś czas później Betsy była juz w 4 ciąży < Kasim był wteddy nastolatkiem  >gdy dowiedział się o tym Kros zamknął ją w ciasnej norze i co 2 dni donosił nędzne jedzenie wychudzona i słaba z trudem wydała na świat swoje ostatnie dziecko ... Zdechła nikt jej nawet nie zakopał a jej partner nie przejął się jej śmiercią zawsze mógł mieć inną . Dla Kasima była to tragedia  teraz ojciec pastwił się nad nimi szczególnie na Piyuko . na Kasimie spoczywało wiele obowiązków jego ojciec upatrzył sobie jego na przyszłego alfę musiał m.in brać udział w walkach na śmierć i życie z wilkami które chciały zdobyć tron  , dawać ,, nauczkę " zdrajcom , walczyć ,polować ... Zazwyczaj wracał do jamy po zmroku wraz z ojcem . Gdy wracali ojciec kazał Piyuko mu usługiwać kiedy ta sprzeciwiła się zaczął ją bić tak że padła na posadzkę zakrwawiona i nie przytomna  gdy jeszcze raz uniósł łape kasim rzucił się na niego i zaczął wgryzać się w jego gardło , krew się polała a jego ojciec był martwy . nic nie dało ratowanie Piyuko . Kasim w mroku odszedł wraz z resztą rodzeństwa zostawiając ojca i pusty tron . Piyuko pochowali niedaleko w lesie obok ich matki . Później rozdzielili się a Kasim trafil tu ,uśmiechem zakrywa swój ból i cierpienie ... 
Przyjaciele :Martin .
Partner:brak 
Rodzina: 
-matka - Betsy , ojciec - Kros 
-rodzeństwo - Caroline , Piyuko , Max
Opiekun < jeden z bogów greckich > : Eros
Rodzice :Betsy & Kros
Marzenia :znaleźć kogoś z kim mógłby założyć rodzinę .
Pozycja w stadzie *:samiec BETA 
Właściciel< login z howrse > :Kari .

brązowa aura jest dla wilków które wiele się wycierpiały w swym życiu i widziały ktoś umiera na ich oczach są zazwyczaj ciche ale zdarzają się też uśmiechnięte wesołe szalone które ukrywają tak swój wewnętrzny ból , często wilki ziemi lub natury ale zdarzają się inne przypadki

Od Letthal


Właśnie spacerowałam po nowo odkrytym przeze mnie lesie. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Szybko wskoczyłam w krzaki i wypatrywałam "tego czegoś". Okazało się, że to samica sarny z młodym. Już od kilku dni nic nie jadłam, więc nadarzyła się okazja. Przygotowałam się do skoku i...hop! Naskoczyłam na małą sarenkę. Oczywiście wiedziałam, że nie pójdzie tak łatwo. Matka broniła dziecka. Nie zauważyłam, jak zza drzew wyszedł wielki samiec sarny, bodajże ojciec małego. Swoim wielkimi rogami uderzył mnie tak mocno, że poleciałam na drugi koniec kawałka lasu. Sama sobie nie pomogę, więc mam nadzieje że ktoś mnie znajdzie. Inaczej będzie po mnie...

Nowa wilczyca - Letthal



Imię: Letthal
II imię : Violence
Wiek: 3 lata
Płeć: Samica
Aura: Czerwona
Moce i Zdolności : Potrafi komunikować się ze zmarłymi. To ona jest odpowiedzialna za życie, i śmierć na planecie.
Charakter : Letthal to bardzo tajemnicza wilczyca. Trudno się z nią dogadać. Jest raczej samotniczką. W młodości została wiele razy skrzywdzona, co odcisnęło się na jej charakterze. Aczkolwiek gdy się już ją pozna, staje się świetną przyjaciółką oraz partnerką.
Miejsce urodzenia : Gdzie się urodziła - nie wiadomo. Wychowywała się w Sekretnym Lesie.
Główny żywioł : Ogień
Historia : Nie znała swojego stada. Gdy pierwszy raz otworzyła oczy, nikogo przy niej nie było. W ten sam dzień znalazła ją rodzina dzikich kotów. To oni się nią zaopiekowali. Ale gdy urosła, nie była już małym szczeniaczkiem. Musiała odejść. Od tego czasu sama dreptała się po świecie.
Przyjaciele( zakładka nie konieczna można uzupełniać ): Właściwie wszyscy.
Partner: Poszukuje. Zakochuje się mocno, jest wierna swojemu partnerowi.
Rodzina
Opiekun < jeden z bogów greckich > :
Rodzice : Rodziców nie znała.
Marzenia : Chciałaby poznać swoich rodziców i wygarnąć im wszystko.
Waga i Wzrost : Długość ciała: 123 cm, długość ogona: 40 cm, długość ciała - 78 cm, waga: 47 kg
Pozycja w stadzie *: Opiekunka rannych wilków. Zna wiele lekarstw oraz umie dogadać się z rannymi.
Właściciel< login z howrse > : Lea♥

Od Swiftkill


-A własnie dlaczego... leżałaś na ziemi? - spytała Rin

- Booo.... nie pamiętam
Sięgneła do pamięci ale niczego nie pamiętała. Nagle pojawił się przed nią obraz Bloodspill.
- Blood - odpowiedziałam
- Kto to? - zapytali oboje
- To moja siostra - zdziwiłam się z jaką łatwością z nimi rozmawiam.
Ukazał mi się przed oczami nasz obraz

Westchnełam.
- Ale to już przeszłość
- Dlaczego? - spytał Jake
Nie chciałam o tym rozmawiać, to za bardzo bolało. Chyba zrozumieli bo o nic więcej nie pytali.















Westchnełam.
- Ale to już przeszłość
- Dlaczego? - spytał Jake
Nie chciałam o tym rozmawiać, to za bardzo bolało. Chyba zrozumieli bo o nic więcej nie pytali.

(Rin dokończ)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Od Rin


Kiedy przechodziłam skałami,zobaczyłam wilka. Leżał. Wydawoało się że nie żyje. Podeszłam do ''Kulki.''Przyłożyłam łapę do serca i biło.
-Hm... CO to za kulka? Spytałam sama siebie.
Przytaszczyłam wilka do mojej jaskini.,, Rozpaliłam ognisko. Urzyłam Magii i troche uleczyłam ''kulkę''. Usłyszałam jak zaczęła głośno oddychać. Powoli wsatła.
-..Hm... Kulko?Kim jesteś? SPytałam.
-Jestem Swiftkill. A ty? I czemu mnie uratowałaś? I wogule gdzie jestem? Samica zaczęła się mnie o wszystko wypytywać.
-Ja... Jetsem Rin...Uratowałam cię? NIE... Znalałam kulkę jak szłam na spacer. A zaopiekowała isę z grzeczności.. Jestem Nowa w stadzie.. I porostu nie zama nikogo.. Wiesz co Nidługo będzie mój brat..Musisz go poznać..Powiedziałam i uśmiehcnęłam. Zapadła cisza.. Nagle usłyszałyśmy kroki. Wszedł mój brat.Zarumienił się kiedy spojrzał na Swiftkill. Podszedł do niej.
-Hm..WItaj... Powiedział.
-Hej... Odpowiedziała.
-Jestem Siostrą Rin... Eh...Znaczy Bratem..
-Heh..Samica wybuchła śmiechem.
-Dziękuje.... Powiedziała Samica.
-A własnie dlaczego... leżałaś na ziemi? Spyatłam
<Swiftkill Dokończ>

Od Kris'a

Gdy dotarliśmy nie mieliśmy pojęcia jak się za to zabrać to był nasz pierwszy raz .. zaczęliśmy się całować a potem już instynkt zrobił swoje .
Rankiem gdy kyaarika sie obudziła zrobiła test . okazało się że się udało ! będziemy mieli dzieci !szczęśliwy jednak postanowiłem zachować zdrowy rozsądek kazałem jej odpoczywać i ciągle nadskakiwałem Kyaar . ciągle jej dogadzałem i nie miałem czasu nawet usiąść .
-kochanie musisz coś zjeść !
-Kris dopiero co jadłam . nie jestem głodna
-skarbie ty nie ale małe tak ! - tłumaaczyłem się i faszerowałem ją nadal
-Kris nie mogę zaraz pękne !- płakała .
-ostatnia łyżeczka i spokój . - powiedziałem a gdy oróżnila talerz zrobiłem jej herbaty .
- może ciasteczko ?
-NIE - wycedziła pospiesznie .

cd- Kyaar

Od Kyaar

-Tak Kris, tak! Zawsze...chcialam.
Kris zrobil zabawna mine i poszlismy do jamy...

(CD Kris)

Od Swiftkill


Siedziałam pod drzewem gdy nagle, usłyszałam że ktoś jest za drzewami. Zignorowałam to ,,pewnie wiewiórki lub zające". Położyłam się i popatrzyłam w niebo. Obok mnie przemkną jakiś cień... duży cień. Wstałam i rozejrzałam się.
- Na pewno coś mi się przewidziało - wróciłam na swoje miejsce
Miałam okropne uczucie że jestem w niebezpieczeństwie ale nie chciało mi się w to wierzyć. Spuściłam głowę na ziemię, jeszcze raz się rozejrzałam. Usłyszałam za sobą śmiech. Gwałtownie zebrałam się na nogi i odwróciłam. Nikogo tam nie było. Po raz drugi usłyszałam śmiech. Był mi znany. Odwróciłam się powoli.
- Bloodspill
- Witaj siostrzyczko - uśmiechnęła się złowieszczo
Zaczęłam biec przed siebie, nieważne gdzie byle jęk najdalej od niej. Słyszałam jak biegnę za mną. Spojrzałam w tył, już jej nie było. Nagle, zabrakło mi gruntu pod nogami. Zaczęłam spadać w dół. Uderzyłam ciałem o ziemie. Wszystko zaczęłam widzieć przez mgłę. Zemdlałam.

(Ktoś może napisać ciąg dalszy)

Od Space'a

- to dobrze - powiedziałem i ruszyliśmy na spacer , nie wiem czemu ale mocno ściskałem jej łape . udaliśmy się do jakiegoś źródełka , przysiedliśmy tam . zacząłem pić , Luna przyłączyła się . po chwili usłyszałem hałas , gdy odwróciłem się zobaczyłem lune .
-luna co ty robisz? -zapytałem widząc jak się turla .
-chodź - zaśmiała się i zwaliła mnie z nóg. sturlaliśmy się z góry .głośno się śmiejąc
gdy się zatrzymaliśmy leżałem na niej . cmoknęłem ją w pyszczek i ruszyłem w strone jakieś łuny światła palącego w oczy ..

cd. luna

Od Luny


Świetnie bawiłam się ze Space'm w królestwie obłoków, turlaliśmy się, ganialiśmy, przewracaliśmy zupełnie jak szczeniaki. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak z nim. Gdy byliśmy zmęczeni położyliśmy się na miękkim obłoku.
-Luna chciałbym, żeby to miejsce pozostało naszą tajemnicą.- powiedział spokojnie.
-Obiecuję, że nikomu nie powiem o tym miejscu.- odrzekłam patrząc w jego piękne oczy.
(dokończ Space)

Od Luny

Świetnie bawiłam się ze Space'm w królestwie obłoków, turlaliśmy się, ganialiśmy, przewracaliśmy zupełnie jak szczeniaki. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak z nim. Gdy byliśmy zmęczeni położyliśmy się na miękkim obłoku.
-Luna chciałbym, żeby to miejsce pozostało naszą tajemnicą.- powiedział spokojnie.
-Obiecuję, że nikomu nie powiem o tym miejscu.- odrzekłam patrząc w jego piękne oczy.
(dokończ Space)

Od Space'a-przygody w królestwie obłoków

Było cudownie , chodź przyznam na początku bałem się że chmura zarwie się pod moim ciężarem
-Chodź za mną - powiedziała rozweselona Luna .
zrobiłem to starałem się nie zgubić . biegnąc dotarliśmy do jakiś wrot , podeszłem bliżej a one lekko się rozchyliły , razem przecisnęliśmy się przez otwór i .. chmura się zarwała ! leciałem w dól luna popedziła za mną i poczułem coś miękkiego pode mną  . byliśmy na jakby miękkim chmurnym łożu , usłyszeliśmy muzykę . byliśmy blisko siebie a ja jakby przez przypadek położyłem swoją łapę na łapie luny . spojrzelismy na siebie i uśmiechnęliśmy . przez dluższy czas patrzylismy sobie w oczy a nasze pyszczki były coraz blizej siebie i ...otrzasneliśmy się .

Wstaliśmy i ruszyliśmy dalej , trzymając się za łapy .
- dziwne że wczesniej cię nie widziałem - powiedziałem do luny .
- tak .. ja ciebie widziałam - uśmiechnęła się - wtedy byłeś z Atią ...
-nie wspominaj o niej chce o tym zapomnieć i ulożyc sobie życie na nowo ...

cd - luna

Od Luny

Słuchając Space'a zrobiło mi się smutno. Wprawdzie rozumiem Atię, straciła najbliższą jej osobę, ale Space'owi też jest przykro. Gdy basior wypowiadał ostatnie słowa opowieści zaczął płakać.
-Spokojnie, jeszcze wszystko się ułoży.- nie wiem dlaczego,ale mówiąc to przytuliłam go do siebie.
-Skąd możesz to wiedzieć?- poweidział patrząc na mnie wzrokiem szczenięcia.Nie myślałam, że kiedyś spotkam tak uczuciowego wilka.
-Po pierwsze musisz się odprężyć.- rzekłam myśląc że to pomoże.
-Tak myślisz?- poweidział ocierając łzy.
-Tak. Może to zabrzmi dziwnie, ale złap mnie za łapę.
-Po co?
-Zaufaj mi.- odpowiedziałam.
-Dobrze.- powiedział podając mi łapę.Po chwili unosiliśmy się w powietrzu. Zabrałam go w miejsce które nie dawno odkryłam-"królestwo obłoków". Wylądowałam na jednej z chmur i położyłam się na niej.
(dokończ Space)