czwartek, 12 lipca 2012

Od Ametsy

Miałam właśnie iść za luveit'em i dziećmi kiedy zagadał do mnie soth . jego rozmowa skrępowała mnie . ,, kocham cię " i ten pocałunek ? tego było za wiele jak na jeden dzień musiałam to przemyśleć . wybiegłam z lodziarni i ze spuszczonym łbem szłam za luveit'em i dziećmi . usłyszałam soth'a .
- Nie pozwolę żebyś tak ją traktował - krzyknął i mocno uderzył go  w twarz , luveit krwawił , rzucił się na sotha , szybko odciągnęłam dzieci .
- Przestańcie - krzyknęłam . oni nie słuchali .
- Ametsa woli mnie - ciskali się do siebie .
- Odwal się od niej - krzyczał luveit .
odeszłam z dzieciakami , taka walka o mnie ? po godzince ; luveit wszedł do jamy .
- W końcu , już nie będzie cię nachodził
- Co mu zrobiłeś? Gdzie on jest ? - zanim skończyłam wybiegłam z jamy leżał cały zakrwawiony wzięłam go na plecy i ułożyłam w naszej jamie w pokoju gościnnym.
- Po co go tu przyniosłaś ?
- Jest nowy z resztą jak ty go potraktowałeś ? każdy ranny członek watahy może leżeć w mojej jamie , on jeszcze nie ma swojej , więc to konieczne .
- Gdy się wyliże ma stąd odejść - zdecydował .
- nie będziesz mi rozkazywać - spoliczkowałam go i zamknęłam się w swoim pokoju .

<cd. luveit lub soth >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz