Tej nocy zostalismy na Olimpie. Rozbilismy obozowisko w pieknym ogrodzie. Cieplo bijace od ognisko ogrzewalo nas, a pyszna goraca czekolada sprawiala, ze czulismy sie sczesliwsi...W koncu wiekszosc wilkow poszla spac, a ja zaprosilem Lily do mojego namiotu. Owinieci w spiwory zaczelismy rozmowe. Lilias wciaz smiala sie z mechanicznej pieluchy, a ja myslalem, ze zapadne sie pod ziemie. Usterka latala z duchami wiatrow, wiec naszczescie nie miala okazji dopowiedziec jeszcze innych "zabawnych" historii. Lilias opowiedziala mi o tym co sie dzialo dy bylem nieprzytomny.
-Martwilam sie, ze z tego nie wyjdziesz...Slowa Lily byly takie cudowne...martwila sie o mnie, ja nie moge uwierzyc. Uwielbiam spedzac czas z Lily. Pomimo okolicznosci, sprawia ze czuje sie sczesliwy. Lily wyszla na chwile po cos do swojego namiotu. Nagle do srodka wkoczyla moja smoczyca.
-Widze, ze ktos tu sie zakochal.-zasmiala sie.
-Przestan, nie masz racji-odezwalem sie, choc w glebi serca czulem, ze to nie prawda, bo gdy widze Lilias moje serce zaczyna bic szybciej, jej glos i to co mowi, jest cudowne, a przy niej czuje sie szczesliwy...Do namiotu weszla Lilias, ktora uslyszala moje glosne rozmyslania...
(CD Lily)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz