Patrzę w wielkie, bursztynowe oczy wtulonej we mnie Sheeny. Chciałem ją zapytać o... Ach, nieważne. Nawet ja sam nie jestem na to gotowy, a co dopiero ona...
- Myślałeś nad czym? - pyta mnie znowu Sheena.
- Czy ty nie chciałabyś... pójść na Olimp? - w odpowiedniej chwili gryzę się w język i nie mówię tego co krąży mi po głowie.
- Na pewno nie bez ciebie. - odpowiada moja Sheena i przytula się do mnie. Zamyślam się, a ona zasypia. Nie zauważam tego i nie zabieram jej na posłanie. Tak dobrze mi się myśli... Sheena jest moim natchnieniem...[...]Po godzinie czy może dwóch, orientuję się, że Sheena śpi. Zanoszę ją do sypialni, przykrywam i sam kładę się obok niej. Długo nie mogę zasnąć, ale w końcu rytmiczny oddech Sheeny mnie usypia...[...]Budzi mnie lekki pocałunek Sheeny. Przekręcam się na drugi bok i próbuję dalej spać, ale Sheena nie daje za wygraną. W końcu gdy zaczyna mówić o śniadaniu, głód bierze górę nad lenistwem, więc wstaję i wlokę się do jadalni. Sheena przygotowała świeżego jelenia, a ja zjadam go ze smakiem.
- Haven? - zaczyna nieśmiało Sheena.
- Mmm? - odpowiadam z pełnym pyskiem.
- Chciałam zapytać....
<C.D. dla Sheeny>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz