Otoz uslyszalem, ze ostatnio w watasze jednemu z wilkow ukazal sie bog-Zeus. Pomyslalem wiec, ze skoro bogowie sa tak aktywni-porozmawiam z Hefajstosem-moim opiekunem, a raczej...ojcem. Podobno wiekszosc z opiekunow wilkow to ich rodzice... Nie wazne. Spojrzalem w niebo i wymowilem.
-Ojcze, prosze odezwij sie.Ujrzalem blysk i nagle przed oczami stanal mi duzy, umiesniony brazowy wilk, z wieloma bliznami na ciele. Na sobie mial poplamiony sadza fartuch i pas z narzedziami.
-Witaj, synu. Co chciales...
-Porozmawiac.
-Zadziwiajace! Ja tez mialem taki zamiar...
-A wiec mow-poposilem.
-Synu, lezy na tobie wielka odpowiedzialnosc.-powiedzial powaznym tonem.
-YYYY...-Wiele cie czeka jeszcze w zyciu, ale ty razem z Usterka macie wazna role do odegrania.
-Ja...
-Bedzie na was czychac wiele niebezpieczenstw, ktore moga rowniez zagrazac bliskim tobie osobom. W watasze jest jeszcze bezpiecznie, ale poza nia...Musisz uwazac.
-Tato...
-To dla ciebie.-wreczyl mi mlot.-Mam nadzieje, ze bedzie ci dobrze sluzyl. Przyda ci sie...-rozblyslo swiatlo i zniknal.
-Ale...Nie lubilem tego! Tata zawszze byl taki tajemniczy i to ze jestem jego synem wiazalo sie z wieloma niebezpieczenstwami. Mowil ze tu, jestem bezpieczny. Pograzony w myslach zasnalem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz