Spacerowałam lasem. Myślałam o Silent i Haven'ie. Wciąż to, że jesteśmy rodziną wydawało mi się nieprawdopodobne. Jednak widziałam, to w wizji. Mogłam być prawie pewna..W drodze powrotnej do jaskini mój amulet zaczął świecieć. Zignorowała go, to nie był pierwszy raz. Nagle raptownie się zatrzymałam. Nie mając kontroli nad swoim ciałem ruszyłam w stronę przeciwną, z dala od watahy.. Coś lub ktoś mną kierował, nie mogła nic zrobić. Krzyczałam, żeby ktoś mi pomógł, jednak to nic nie dało.Wędrowałam w ten sposób bardzo długo. W pewnej chwili mój medalion przestał świecieć i poczułam, że mam znów nad sobą kontrolę. Rozejrzałam się. Nie było tu nikogo.. Pustkowie. Była to jakaś góra, ale prócz tego nie wiedziałam nic o tej okolicy.. Wspięłam się wyżej i podeszłam bliżej krawędzi. Widok był niesamowity. Zaczęłam wyć do księżyca z niadzięją, że ktoś mnie usłyszy. Wiedziałam, że to nie możliwe, jestem wiele kilometrów od mojej watahy, ale zawsze warto spróbować.. W pewnej chwili poczułam że ktoś mnie odepchnął. Straciłam grunt pod nogami i zaczęłam spadać. Kontem oka zobaczyłam czarny ogon wilka.. Szybko wzniosłam się w powietrze, w końcu potrafię latać. Wylądowałam na jednej ze skał. Ktoś umyślnie próbował mnie zepchnąć, zabić. Wiedziałam, że nie jestem tu sama. To przez mój medalion tu jestem, więc wiem, że nie bez powodu.Rozglądając się na wszystkie strony myślałam, kto to był.. Zaczęłam się niepokoić. Nie jestem tu sama, nie wiem co robić. Nagle usłyszałam pękający patyk "Mam cię!" - pomyślałam. Byłam pewna, że to ten tajemniczy wilk, który próbował mnie zepchnąć. Poleciałam szybko w stronę hałasu i zobaczyłam go..
-Witaj, Shayde..-odezwał się wilk
-Skąd znasz moje imię!?-pytam zdenerwowana
-To ja cię tu sprowadziłem.. Mam do ciebie pewną sprawę-ognoruje moje pytanie i mówi dalej
-Ale.. ja cię nie znam..-zdezorientowana wtrąciłam sięWilk patrzy na kępkę kwatów, jego oczy zaczynają lekko świecieć na fioletowo. Nagle kwaty zaczynają więdnąć..
-Jak to zrobiłeś?-odruchowo pytam
-Już niedługo będziesz wiedzieć!-śmieje się wilkW pewnej chwili zaczyna tworzyć kulę z ognia. Próbuje oderzyć nią we mnie. Ja jednak szybko ją przejmuję i odpowiadam tym samym atakiem Trafiam. Po chwili jego oczy znowu zaczynają lekko świecieć na fioletowo. Patrzy się na mnie. Po chwili czuję coś, jak nagłe uczucie w klatkę piersiową. Następnie nagłą falę ciepła i ból na całym ciele. Nie wiem co się dzieje. Upadam i skręcam się z bólu wyjąc przeraźliwie. Nie mogę tego znieść. Na parę sekund tracę przytomność. Wilk to zauważa i odwraca wzrok. Wtedy się budzę. Zdaje sobie sprawe, że to musi być jakaś moc. Nie mogę wstać, bo gdy tylko próbuję znów czuję ból. Wilk podchodzi do mnie. "Teraz mnie dobije.." - myślę. Ten jednak lekko przymyka oczy i zaczyna wyć do księżyca. Tworzy się wielka, świecąca kula. Mój medalion ją pochłania.
-Oddaje ci pewną moc..-zaczyna mówić wilk-Moc zniszczenia.. możesz niszczyć do wolne rzeczy, rośliny, zwierzęta.. możesz nawet zabić. A wszystko to wzrokiem. Jest jednak haczyk-lekko się usmiecha-nie umiesz nad nią panować.. Na początku będziesz niszczyć wszystko na co spojrzysz. Może się nauczysz nad nią panować. Jeśli nie.. nikt się do ciebie więcej pewnie nie zbliży-śmieje się
-Czemu.. dajesz mi tą moc?..-pytam. Mój głos drży
-Ponieważ ty jesteś.. tą wybraną..-wilk podaje mi księge. Ja wstaje. Już nic mnie nie boli, więc biorę księge.
-Co to księga?..-pytam
-Księga Magii. Znajdziesz tam mnóstwo informacji. Jest tam też coś o tobie.. Poszukaj swojego medalionu-daje mi wskazówkę.Wilk odbiega. Nie idę za nim. Stoję jak paraliżowana. Postanawiam wrocić do watahy. Jednak gdy tylko popatrzyłam na drzewo zaczęło gnić.. "To to, o czym mówił.. Zabijam wszystkie stworzenia!" Z przerażeniem stwierdzam. Zaczynam się bać, niepokoić. To jeszcze bardziej pogorsza sytuację.. Wszytsko wokół umarło. Wszystkie rośliny.. Czuję nagły smutek i co dziwne, spokój. Podbiegłam dalej. Wszytsko było takie jak wcześniej! Ucieszyłam się, ale mój uśmiech spowodował powrócenie mocy, wszystko zaczęło umierać.. Gdy znów stałam się opanowana, spojona wszystko wróciło do normy. "Muszę panować nad emocjami.." Stwierdzam. I to prawda..Teraz wracam do watahy. Nie wiem co zrobię, ale na razie nie mogę się uśmiechać, śmiać, złościć.. Nic. Muszę być spokojna.. taka opanowana i smutna.. Póki nie nauczę się panować nad mocą..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz