- Silent, słonko... przepraszam, że długo się tobą nie zajmowałem... szukałem Lilias, a ta w końcu sama się znalazła... wybaczysz mi ? - zapytałem serdecznie żałując swojego zachowania.
- No nie wiem... Muszę się zastanowić...- powiedziała figlarnie i się zaśmiała. Kochałem ją... niewiem co bym zrobił gdybym ją stracił...Chyba to samo co tata... Poprostu zniknął...
- Nigdy tego błędu nie chcę już popełnić... bo moje miejsce jest tam gdzie ty... - wyszeptałem i przytuliłem ją delikatnie... - Kocham Cię i nigdy nie opuszczę... Tym razem wszędzie razem, zgoda ?
- Zgoda... - wyszeptała wzruszona...Lecz nagle usłyszeliśmy dzwon...
- Wataha w niebespieczeństwie... Musimy tam iść... - zawołałem do Silent.
- Poczekaj... Weźmiemy nasze podarki od Bogów. - wzieła swoje i podała mi moją tarczę, włócznie, miecz i hełm które dostałem od Aresa, boga wojny. Wszystkie były ze złota i wysadzane brylantami, szafirami, diamentami itp. Z tymi rzeczami szybko pobiegliśmy do zagromadzonych wilków. Zastaliśmy tam Atię, która nam wszystko wytłumaczyła i razem z nią ułożyłem prowizoryczną taktykę. Lilias wzieła swój łuk i za naszym pozwoleniem poszła na zwiady. Teraz skoro była podopieczną Artemidy, miała do tego smykałkę. Pozatym gdyby coś się jej stało to Artemida jej pomoże, a o ile wiem jest to dość groźna boginka. Starałem się trzymać jak najbliżej Silent, bo w czasie ataku wolał bym mieć ją na oku. Teraz będzie prawdziwy test na wojownika i syna Alfy. To nie będą zabawne pojedynki z Damonem, tylko prawdziwa walka... I może to nie było odpowiednie uczucie, ale od kąd moim opiekunem jest Ares, coś mnie ciągnie na tą wojne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz