Już pare dni siedzę u Piotrusia Wilka oraz jego świty która składa się z szczeniąt poprzebieranych za zwierzęta leśne. Szczęśliwi czasu nie liczą więc niewiem czy to były dwa dni, czy osiem. Jak narazie moje wizje pokazują, szuka mnie jedynie mój braciszek, amoja mama i siostra nawet się nie zoriętowały że mnie niema. Ale po co mam sobie nimi głowę zawracać. Postanowiłam zostać, ale moje postanowienie zmieniła pewna postać... Nie , nie Kapitan Hak ! Jak siedziałam sabie sama na polanie, pojawiła się piękna panii, w długiej białej szacie. Pierwsze co sobie uświadomiłam to to, że miała łuk, więc na wszelki wypadek schowałam się za skałą.
- Lilias Fallami Olimpijska... podejdź do mnie... - zawołała do mnie śliczna pani. - Jestem Artemida patronka dziewic, łowów i lasów. Nie masz się czego obawiać moja mała przyjaciółko...
- Wiem już kim jesteś... ale wyjaśnisz czemu do mnie przyszłaś i czemu nazywasz mnie ,,olimpijską" ? - zapytałam już swobodnym tonem, nawet trochę zuchwałym.
- Przyszłam bo wybrałam sobie Ciebie na swoją przybraną córkę, a ,,olimpijską" Cię nazywam bo nadaję Ci ten tytuł. Musisz wracać do domu... Twój brat z twojego powodu ma myśli samobójcze. Czy wcale Ci na nim nie zależy ? - wyjaśniła i zapytała Artemida.
- Zależy Artemido... - powiedziałam cichutko...
-Dajmy spokój Artemidzie. Mów mi Art. Artemida to dla mnie za poważne... Cieszę się że wracasz. Było by Ci trudno nieść przedmioty które Ci daję więc znajdziesz je pod łóżkiem w twoim pokoju. Daje Ci łuk z którego nie da się chybić i nieskończony kołczan strzał. Oraz oczywiście nadaje Ci tytuł Olimpijska, więc jeżeli tylko pomyślisz o mnie i o Olimpie, znajdziesz się tam. A na razie przeteleportuję Cię z powrotem do domu. - zarządziła moja opiekunka.
- Jeszcze chwilkę... Pożegnam Piotrusia i wracam. - zawołałam do Art i pobiegłam do kryjówki oznajmić o tym Piotrusiowi. Uściskom nie było końca, a na zakonczenie dostałam w woreczku pyłek dzwoneczka, dzięki czemu będę mogła się teleportować do nich i z powrotem. Odprowadzili mnie do Artemidy, ta za to złapała mnie za rękę i teleportowała na teren watahy... Jak się rozejrzałam stwierdziłam, że Artemidy już nie ma. Pędem pobiegłam do jaskini braciszka i go uspokoiłam, następnie pobiegłam do rodzinnej jaskini, do mojego pokoju i zajrzałam pod łóżko. Te rzeczy tam były... Czyli to nie był sen... Dołożyłam tam woreczek z Dzwoneczkowym pyłkiem i zaczełam myśleć o tych zdarzeniach, a później... juz nie wytrzymałam i pobiegłam o wszystkim opowiedzieć Lee...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz